Przegląd nowości

Tatiana pod kaloryferem

Opublikowano: piątek, 02, styczeń 2015 22:31

Największym ewenementem inscenizacji Eugeniusza Oniegina Piotra Czajkowskiego w Metropolitan Opera w Nowym Jorku był oczywiście udział dwóch polskich śpiewaków obsadzonych w głównych rolach męskich tego arcydzieła. To sukces tak ogromny, że przyćmił artystyczną ocenę całego wydarzenia, która z racji samego miejsca i naszego w nim udziału musiała być znakomita.

MET,Eugeniusz 1

Dziś już opera, którą MET otwierała sezon artystyczny 2013/2014, zbłądziła pod strzechy, bo w dniu 30 grudnia nadał ją nasz kanał tematyczny TVP KULTURA w bardzo dobrej porze. To wspaniały prezent dla polskich widzów i słuchaczy, gdyż mogli na własne oczy i uszy przekonać się, że zachwyty nad Piotrem Beczałą w roli Leńskiego i Mariuszem Kwietniem jako Onieginem nie były przesadzone. Obaj śpiewacy imponowali doskonale brzmiącymi głosami, muzykalnością i talentami aktorskimi. Wydaje się, że zwłaszcza występ Mariusza Kwietnia był prawdziwie gwiazdorski, pełen uczucia i temperamentu i przy tym postać Oniegina została wykreowana z ogromną naturalnością.


Nasi śpiewacy oraz ich obie partnerki Rosjanka i Białorusinka, Anna Netrebko (Tatiana) i Oksana Volkova (Olga), stanowili głosowo „kwartet marzeń”, jakim nie mogło się chyba dotąd poszczycić żadne wykonanie tej opery w świecie. Sopran Netrebko powoli się osadza głębiej i nabiera siły, a ona sama przyznaje, że wyrasta z ról belcantowych. Alt Volkovej ma wspaniałe niskie tony piersiowe, typowe dla rosyjskiej szkoły śpiewu. Zalety głosowe Kwietnia i Beczały są powszechnie znane, ale Netrebko bardzo chwali swojego partnera za wysoką klasę, ciemną barwę jego barytonu i twierdzi, że to „śpiewak w starym stylu”, co akurat do tej roli doskonale pasuje.

MET,Eugeniusz 2

O Mariuszu Kwietniu krytycy amerykańscy piszą, że to prawdziwe „zwierzę sceniczne". Z pozostałych wykonawców Alexei Tanovitski jako Gremin wypadł dosyć dziwnie, śpiewał tak jakby miał chore gardło, w jego głosie była „kluska”, a dodatkowo niebezpiecznie wibrował. Johm Graham Hall jako Francuz Tricket był tylko poprawny i charakterystyczny, dwie Rosjanki Elena Zaremba – Łarina i Larissa Diadkova – niania nie odbiegały od standardu jaki spotyka się w większości teatrów rosyjskich. Valery Gergiev dyrygujący spektaklem prowadził orkiestrę z ogromnym wyczuciem kolorystycznym, tworzył nastrój scen lirycznych dając dosyć wolne tempa, mógł jednak liczyć na to, że świetnie dysponowane głosy „nie spuchną”, że każda fraza zostanie idealnie wykończona i nie będzie po śpiewakach widać najmniejszego wysiłku.


Cudownie też skontrastował powolnie rozwijające się melodie z dramatycznymi sekwencjami orkiestrowymi, które zespół muzyków MET wykonywał perfekcyjnie.

MET,Eugeniusz 3

Najwięcej zastrzeżeń i kontrowersji przestawiała warstwa wizualna spektaklu. Akt I w posiadłości wiejskiej Łarinych rozgrywał się w jakiejś koszmarnej scenografii autorstwa Toma Pye, przypominającej salę jadalną kołchozu. Widać ponad 70. lat ZSRR zaciążyło na percepcji utworu powstałego jeszcze w XIX wieku. Brudne story zasłaniające widok na sad, obrzydliwe kaloryfery pod parapetami. W scenie pisania listu Tatiana siedzi przy stole a potem z braku łóżka (z boku stoi oparty o schody jakiś zwykły siennik) spędza resztę nocy na podłodze. To dosyć dziwne, bo kostiumy zaprojektowane przez Chloé Obolensky są wzięte żywcem z carskiej Rosji, z czasów Czajkowskiego i Czechowa, na którego powołuje się reżyserka Deborah Warner. Choreografka Kim Brandstrup pewnie nigdy nie widziała tańców rosyjskich, bo u niej scena baletowa w dworku Łarinych przypomina jakieś popisy break-dance'u. Można też mieć trochę zastrzeżeń do szczegółów i rekwizytów – pojedynek między Onieginem i Leńskim odbywa się nie na pistolety, ale karabiny. Panowie strzelają do siebie z bliskiej odległości i dziwne, że tylko jeden ginie. A najbardziej niedorzeczna scena została zachowana na sam koniec.


Spotkanie Tatiany i Oniegina w jakimś ustroniu, między wysokimi kolumnami, a nie w pałacu Grieminych, jest do przyjęcia, ale Tatiana, choć jeszcze kocha Oniegina stanowczo odrzuca jego zaloty.

MET,Eugeniusz 4

Tego było reżyserce mało, więc na samym końcu „jak w amerykańskim melodramacie”, Tatiana sama inicjuje namiętny pocałunek na pożegnanie. Po co? To rozstanie nie powinno dawać żadnej nadziei. Puszkin przewraca się w grobie.

                                                             Joanna Tumiłowicz

P.S. W tym samym dniu komercyjna TVN nadała widowiskowy spektakl na lodzie Opera On Ice ze słynnej Arena di Verona. Wystąpili nie tylko znani i utytułowani łyżwiarze: Carolina Kostner, Stéphane Lambiel oraz Anna Capellini i Luca Lanotte, ale także nieźli śpiewacy, była też grająca na żywo orkiestra i chór z klimatycznym Va pensiero. Show otworzył Pharrell Williams utworem Happy. Oprócz niego wieczór uświetniły kanadyjska piosenkarka Keisza, włoska gwiazda Georgia i oraz pochodząca z USA Anastacia. O oprawę muzyczną wydarzenia zadbał John Metcalfe, ale było też trochę dobrej klasyki operowej, która być może zachęci telewidzów do oglądania czegoś ambitniejszego.