Jest jedną z najważniejszych postaci w historii polskiej wiolinistyki. Urodził się 1 lutego 1974 r. w Szczecinie. Miłością do skrzypiec zapałał już jako dwuletni chłopiec, kiedy nie potrafił jeszcze poprawnie wymówić nazwy tego instrumentu. Uczęszczał na lekcje starszej siostry i oznajmiał, że chce „cipcie”. Najwidoczniej chciał grać, a nauczyciel rozpoznał w nim talent, rodzice zatem posłali go do szkoły, trochę eksperymentalnie, gdy miał zaledwie pięć lat. W latach 1979-1984 kształcił się w miejscowej PSM I stopnia im. Tadeusza Szeligowskiego w klasie Stanisława Ślusarka. Jak można przeczytać na stronie internetowej placówki, Nizioł był „od początku nauki bardzo aktywny muzycznie, dał się poznać jako obowiązkowy i cierpliwy uczeń trudnej nauki gry skrzypcowej”.

Na pierwsze sukcesy nie trzeba było długo czekać. W 1984 r. wygrał Konkurs Ziem Zachodnich i Północnych w Koszalinie. 30 maja 1985 r. zadebiutował z orkiestrą, wykonując w Szczecinie Koncert skrzypcowy C-dur Dmitrija Kabalewskiego.
W latach 1984-1986 jego rozwojem muzycznym kierował Stanisław Hajzer z Zielonej Góry, do którego dojeżdżał raz na dwa tygodnie na weekendy, oficjalnie kształcąc się w ZSM im. Feliksa Nowowiejskiego w Szczecinie. Jak przystało na ucznia lubiącego na co dzień kopać piłkę, przymus spędzania pięciu godzin w pociągu – tyle trwała podróż do Zielonej Góry – przełożył się na umiejętność szybkiego opanowywania materiału muzycznego bez brania skrzypiec do rąk. Niekorzystne było jednak to, że lekcje u Hajzera odbywały się rzadko. Po latach Nizioł wspominał o niedogodnościach tamtej współpracy: „To był ekstremalnie wymagający pedagog i na pewno wiele skorzystałem na lekcjach z nim, ale było mi ciężko wytrzymać psychicznie i pewnego dnia oświadczyłem rodzicom, że trzeba coś zrobić, bo ja już nie mogę znieść presji […]”.
Eksplozja talentu
Jako dwunastolatek trafił pod skrzydła Jadwigi Kaliszewskiej, do Państwowego Liceum Muzycznego w Poznaniu, gdzie zamieszkał w internacie. Mistrzyni Bartka szybko zdała sobie sprawę z jego olbrzymiego potencjału; później przyznała zresztą, że taki talent zdarza się raz na sto lat albo jeszcze rzadziej. Zdecydowała się więc wysyłać go na konkursy, co w latach 80. stanowiło chyba jedyny sposób na wybicie się. To było szczęśliwe posunięcie, nastąpiło bowiem wyraźne przyśpieszenie rozwoju muzycznego nastolatka. Zdarzało się, że musiał przygotowywać nowy program z miesiąca na miesiąc. W konsekwencji nauczył się błyskawicznego przyswajania nut, a jego repertuar obejmuje dziś kilkadziesiąt sonat i koncertów. Można mimo to powiedzieć, że pod względem ćwiczenia był jak większość rówieśników – choć dobrze zorganizowany i sumienny, nie oddawał się tej mozolnej praktyce bez reszty, jak miało to miejsce np. w przypadku dorastającego Dawida Ojstracha. Wolał spędzać czas z przyjaciółmi, ale na konkursy solidnie się przygotowywał.
Sukcesy
Trudno by zliczyć turnieje, które wygrał; jeszcze trudniej te, w których brał udział i zajął czołowe lokaty. Niewątpliwie przełomowym momentem był występ w Międzynarodowym Konkursie Młodych Skrzypków Yehudiego Menuhina w Folkestone, w którym święcił triumfy dwukrotnie – w kategorii juniorów (1987 r.) i seniorów (1989 r.). Zagrał tam również z samym Menuhinem. W 1990 r. zajął czwarte miejsce w Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Carla Flescha w Londynie.
Potem przyszedł czas na wielkie zwycięstwa: w roku 1991 w Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Henryka Wieniawskiego, w roku 1992 w Konkursie Eurowizji dla Młodych Muzyków, a w roku 1993 – w Międzynarodowym Konkursie im. Jacques’a Thibaud w Paryżu. Po tym ostatnim w nagrodę objechał świat dając sto pięćdziesiąt koncertów w ośrodkach Alliance Française. Próbowali z nim pertraktować managerowie zagranicznych wytwórni, ale nie był w nastroju do rozmów, bo dopiero co zmarł jego ojciec. Temperaturę tamtych godzin znakomicie odzwierciedla nagranie „Poematu” Chaussona z Salle Pleyel, którego interpretacja – pełna bólu i namiętności – pozostaje niezrównana.

Sukcesy Bartłomieja Nizioła skłoniły Jadwigę Kaliszewską do utworzenia Szkoły Talentów, która funkcjonuje w mieście nad Wartą do dziś. Skrzypek ukończył ją w 1992 r., by po kilkunastu miesiącach zostać absolwentem Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego, co jak dotąd jest jedynym przypadkiem takiego tempa edukacji w historii uczelni. W międzyczasie, od sierpnia do października 1992 r., udał się na stypendium do Kanady, gdzie kształcił go Mauricio Fuks, podopieczny Jaschy Heifetza. Swoje umiejętności gry na skrzypcach rozwijał także na licznych kursach muzycznych, pod okiem takich profesorów jak Zachar Bron, Ruggiero Ricci, Herman Krebbers oraz Michael Frischenschlager.
Szwajcaria
Po paryskim zwycięstwie stało się jasne, że Bartłomiej Nizioł wyjedzie w świat. W 1995 r. zdecydował się podjąć dodatkowe studia w klasie Pierre’a Amoyala, który właśnie przeniósł się z Paryża do Lozanny. Okoliczności te sprawiły, że zamieszkał w Szwajcarii. W 1997 r. wygrał konkurs na koncertmistrza Orkiestry Tonhalle w Zurychu, gdzie otrzymał do dyspozycji stradivariusa „Wieniawski” z 1719 r., należącego niegdyś do Henryka Wieniawskiego. Angaż w zespole dał mu niepowtarzalną możliwość współpracy z wybitnymi dyrygentami. Utrwalił m.in. „Pulcinellę” Strawińskiego pod batutą Christophera Hogwooda. W 2003 r. został pierwszym koncertmistrzem Opery w Zurychu, które to stanowisko zapisano mu w kontrakcie bezterminowo. Powierzono mu jednocześnie wyjątkowy instrument zbudowany w 1727 r. przez Giuseppe’a Guarneriego del Gesù, uznawany za jedne z najlepszych skrzypiec na świecie.
Kameralista
Od kilkunastu lat intensywnie prowadzi działalność kameralną. Gra przede wszystkim w kwartetach smyczkowych. W 2000 r. powołał do życia Niziol Quartet, z którym koncertował i nagrał dwa albumy. W latach 2007-2009 piastował funkcję prymariusza Stradivari Quartet – jednej z dwóch takich formacji na świecie, w których wszyscy członkowie grają na instrumentach skonstruowanych przez lutnika z Cremony. Posługiwał się tam stradivariusem „Aurea” z 1715 r. Muzycy zdążyli zarejestrować przed jego odejściem komplet kwartetów „Pruskich” op. 50 Haydna. Miały być one wydane przez Sony, materiał jednak skasowano, a jego kopię posiadają nieliczni szczęśliwcy. Innym rarytasem jest interpretacja Kwartetu a-moll op. 51 Brahmsa z festiwalu w Lucernie, nagrana 10 września 2009 r. przez rozgłośnię DRS 2. Nigdy nie słyszałem lepszego wykonania tego dzieła.
Pod koniec 2009 r. powstał Valentin Berlinsky Quartet, w hołdzie legendarnemu wiolonczeliście Kwartetu im. Borodina. Tworzą go rezydujący w Zurychu koncertmistrzowie miejscowych orkiestr; Niziołowi (prymariuszowi) towarzyszą Wang Xiaoming, David Greenlees oraz Alexander Neustroev. Kameraliści wydali dotychczas dwie płyty z muzyką Beethovena i Szostakowicza.
Do ważnych wydarzeń należy zaliczyć występ z Marthą Argerich na warszawskim festiwalu Chopin i jego Europa w 2011 r. Artyści wykonali, m.in. z udziałem Agaty Szymczewskiej, Kwintet fortepianowy g-moll Juliusza Zarębskiego. Ich interpretacja zachwyca sposobem traktowania materii dźwiękowej i kształtowania dramaturgii.
Pedagog
Kilka lat temu Bartłomiej Nizioł poszedł w ślady swoich mentorów i poświęcił się pedagogice. Od 2008 r. przejął klasę Igora Ozima w Hochschule der Künste w Bernie, a od 2009 r. jest dyrektorem artystycznym imprezy Music Festival & Master Class w Pile, podczas której odbywają się kursy mistrzowskie, koncerty i wyłaniana jest osobowość muzyczna.

Bartłomiej Nizioł regularnie przyjeżdża do Polski, by koncertować, uczyć, nagrywać i zasiadać w jury konkursów. Trudno by pokrótce scharakteryzować jego styl wykonawczy. Z pewnością wyróżnia go kompleksowe podejście do formy, wyrazista ekspresja, śpiewność, szerokie frazowanie oraz głębokie i soczyste brzmienie. Do najważniejszych osiągnięć fonograficznych muzyka należy krążek z kompletem „Sonat” op. 27 Ysaÿe’a. Innym znaczącym dokonaniem jest płyta z twórczością kameralną Karola Lipińskiego, za którą otrzymał w zeszłym roku Fryderyka. Wiele nagrań wciąż pozostaje nieodkrytych, zalegają bowiem w archiwum Polskiego Radia.
Maciej Chiżyński