Zima powoli opanowuje Wrocław, co jest znakiem że festiwal Jazztopad żegna się juz z miastem i jego mieszkańcami. Można żałować, ze to już tak szybko minęły te dni wypełnione muzyką wybitnych artystów, ale z drugiej strony tak wyjątkowe pożegnanie festiwalu, jakie miało miejsce w niedzielę w Sali Filharmonii Wrocławskiej na pewno osłodzi rozłąkę z jazzowymi nutami na najbliższy rok.

Pharoah Sanders to postać w świecie jazzu emblematyczna. Wybitna i barwna osobowość, żywa historia muzyki. Sanders jest uważany za jednego z najlepszych saksofonistów tenorowych na świecie i wrocławska publiczność mogła się przekonać, że nie są to bezpodstawne opinie. Ten były współpracownik wielkiego Johna Coltrane`a czy ekscentrycznego Sun Ra potrafił wciągnąć wszystkich obecnych na koncercie w swoisty dialog, gdzie dźwięki instrumentów i oklaski zastępowały słowa. Mimo wielu lat scenicznych sukcesów Sanders, niestroniący w swych utworach od poszukiwań duchowych, potrafi odnaleźć porozumienie z publicznością, która entuzjastycznie reagowała na popisy mistrza i jego zespołu. Przy całej swej awangardowej często spuściźnie muzycy zaprezentowali wiele utworów bliższych klasycznemu jazzowi. Sądząc po ilości osób obecnych na koncercie i ich reakcjach klasyka wciąż jest w cenie. Sanders natomiast potwierdził że zasłużył sobie na muzyczny pomnik i stawianie go w jednym szeregu z największymi, którzy rozwijając jazz wciąż mocno opierają się na jego klasycznych fundamentach.
Wojciech Szczucki