Połączenie tych dwóch krótkich oper w ramach jednego wieczoru jest znakomitym pomysłem. Łączy je czas powstania oraz to, że obydwie mają treść baśniową i zarazem charakter moralitetów. Poznański spektakl trafi zarówno do dorosłych widzów jak do dzieci.

Reżyser Ran Arthur Braun oraz scenograf Justin C. Arienti pokazali akcję „Dziecka i czarów” na powierzchni wielkiego fortepianu z otwartą klawiaturą. Akcja przebiega żwawo, kostiumy ożywionych martwych przedmiotów i zwierząt są bardzo udane: pomysłowe i dowcipne. Wszyscy aktorzy-śpiewacy znakomicie odegrali swoje role.

Wokalnie wyróżniały się Magdalena Wilczyńska-Goś jako Dziecko, Monika Mych-Nowicka jako Księżniczka i Małgorzata Olejniczak-Worobiej jako Ogień i Słowik. Świetnie brzmiał chór umieszczony na widowni, także na parterze wśród widzów, co dało niespotykane efekty akustyczne.
Scenografia „Słowika” jest raczej uboga, za to świetne kostiumy i rekwizyty. Akcja pokazana jest wyraziście i przebiega logicznie, co ważne szczególnie dla dziecięcej widowni. I tutaj należy pochwalić wszystkich wykonawców. Znakomita była Małgorzata Olejniczak-Worobiej w partii tytułowej.

To głos typu leggiero, a więc o małym wolumenie i barwie pozbawionej większych możliwości operowania odcieniami, ale czysty i nośny. Nomen omen słowiczy. Śpiewała zza kulis bo w postać Słowika wcieliła się japońska tancerka.

Świetna! Niestety jej nazwiska nie podano w programie. Bardzo dobrze śpiewali: Piotr Friebe (Rybak), Natalia Puczniewska (Kucharka), Jaromir Trafankowski (Cesarz), Sylwia Złotkowska (Śmierć), Rafał Korpik (Szambelan) i Andrzej Ogórkiewicz (Bonza). Kierownictwo muzyczne sprawował Grzegorz Wierus. Dyrygował z wielkim wyczuciem stylu obu utworów. Orkiestra brzmiała bardzo dobrze, oddając pełną sprawiedliwość bogactwu brzmieniowemu obu arcydzieł.
Piotr Nędzyński