Na spektakl współczesnej polskiej opery Cyberiada Krzysztofa Meyera warszawska publiczność szła z równym zaciekawieniem jak na wcześniejszą prezentację Portretu Mieczysława Weinberga, zwłaszcza że gwarancją wysokiego poziomu byli artyści Teatru Wielkiego z Poznania gościnnie występujący na scenie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie.

Dobrym zwiastunem były też krótkie wprowadzenia wygłaszane przez Aleksandra Laskowskiego znanego m.in. z II Programu Polskiego Radia. Samo dzieło jednak rozczarowało. Muzyka generalnie bezstylowa miała ciekawe epizody, głównie orkiestrowe z wykorzystaniem instrumentów dętych, a także dosyć rozbudowanej perkusji. Zdarzały się też fragmenty w rytmach jazzowych, strona wokalna jednak najwyraźniej nie interesowała kompozytora, który partie śpiewaków wyposażył w zupełnie standardowe, nieciekawe frazy melodeklamacyjne. Jedynie podawane do mikrofonu specjalnie deformowane dźwięki Doradcy Doskonałego, które generował własnym aparatem głosowym Wojciech Siedlecki, wnosiły oryginalny rys do warstwy akustycznej spektaklu.
Trzeba przyznać, że realizatorzy tego przedstawienia dokładali ogromnych starań, aby dosyć skomplikowaną fabułę opery uatrakcyjnić wizualnie i aby odwrócić nieco uwagę od ciągnących się w ślimaczym tempie opowieści, jakby z 1001 nocy. W rezultacie więcej uwagi skupiła na sobie trupa akrobatów wykonująca ryzykowne ewolucje na zwieszonych z sufitu szarfach, niż nudnawe elukubracje licznych bohaterów tej opowieści science fiction. Fabularnie opera skonstruowana jest trochę na wzór Turandot Pucciniego, tam jednak były trzy zagadki zadawane przez księżniczkę, tutaj zaś mamy trzy historie opowiadane kapryśnej królowej.

Opera doczekała się bardzo atrakcyjnej i zróżnicowanej oprawy wizualnej, zwłaszcza gdy chodzi o kostiumy zaprojektowane przez Justina C. Arienti. Nawet muzyków grających na perkusji wystawionej na scenie ubrano w skafandry astronautów. Zamówiono też nadmuchiwane modele robotów, a także liczne pokaźnych rozmiarów gumowe kule i piłki, które w pewnym momencie spadają nawet na publiczność z balkonów. W sumie był to spektakl bajkowy z ilustracjami muzycznymi, częściowo mówiony, częściowo śpiewany. Ciekawe głosy zaproponowali niski bas Adam Palka w roli Trulla, królowa Genialina w wykonaniu Romy Jakubowskiej-Handke i Wiera Baniewicz jako Stara Cyberownica, choć niestety tę ostatnią kompletnie zawiodła pamięć na scenie. Nie ma się jednak co dziwić. Najsłabszym elementem opery Cyberiada jest libretto, bezsensownie przegadane, pełne powtórzeń i nieistotnych szczegółów. Tutaj intuicja literacka i sceniczna Krzysztofa Meyera kompletnie zawiodła. Rewelacyjny, pełen ciekawych informacji jest natomiast oryginalny drukowany program przedstawienia autorstwa Danuty Gwizdalanki – w cywilu żony kompozytora. Warto przeczytać tę książeczkę zanim postanowimy się zmierzyć z operą Krzysztofa Meyera.
Joanna Tumiłowicz