Mozartowski Czarodziejski fletw Staatsoper Unter den Linden, występującej tymczasowo na scenie Schiller Theater, to inscenizacja podwójnie klasyczna. Jej autorem jest nieżyjący już słynny reżyser August Everding, z którym miałem przyjemność przeprowadzić wywiad do mojego programu telewizyjnego Wokół Wielkiej Sceny przy okazji jego realizacji Pierścienia Nibelunga w Teatrze Wielkim w Warszawie za czasów Roberta Satanowskiego.

Premiera odbyła się w 1994 roku, a ja obejrzałem 244-te przedstawienie 31 października 2014 roku. Dekoracje i kostiumy wykonano według projektów legendarnego architekta Karla Friedricha Schinkla, powstałych do berlińskiej inscenizacji w 1816 roku. Akcja rozgrywa się w starożytnym Egipcie. Malowane, zgodnie z gustami tamtej odległej epoki, dekoracje i fantazyjne kostiumy mają niezwykły, staroświecki wdzięk, a przy tym są zdumiewająco funkcjonalne, tworząc baśniowe ramy do opowiadanej historii. A Everding opowiada prosto i klarownie, odnajdując idealną równowagę między elementami humoru i metafizyki zawartych w tym genialnym dziele Mozarta i Schikanedera.
Anna Simińska, laureatka I nagrody na Konkursie Wokalnym im. Ady Sari w Nowym Sączu w 1997 roku, jest obecnie jedną z najczęściej angażowanych na zagranicznych scenach odtwórczyń partii Królowej Nocy. Śpiewała ją już na scenie Wiener Staatsoper, a w lutym 2015 roku zadebiutuje w londyńskiej Covent Garden Opera. Ma głos dźwięczny i nośny, o wolumenie większym niż mają typowe soprani leggieri,często wykonujące tę partię. Jej frazowanie jest naturalne i dobitne, a koloratury olśniewająco precyzyjne.

Zawrotnie wysokie trzykreślne „f” były pewne i pełne. W pierwszej arii, wykonywanej na zawieszonej wysoko gondoli, była nieco ostrożna. Mówiła mi następnego dnia, że dźwięki orkiestry dochodziły do niej z pewnym opóźnieniem, z uwagi na akustykę sali, a ponadto nie widziała dobrze dyrygenta. W drugiej arii pokazała pełnię możliwości. Była porywająca. Wśród pozostałych wykonawców dwoje reprezentowało najwyższy światowy poziom. Jeden z najsłynniejszych współczesnych basów, Rene Pape, jako Sarastro potwierdzil swoją klasę. Nagrał tę partię na płyty DG w 2005 roku pod dyrekcja Claudia Abbado.
Wspaniały głos i szlachetny wyraz w śpiewie oraz grze aktorskiej. Zachwyciła mnie Pamina – Evelin Novak. Młoda śpiewaczka ma ciepły, pełny głos, przywołujący wspomnienia Gunduli Janowitz i Lucii Popp. Była wzruszająca scenicznie i śpiewała perfekcyjnie, z szerokim oddechem. Rozczarował tenor Martin Homrich jako Tamino. Zastąpił przewidzianego na ten wieczór innego śpiewaka. Był sztywny aktorsko i nieprzekonujący wokalnie. Na chropawą barwę głosu nie da się zresztą nic poradzić.

Bardzo dobry Papageno – Gyula Orendt, precyzyjnie zestrojone wokalnie Trzy Damy: Adriane Queiroz, Annika Schlicht i Constance Heller oraz świetny Monostatos – Dietmar Kerschbaum dopełniali przyjemności wokalne wieczoru. Dyrygował Stefan Soltesz. Jego interpretacja nie miała może owego „trzeciego wymiaru” zawartego, w genialnej muzyce Mozarta, a dostępnego jedynie największym muzykom. Ale tempa były naturalne, a znakomita Staatskapelle Berlin brzmiała świetnie, dając uszom przyjemność obcowania z luksusowym dźwiękiem. W sumie bardzo udany wieczór, no i przyjemność płynąca ze świadomości, że Anna Simińska dołącza do licznego już grona polskich śpiewaków obecnych na najlepszych światowych scenach.
Piotr Nędzyński