„Pułapka”, druga opera Zygmunta Krauzego, oparta na dramacie Tadeusza Różewicza pod tym samym tytułem, traktuje o życiu Franza Kafki, jego pragnieniach, zahamowaniach i lękach. Nad jego losem zdaje się bowiem ciążyć postać despotycznego ojca, w scenie poprzedzającej finał przytłaczająca go w dosłownym sensie za sprawą powiększonej ruchomej fotografii w tle. Ucieleśnia on strach przed wszelkim autorytarnym autorytetem, w tym Boga, co konkretyzuje się w obrazie Abrahama ofiarującego Izaaka, którym okazuje się mały Franz, wizji prześladującej pisarza przez całe jego dorosłe życie. Na początku przedstawienia główny bohater występuje zresztą pod dwiema postaciami: dziecka oraz dorosłego, który prawdopodobnie nigdy nie zdołał się uwolnić od urazów wyniesionych z młodości. Jest to bardzo swobodna wizja biografii pisarza, ukształtowana nie tyle w oparciu o fakty, co na podobieństwo jego utworów.

Repetytywna muzyka Krauzego znakomicie oddaje neurotyczne lęki i zahamowania bohatera, których projekcją staną się jego fantasmagoryczne opowieści. Składa się ona z naprzemiennych fraz ostinatowych oraz kantylenowych, przy czym te ostatnie przypominają nieco Messiaena. A więc przebieg muzyczny wyznacza nieustanne ścieranie się pierwiastka recytatywnego oraz krótkich śpiewnych ustępów o charakterze ariosi. Z kolei Brittena do pewnego stopnia przywodzą orkiestrowe interludia okalające przełomową scenę wizji rajskiego dzieciństwa, przypadającą w punkcie złotego podziału operowej akcji, a ewokującą beztroską zabawę na łące, niepostrzeżenie przemieniającą się w obozową selekcję.
W ten sposób gromadzą się w niej już przeczucia tragicznej przyszłości, której sam Kafka nie doczeka, ale której antecedencję stanowiła jego twórczość literacka, a we wrocławskiej inscenizacji przybierające dosłowną postać wizji niemieckich żołnierzy oraz więźniów, w których stroje przebierają się siostry Franza, przyszłe ofiary Oświęcimia. Po raz pierwszy pojawia się wtedy dobiegający zza kulis chóralny hymn bez słów – wołanie skazanych na unicestwienie – który zamknie również całe dzieło. W kolażowej do pewnego stopnia kompozycji opery pojawiają się ponadto motywy popularne jak dobiegająca z oddali marszowa muzyka, sygnalizująca nadciąganie faszyzmu, czy dźwięki walca, rozpoczynające scenę odwołanych zaręczyn.

Z okresu zafascynowania kompozytora twórczością ludową różnych narodów wzięło się zapewne dołączenie do instrumentarium dzwonów pasterskich oraz akordeonu, tego ostatniego nie tylko w roli charakteryzującej prostackiego szewca, niedoszłego teścia Franza, ale pojawiającego się samoistnie również w innych ustępach dzieła.W przedstawieniu Opery Wrocławskiej, pokazanym w ramach IV Festiwalu Oper Współczesnych, orkiestrę poprowadził Tomasz Szreder, w równej mierze zadbawszy o wyjątkowo istotny w tym przypadku puls rytmiczny i jego precyzję, jak i jakość brzmieniową, może jedynie tempa pozostawały zbyt umiarkowane i mało skontrastowane.
W świecie dźwiękowym Krauzego świetnie odnaleźli się Mariusz Godlewski w głównej roli, Wiktor Gorelikow jako jego ojciec oraz Katarzyna Haras w partii Grety. Joanna Moskowicz, która wcieliła się w Felicję, niedoszłą narzeczoną Franza, bezbłędnie poradziła sobie z quasi-koloraturami, za pomocą których kompozytor charakteryzuje jej lekkomyślność.

Ze swej strony Ewelina Pietrowiak, autorka inscenizacji, bezbłędnie poprowadziła śpiewaków, dzięki czemu skutecznie zapomina się, iż wszystko rozgrywa się w operze, przy czym tak ustawiła zadania aktorskie, by w niczym nie przeszkadzały wokalnym. W niektórych sekwencjach przedstawienia, na przykład zaręczynowego balu, wprowadziła projekcję niemego filmu, nakręconego z udziałem wykonawców, biorących udział w akcji scenicznej.

A wszystko kręci się w tej historii wokół szafy i do niej zmierza. Jest ona wymarzonym sprzętem Felicji, gwarantującym dla niej małżeńską pomyślność w większym stopniu niż sam mąż, schronieniem, poszukiwanym przez ojca Franza, pod koniec znikającego w czeluściach ogromnej szuflady, wreszcie okazuje się tytułową pułapką, w której znajdują śmierć bliscy bohatera, dusząc się w jej wnętrzu, bo nieoczekiwanie okazała się sądzoną im komorą gazową?
Lesław Czapliński