„Rigoletto” Verdiego na scenie Opery Nova w Bydgoszczy to wielki popis wokalny i aktorski Leszka Skrli. Śpiewak ten wśród polskich barytonów zajmuje pozycję znaczącą, lecz więcej się mówi o Mariuszu Kwietniu, Arturze Rucińskim czy Andrzeju Dobberze. Leszek Skrla opanował jednak Polskę Północną i tutaj dzierży mocno berło. W „Rigoletcie” ten rekwizyt zamienić musi na laskę, kaduceusz, wywija nim, śmieszy, straszy, a nawet używa jako szpady. W pierwszym akcie umalowany, przylizany, wygląda tragikomicznie, kiedy jednak zdejmuje nakrycie głowy zamienia się w postać tragiczną. Sekundują mu na bydgoskiej scenie doskonali partnerzy. Krystyna Nowak jako Gilda popisywała się delikatnością i bogatą barwą sopranu, Dorota Sobczak w roli Magdaleny była uosobieniem podstępnego seksu, a także wybijającym rytm śmiechem metronomem w słynnym kwartecie, w którym jako kochanek sekundował jej Książę Mantui czyli będący w znakomitej formie tenor Pavlo Tolstoy. A przyglądał się temu z daleka posępny morderca na zlecenie Sarafucile z głosem Łukasza Golińskiego. Świetnie oddawał atmosferę włoskiej opery zgrany i zdyscyplinowany chór męski, przygotowany przez Macieja Wierzchonia, całością zaś z wyczuciem i nerwem dyrygował Maciej Figas, który w pokazywał śpiewakom wejścia i przytrzymywał lub pobudzał orkiestrę raz ręką, a niekiedy, w momentach wymagających większej precyzji - batutą.

Ważnym walorem bydgoskiego „Rigoletta” jest strona wizualna, o co zadbała kierująca się uchem i wzrokiem reżyserka Natalia Babińska. Wszystkie jej pomysły inscenizacyjne wynikały z długich dyskusji i negocjacji z pozostałymi realizatorami przedstawienia, zwłaszcza autorką scenografii Dianą Marszałek, kreatorką kostiumów Martyną Kander i reżyserem świateł Maciejem Igielskim, któremu doskonale wychodziło tworzenie mrocznej, ponurej atmosfery. Choć dekoracje były nadzwyczaj umowne, zwiewne to jednak doskonale służyły rozgrywającej się akcji.
Np. dom Rigoletta, w którym ukrywał on swą córkę zastępowała długa zasłona/firana zwieszona z góry sceny i przywiązana do talii Gildy. Kiedy spiskowcy księcia porywają dziewczynę po prostu urywają kawałek tej materii razem z uprowadzoną.

Tak wygląda symboliczne, ale przecież jakże dramatyczne wtargnięcie do domu błazna. Sugestywne ale ekstremalnie skromne jest ostateczne rozstanie z ojcem i śmierć Gildy, zaś najlepszymi plastycznie scenami są: oferta zabójstwa składana Rigolettowi przez Sparafucile, który wyłania się zza symbolicznego ogrodzenia utworzonego z czerwonych taśm, za którymi kryją się upiory w maskach stworzonych z czaszek zwierząt domowych, te same, które uczestniczą też w orgiach i intrygach dworskich, oraz taniec kilkudziesięciu rąk i nóg w chwili dostarczenia Gildy do pałacu księcia.
Warto dodać, że przedstawienie „Rigoletta” tak spodobało się zamożnym sponsorom, że uznali iż można je bez obawy zawieźć choćby do Ameryki. Czy tylko ten spektakl? Wszak w repertuarze Opery Nova jest więcej pozycji godnych najlepszych scen muzycznych.
Joanna Tumiłowicz