Przeciętnemu melomanowi Gioachino Rossini kojarzy się z takimi znanymi arcydziełami jak Włoszka w Algierze, Cyrulik sewilski czy na przykład Hrabia Ory i Kopciuszek, czyli z pozycjami lekkimi, wesołymi i dającymi wykonawcom okazję do spektakularnych popisów wokalnych. Meloman dogłębniej wtajemniczony w twórczość włoskiego mistrza na pewno wymieni jeszcze utrzymane w bardziej poważnym tonie dzieła jak Tankred, Otello lub Mojżesz w Egipcie, które niestety są już znacznie rzadziej umieszczane w repertuarze teatrów lirycznych.

A już zupełnie sporadycznie pojawia się w nim czteroaktowa opera Mojżesz i Faraon, nie stanowiąca może największego osiągnięcia Rossiniego, ale zawierająca wiele ciekawych i pięknych epizodów i chociażby już z tego względu zasługująca na częstsze prezentacje.

Zacznijmy jednak od początku. Kiedy w sierpniu 1824 roku Rossini zamieszkał na stałe w Paryżu, zaproponowano mu objęcie stanowiska dyrektora Théâtre Italien, który dzięki tej mądrej decyzji wszedł w okres pełnego rozkwitu. Zaczęli w nim występować najsłynniejsi wówczas śpiewacy, a sam mistrz ku radości słuchaczy umieszczał na afiszu swoje własne dzieła. Kierując tym prestiżowym teatrem starał się jednocześnie zdobyć paryską twierdzę muzyczną, jaką była Académie Royale de Musique, czyli paryska Opera. Rozumiał jednak, że aby mu się to udało musi zacząć komponować do francuskich librett, wpisując się zarazem w określoną, sięgającą aż do Glucka i Rameau tradycję. Oznaczało to całkowitą przemianę stylu, dostosowanie języka muzycznego do deklamacyjnej i heroicznej frazy śpiewu francuskiego oraz zrezygnowanie z promienistych, wszakże zbyt popisowych wokaliz.
W ten oto sposób w celu zadebiutowania w Académie Royale de Musique zaczął przerabiać niektóre swoje opery. Zaś kiedy w roku 1827 jego wspomniany wyżej Mojżesz w Egipcie (wykreowany w 1818 roku w neapolitańskim San Carlo) z librettem Andrea Leone Tottoli znalazł się na afiszu Théâtre Italien, Rossini postanowił zaprezentować w Operze francuską wersję tego dzieła, zatytułowaną na tę okazję Mojżesz i Faraon. Nowe libretto zredagowali Luigi Balocchi i Etienne de Jouy, a trzy akty pierwowzoru zostały wzbogacone o akt czwarty i oczywiście obowiązkową w Operze Paryskiej scenę baletową.

W przeciwieństwie jednak do Mojżesza w Egipcie, którego prapremiera wznieciła w Neapolu gwałtowne protesty spowodowane groteskową inscenizacją sceny przejścia przez Morze Czerwone, kreacja Mojżesza i Faraona została przyjęta triumfalnie w dużej mierze dzięki fantastycznej obsadzie wokalnej.

Warto na marginesie dodać, że Rossini wykazał się tutaj wyjątkową intuicją, gdyż kampanie napoleońskie spowodowały, iż wszelkie tematy dotyczące Egiptu cieszyły się wówczas ogromną popularnością. Jeśli chodzi o podstawowe zmiany dokonane w tej francuskiej adaptacji, to w pierwszym rzędzie dotyczą one niuansów. Mojżesz w Egipcie za pomocą bogato zdobionego stylu uwydatniał wirtuozostwo śpiewaków, podczas gdy w Paryżu cała ornamentacja ustąpiła miejsca melodycznej przejrzystości, a soliści musieli pozostawić dużo miejsca znacznie wzmocnionemu chórowi, ucieleśniającemu lud Izraela (przy czym większość protagonistów zmieniło swe imiona). Ponadto funkcją wstawionego na początku opery dodatkowego aktu stało się wyeksponowanie historycznego kontekstu akcji i właśnie ten rodzaj prologu stanie się szybko ważnym elementem francuskiej opery historycznej.
Dzisiaj Mojżesz i Faraon stanowi jeszcze w repertuarze operowym prawdziwy rarytas i choćby z tego względu inicjatywa jego wykonania w Operze w Marsylii została przyjęta z dużym uznaniem i zainteresowaniem. Chodzi tutaj jednak o wersję koncertową, co można przyjąć nie tylko jako troskę o finanse teatru, lecz również jako przejaw roztropności dyrektora rzeczonej placówki Maurice’a Xiberrasa, który doskonale zdaje sobie sprawę z nieprawdopodobnych trudności związanych z każdą próbą scenicznego wystawienia dzieła.

Wystarczy na przykład przypomnieć, że kiedy takową podjęto pięć lat temu na Festiwalu w Salzburgu, to pomimo obecności Riccardo Mutiego za pulpitem dyrygenckim, całe przedsięwzięcie zakończyło się totalnym fiaskiem. Mamy tu bowiem do czynienia z potężnym freskiem muzycznym, opowiadającym o ucieczce Żydów z Egiptu, ze wzniosłym finałem, podczas którego za sprawą modlitwy Mojżesza rozstępują się wody Morza Czerwonego, a ocalony w ten sposób lud Izraela intonuje przepiękną pieśń-modlitwę, najbardziej znany fragment dzieła.

Zbudowanie wizji scenicznej układającej w jakąś spójną całość liczne statyczne sceny nie jest łatwym zadaniem i jak się nie jest pewnym pozytywnego rezultatu, to lepiej wybrać właśnie wersję koncertową. W Marsylii przygotował ją i poprowadził włoski dyrygent Paolo Arrivabeni, mający do dyspozycji świetnie dysponowaną Orkiestrę i Chór Opery oraz bezbłędnie skompletowaną obsadę solistów. Orkiestra pokazała swą klasę już w uwerturze, mającej za zadanie nie tylko – jak to do tamtej pory bywało – przedstawienie składanki głównych motywów partytury, lecz nakreślenie będącego rodzajem streszczenia pejzażu dźwiękowego, wprowadzającego w tematykę i klimat dzieła.
Arrivabeni doskonale uwydatnia nowoczesną w stosunku do włoskiej tradycji procedurę komponowania Rossiniego, polegającą na rezygnacji z ciągu wyizolowanych numerów na rzecz rozległych i rozgrywających się jakby na tym samym „oddechu” scen. Składają się one na utrzymującą uwagę w stałym napięciu architekturę muzyczną, która nie posiada wprawdzie nowatorskich czy rewolucyjnych cech, ale zapewnia wykonaniu potoczystość i frapującą plastyczność. Z dyrygentem bez zarzutu współpracują wokaliści, z których każdy dostarcza oczarowanym słuchaczom wiele niezapomnianych wrażeń.

W tytułowych partiach występują porażający mocnym, soczystym i głębokim basem Ildar Abdrazakov (Mojżesz) oraz bardzo we Francji ceniony baryton Jean-François Lapointe (Faraon). Wrażliwą i poświęcającą dla swego ludu miłość Anaidą jest wybitna francuska sopranistka Annick Massis, zaś zakochanym w niej z wzajemnością synem Faraona Amenofisem – Philippe Talbot, poruszający swym zaangażowaniem i urzekającą barwą stylowo i świadomie w stosunku do podawanego tekstu prowadzonego tenora.

Pięknie też brzmi mezzosopran włoskiej artystki Sonii Ganassi (Sinaida), wyrównany i imponujący niezawodną intonacją tenor Juliena Drana (Eleazar), mezzosopran Lucie Roche (Maria), a także niezawodny bas Nicolasa Courjala (Osiride) i delikatny, wszak przykuwający uwagę tenor Rémy’ego Mathieu (Orphide). To wykonane po raz pierwszy w Marsylii dzieło pozwoli tutejszej publiczności, za sprawą prezentującego wysoki poziom zespołu artystów, poznać inne oblicze pozornie tak dobrze wszystkim znanego twórcy.
Leszek Bernat