Przegląd nowości

Tomasz Tokarczyk - jubileusz piętnastolecia!

Opublikowano: czwartek, 09, październik 2014 14:35

Dyrygent Tomasz Tokarczyk dzisiaj jest jedną z najświatlejszych postaci życia muzycznego Krakowa i Małopolski. Wprawdzie na świat przyszedł w beskidzkim miasteczku Limanowa lecz swoje życie związał z Krakowem. W podwawelskim grodzie z wyróżnieniem ukończył Akademię Muzyczną. Studiował na dwóch kierunkach: dyrygenturę w klasie Jerzego Katlewicza oraz wiolinistyką pod kierunkiem Ewy Szubry-Jargoń.

Tomasz Tokarczyk 866-436

Pod koniec studiów, w sezonie 1999/2000 został dyrygentem Tarnowskiej Orkiestry Kameralnej i od tego okresu rozpoczął swój artystyczny pochód po estradach i scenach. W Tarnowie zdobywał pierwsze praktyczne umiejętności z zakresu muzyki symfonicznej. Ze względu na różnice w zakresie programu i repertuaru tamtejszej orkiestry zrezygnował ze współpracy. W tym miejscu warto wspomnieć o czasach studenckich, bowiem jego akademicki profesor, Jerzy Katlewicz prowadził go w kierunku symfonicznym. W taki oto sposób Tomasz Tokarczyk wspomina kilka ze spotkań: Nie zapomnę jednej wyjątkowej lekcji. Ale najpierw chciałbym w kilku słowach przybliżyć jak wyglądały zajęcia z moim Profesorem. Sposób przygotowywania nowego materiału na zajęcia wyglądał zazwyczaj tak samo.


Najpierw należało zdać z pamięci znajomość partytury pod względem zwłaszcza instrumentacji ale także harmonii, oznaczeń dynamicznych i agogicznych a czasami wręcz dźwiękami należało powtórzyć melodię danego instrumentu. Po tych dość dociekliwych pytaniach Profesor kiedy uznał, że materiał jest opanowany i „siedzi w głowie” przystępował do tak zwanego układania (między innymi na ile należy dyrygować, jak zaczynać, w jaki sposób zmieniać tempo czy metrum). Bardzo ważne było ogarnięcie formy utworu oraz jego charakteru. Profesor nie znosił jak ktoś prowadził bez emocji tzn. nie dawał z siebie maximum! Lekcja, o której mówię dotyczyła „V symfonii” Czajkowskiego.

Tomasz Tokarczyk 226-131

Na jednej lekcji zdążyłem opowiedzieć wszystko co wiedziałem ale tylko o pierwszych trzech częściach. Czwartą najbardziej złożoną zostawiliśmy na kolejne spotkanie. Kiedy pojawiłem się za tydzień u Profesora oczywiście dokończyliśmy zdawanie i zaczęła się praca nad pierwszymi częściami. Dzieło jest wyjątkowo długich rozmiarów czasowych więc zleciało szybko. Znów zabrakło czasu na czwartą część o której Profesor tylko nadmienił jak powinna wyglądać. Przed kolejnymi zajęciami byłem przekonany, że ugruntujemy wiedzę dotyczącą pierwszych części i na spokojnie ułożymy finał. Tymczasem Profesor nagle zapowiedział, że chciałby zobaczyć całą symfonię!!! Na początku trochę się przeraziłem, gdyż powtórzyłem porządnie dwie pierwsze części, których znajomością chciałem się nawet popisać przed Profesorem i pianistami. Ale ostatnie części tylko pobieżnie przeglądnąłem.


Zanim wszedłem na paczkę szybko w pamięci wywoływałem stronice zwłaszcza finału. Dyrygowanie podczas zajęć było wyłącznie z pamięci. Moją partyturę miał  w rękach Profesor po czym ją ostentacyjnie zamknął i rozsiadł się na krześle naprzeciw paczki. Muszę przyznać, że z wyjątkowym skupieniem wchodziłem na podium. Wiedziałem, że pierwsze części pójdą bez problemu, ale zależało mi żeby nie wysypać się w ostatnich. Jednocześnie chciałem pokazać jak bardzo jest mi to bliska muzyka i jak bardzo emocjonalna. Już w pierwszej części czułem, że pianiści reagowali na moje gesty bardzo dokładnie.

Tomasz Tokarczyk 429-353

Pozwoliłem sobie w związku z tak dobrym porozumieniem na oderwanie od liczenia i kontroli nad formą, Chciałem po prostu przeżywać tu i teraz. Nie zwracając specjalnie uwagi na gesty jakimi się posługiwałem. Potem niebiańska część druga z solo waltorniowym brzmiała juz dla mnie na dwóch fortepianach jak prawdziwy symfoniczny zespół. Walc poszedł również bez przeszkód i w końcu Finał. Tu dałem zupełny upust emocjom tak, że po rozbudowanej pompatycznej kodzie prawie osunąłem się na paczkę i wyczerpany fizycznie usiadłem na brzegu. Wtedy Profesor podszedł do mnie i bez słów poklepał mnie po ramieniu a pianiści zgodnie stwierdzili, że dawno sobie tak nie pograli jak dzisiaj. Takie chwile można przeżyć chyba tylko dzięki muzyce. Teraz doświadczenie nauczyło mnie, że należy być znacznie bardziej czujnym (zwłaszcza prowadząc spektakle) ale nie ma nic piękniejszego kiedy podczas wykonania można się „oderwać od ziemi”. Czasami to się zdarza i jest najpiękniejszą nagrodą za wszystkie próby i wkuwanie i powtarzanie w nieskończoność trudnych fragmentów.


Z powyższego wynika, że otrzymał solidne przygotowanie zawodowe podparte nutą romantyzmu. Umiejętności dyrygenckie doskonalił na kursach mistrzowskich m.in. u Helmutha Rillinga, Jonasa Aleksy i Jerzego Salwarowskiego. W 2002 roku został laureatem I nagrody III Ogólnopolskiego Przeglądu Młodych Dyrygentów w Białymstoku, a w rok później na VII Międzynarodowym Konkursie Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga w Katowicach otrzymał Medal Stowarzyszenia Polskich Artystów Muzyków oraz Nagrodę Stowarzyszenia Autorów ZAiKS przyznaną najlepszemu polskiemu uczestnikowi. Jednak pracę zawodową rozpoczynał z wielkim trudem, a właściwie po ukończeniu studiów wcale nie mógł jej podjąć.

Tomasz Tokarczyk 067-26

Wydawałoby się, że otrzymane nagrody na konkursach otwierają drzwi do sal koncertowych, niestety nie było tak w tym przypadku. Mimo, że już posiadał dyplom i objawiał spory talent kapelmistrzowski z otrzymaniem pracy miał ogromne problemy. Wobec tego w pierwszym roku po studiach wszędzie gdzie tylko było to możliwe zatrudniał się jako skrzypek i co kilka miesięcy udawało mu się przygotować lub poprowadzić jakiś koncert. Tę sytuację odmienił dyrektor szczecińskiej Opery na Zamku, Warcisław Kunc dowiedział się o istnieniu młodego, utalentowanego i bezrobotnego dyrygenta - Tomasza Tokarczyka. Przedzwonił więc do Krakowa z propozycją, a właściwie pytaniem, czy zechciałby pracować w operze. Lecz z konkretną ofertą zatrudnienia na etacie asystenta dyrygenta przez cały następny rok zwlekał. Jednak po wielu miesiącach przedzwonił ponownie i bohaterowi niniejszej publikacji zaproponował stanowisko kierownika muzycznego oraz dyrygenta w instytucji, którą prowadził.


Pan Tomasz oszołomiony tą perspektywą nie zastanawiał się zbyt długo i przyjął tę ofertę. Pojechał do Szczecina i tę zaszczytną funkcję pełnił w latach 2002-2003. Debiutował przygotowaniem baletu Dziadek do orzechów, a następnie operą Czarodziejski flet oraz widowiskiem W krainie czarodziejskiego fletu. Poza tym w operze wielokrotnie prowadził koncerty Ach kobiety, kto poznać was chce, A sekret szczęścia prosty jest… i Rewia przebojów operowych i operetkowych oraz spektakle operetek: Wesoła wdówka i Clivia. Z zespołem Opery na Zamku na przełomie roku 2003-2004 prowadził spektakle na obszarze Austrii, Niemiec i Szwajcarii. Od tamtego okresu był kilkakrotnym stypendystą Bachakademie Stuttgart oraz Bach Oregon Festival w USA.

Tomasz Tokarczyk 347-465

Miało to istotne znaczenie w działalności artystycznej Tomasza Tokarczyka. Pierwsze doświadczenia w pracy z teatrem muzycznym trwające niespełna dwa lata zaowocowały tego typu rezultatem, że otrzymał ofertę zatrudnienia w Operze Krakowskiej. Z nieukrywaną radością powrócił do ukochanego podwawelskiego grodu. Dyrektor Bogusław Nowak umowę o pracę z panem Tokarczykiem podpisał 1 stycznia 2004 roku. Początkowo na etat dyrygenta i kierownika orkiestry, a w cztery lata później awansował go na etat kierownika muzycznego Opery. Po minionych dziesięciu latach pracy w Krakowie wydaje się, że obie z wyżej wymienionych funkcji spowodowały, iż orkiestra Opery Krakowskiej regularnie podnosi własny poziom artystyczny. Wyraźnie jest widoczne z jak wielką pokorą, pod kierownictwem Tokarczyka, muzycy podchodzą do kreowania wizji artystycznej swego szefa. Maestro Tokarczyk udowodnił wszystkim, a może i sobie, że znakomicie rozróżnia, zna i czuje style muzyki komponowanej w różnych epokach twórczych.


Uogólniając tę opinię należy zauważyć jak wspaniale prezentowane tu są różnice w rozwoju muzyki operowej. Jego wnikliwość w analizowaniu partytury przekłada się w interpretację z cechami emocjonalnej prawdziwości. Każdą partyturę pieści z miłością opartą nie tylko na talencie ale i solidnym przygotowaniu muzycznym. Przez to od stóp do głów jest namiętnym artystą w każdy utwór wkładającym całe serce i całą duszę. Pomimo sporego już doświadczenia prowadząc spektakl popada w stan nieopisanego, podniecającego wzbudzenia. Dyrygując nie czuje zmęczenia chociaż fizycznie bywa totalnie wyczerpany i zalany potem.

Tomasz Tokarczyk 429-354

Na krakowskiej scenie maksymalne ważąc znaczenie każdej nuty najgłębiej wnika w powabną szatę dźwiękową inwencji melodycznej bogato malującej nastrój każdej sytuacji na scenie. Krakowscy melomani dotychczas mieli okazję pod batutą kierownika muzycznego Opery podziwiać jego profesjonalizm w operach klasycznych: Wesele Figara, Cosi fan tutte, Don Giovanni, romantycznych Carmen, późnoromantycznych (z pewnymi elementami filozofii weryzmu) Rigoletto, Trubadur, Traviata, werystycznych Madama Butterfly, Ariadna na Naxos neoklasycznych Miłość do trzech pomarańczy, Carmina burana, neorealistyczna Porwanie Lukrecji. To jedynie kilka przykładów, w których orkiestra brzmiała przejrzyście dzięki dobremu wyważeniu proporcji jej grup, grała z wyraźną przyjemnością i polotem. Zaś w dziedzinie operetki klasycznej wirtuozowsko prowadzi Barona cygańskiego, Zemstę nietoperza i Ptasznika z Tyrolu.


Dla młodszych widzów prowadził widowisko muzyczne Serduszko z lodu. W przeciwieństwie do estrad koncertowych dyrygent w operze pozostaje postacią ukrytą w cieniu artystów działających na scenie. A przecież to on jest głównym architektem całego spektaklu. Chyba nie warto nikogo przekonywać, że sukces wykonawczy w ogromnej mierze właśnie zależy od dyrygenta, jego podejścia muzycznego oraz współpracy ze śpiewakami. Również od jego ogólnej koncepcji prezentacji opery lub operetki.

Tomasz Tokarczyk 410-260

Osobiście mieszkam kilkaset kilometrów od Krakowa, a co się z tym wiąże w minionym dziesięcioleciu za pulpitem spotkałem Tokarczyka zaledwie 19 razy. I na tej podstawie stwierdzam, iż każdą partyturę zagrał przepięknie, szalenie płynnie, ze wspaniałą dynamiką i wyczuciem dramatycznym konkretnego dzieła. Wspaniale budował punkty kulminacyjne muzycznego dramatu, uwypuklił każdy detal i niuans barw orkiestracji. Odnosiłem wrażenie, że lirycznie śpiewał kwintetem (smyczkami) i z ogromną subtelnością detalu kreował atmosferę każdej sceny. W Madama Butterfly dominował koloryt egzotyczny, pełen pogodności i bogactwa różnorodnych rytmów oraz wyważone tempa w intermezzo instrumentalnym, które przedziela akty II i III. W miłej pamięci pozostało bardzo pięknie wykonane interludium z udziałem głosu chóru za sceną i nadzwyczaj słodka kołysanka tytułowej bohaterki. Także w każdej innej operze i klasycznej operetce czarował spójnością, integralnością płynnej ciągłości, energią i witalnością. O wszystkich można mówić dobrze.


Zaletą bohatera niniejszej publikacji jest fakt, że bez trudu potrafi zjednoczyć artystyczne walory wszystkich wykonawców. Scala wszelkie komponenty przedstawienia niezależnie od tego jak gęsta jest instrumentacja, jak bardzo misternie i barwnie tkana przez kompozytorów od Mozarta zaczynając, a na Pendereckim kończąc. Każda produkcja znakomitego Tomasza Tokarczyka ma wiele elegancji i jest przepojona swoistym wdziękiem. Z moich wyliczeń wynika, że w Krakowie poprowadził 23 opery, operetki i musicale podczas 365 przedstawień.

Tomasz Tokarczyk 429-356

Poza Krakowem z Orkiestra Wexford Opera Festival poprowadził operę Maria Statkowskiego (2011) oraz z Trondheim Symphony Orchestra  operę Don Giovanni Mozarta (2013), w Czelabińsku Carmen i w Łodzi Nabucco. Pewnie ze względu na codzienne obowiązki w macierzystej operze nie jest popularny na innych rodzimych scenach. Zajmująca i czasochłonna praca w operze spowodowała, iż bardzo rzadko przygotowuje i prowadzi koncerty symfoniczne w krajowych filharmoniach. Jednak gościł już w Filharmonii Narodowej, Białostockiej, Częstochowskiej, Jeleniogórskiej, Kaliskiej, Koszalińskiej, Krakowskiej, Pomorskiej, Rzeszowskiej... Koncertował z Płocką Orkiestrą Symfoniczną, Krakowską Orkiestrą Festiwalową, Inowrocławską Orkiestrą Symfoniczną „Pro Arte”, Warszawską Orkiestrą Symfoniczną, Polską Orkiestrą Radiową, Toruńską Orkiestrą Symfoniczną, Capellą Cracoviensis, Orkiestrą Akademii Beethovenowskiej i wieloma innymi. W recenzjach prasowych powtarza się niezmiennie jedno określenie: dyrygent znakomity. Gratulujemy!

                                                                               Wilfried Górny