Przegląd nowości

Efektowne otwarcie sezonu w Opéra de Tours

Opublikowano: piątek, 17, październik 2014 06:33

Tematem przewodnim bieżącego sezonu w teatrze operowym francuskiego miasta Tours, malowniczo położonego nad Loarą w Regionie Centralnym, jest uczucie miłości, pokazane we wszystkich możliwych konfiguracjach, odmianach, sytuacjach i przypadkach losowych. Cóż więc bardziej naturalnego niż inauguracja programu, starannie przygotowanego przez dyrektora i dyrygenta Jean-Yvesa Ossonce’a, mozartowską opera buffa Cosi fan tutte, ostatnią częścią trylogii, poprzedzoną Weselem Figara i Don Giovannim?

Cosi fan tutte,Tours 1

Założeniem kompozytora i jego słynnego librecisty Lorenzo da Ponte było nie tylko dostarczenie widzowi przedniej rozrywki, ale także przekazanie wcale nie tak znowu banalnego, jakby się pozornie mogło wydawać, przesłania. Otóż pod przemyślnym przewodnictwem Don Alfonso i wspierającej go w organizowaniu przewrotnej - a nawet dość perfidnej - gry miłosnej Despiny dwie zakochane pary przeżyją doświadczenie prowadzące je do pewnej formy życiowej mądrości czy może do bardziej realnego i pozbawionego złudzeń postrzegania świata. Młodzi oficerowie, przekonani o niezłomnej wierności swoich narzeczonych, podejmą zakład z Don Alfonso i poddadzą je próbie, w wyniku której okaże się, że ich pewność ulega kompletnemu zdruzgotaniu.


Na szczęście cała komedia zatrzymuje się w odpowiednim momencie i niezależnie od gwałtownych emocji - gniewu, niezrozumienia, zazdrości czy zdrady - młodzi ludzie powracają do swoich pierwotnych związków. Jako widzowie chętnie uczestniczymy w tych zabawnych perypetiach, ale przecież nie możemy też zaprzeczyć, iż wychodząc z teatru wyraźnie czujemy, że nasze rozbawienie podszyte jest także pewną dozą goryczy.

Cosi fan tutte,Tours 2

Premiera dzieła, mająca miejsce w 1790 roku w wiedeńskim Burgtheater, przyniosła wprawdzie pozytywne reakcje, ale samo libretto bardzo szybko stało się obiektem gwałtownej krytyki. Nie rozumiano bowiem, dlaczego jego autor ukazuje sytuacje, w której bohaterowie igrają ze swoją godnością i ryzykują utratę honoru. Tak naprawdę to dopiero w dwudziestym wieku Cosi fan tutte odzyskało należne mu uznanie i niezmiennie podbija serca wciąż się tą operą zachwycającej publiczności. Nie razi nas już prosty schemat intrygi i brak przykuwających uwagę komplikacji akcji czy dajmy na to ograniczona liczba protagonistów, bo w trakcie całego przedstawienia zdajemy sobie sprawę, że ta pozornie lekka historyjka mogłaby w każdej chwili przekształcić się w tragedię i mieć poważne konsekwencje dla biorących w niej udział osób. Żeby jednak rzeczona opera nie popadła w pospolity banał, a zawarta w niej lekcja życia stała się doskonale czytelna, potrzebna jest umiejętnie wychwytująca jej głębszy sens inscenizacja, jak właśnie ta, którą z powodzeniem prezentuje Opera w Tours. Jej autorem jest doświadczony reżyser teatralny Gilles Bouillon, unikający tak bardzo ostatnio modnej „transpozycji” dzieła i szczęśliwie kładący główny akcent na przejrzystość scenicznej narracji i subtelne kreślenie uczuć poszczególnych bohaterów. Kreowana przy pomocy dekoratorki Nathalie Holt, kostiumologa Marka Anselmiego i reżysera świateł Marka Delamézière’a, atrakcyjna i funkcjonalna wizja przywołuje położony we włoskim mieście Como letni dom, nieco podniszczony upływającym czasem, a będący symbolem minionego dzieciństwa.


Przebywający w nim przedstawiciele tzw. złotej młodzieży oddają się po nieprzespanej, bo spędzonej na piciu alkoholu i paleniu papierosów, nocy grze w bilard. To w takim kontekście w głowie Don Alfonso rodzi się nagle pomysł wystawienia młodych dziewcząt na próbę wierności i udowodnienia im, a także ich narzeczonym, iż są one takie same, jak ich wszystkie rówieśniczki. Bouillon po mistrzowsku wykorzystuje liczne sceny grupowe i się nimi zręcznie posługuje w celu uwydatniania rozmaitych cech charakteru kolejnych postaci.

Cosi fan tutte,Tours 3

Ciekawie też podkreśla zarysowujące się wyraźnie opozycje pomiędzy mężczyznami i kobietami, mniej lub bardziej doświadczonymi osobami, tymi, którzy manipulują lub są manipulowani. Wszystkie sytuacje teatralne są tutaj bezbłędnie i porywająco dynamicznie rozgrywane, a celnie pomyślane i wciąż zaskakujące odbiorców gagi nigdy nie przekraczają granic dobrego smaku. Zresztą zgodnie z duchem opery komizm omawianej inscenizacji nieustannie idzie w parze z gorzkim cynizmem i rodzajem nostalgicznej zadumy. Podkreślić należy, że osiągnięcie tak znakomitego rezultatu teatralnego jest możliwe dzięki skompletowaniu w pełni zgranej i prezentującej wysoki poziom obsady wykonawców, z których każdy idealnie pasuje pod względem wokalnym i aktorskim do powierzonej mu roli. Tryskająca dziewczęcą radością życia francuska mezzosopranistka Karine Séchaye jest frywolną Dorabellą, która nie stawia sobie pytań, tylko perfekcyjnie odgrywa rolę opuszczonej narzeczonej i jako bardziej ekspansywna osoba nie tylko pierwsza ulega miłosnej pokusie, ale także intensywnie pracuje nad tym, aby jej siostra bezzwłocznie poszła za jej przykładem. Świeżością interpretacji, niezwykłą w tak młodym wieku swobodą sceniczną oraz uroczo i mocno brzmiącym głosem imponuje mająca rosyjsko-korsykańskie korzenie sopranistka Vannina Santoni w partii Fiordiligi. Ich świetnymi partnerami są śpiewający dojrzałym i ładnie nasyconym barytonem Alexandre Duhamel jako Guglielmo i zdolny do lirycznych wzlotów tenor Sébastien Droy, kreujący rolę Ferrando.


Jeśli zaś chodzi o weterana scen lirycznych Francka Leguérinela, to niezależnie od tego, że jego baryton utracił już nieco z dawnego blasku, nie sposób oprzeć się jego sugestywnej grze aktorskiej i konsekwentnemu budowaniu postaci Don Alfonso. To właśnie on jest cynicznym scenarzystą miłosnej machinacji i bez problemu udaje mu się sprowadzić dwie młode pary do roli łatwych do manipulowania marionetek. Dokonuje tego zresztą w pełnej współpracy z energiczną i sprytną Despiną (w tym wdzięcznym emploi występuje sopranistka Catherine Dune) i to nie kto inny, tylko ona przekonuje swoje panie domu do ostatecznego rzucenia się w ramiona rzekomych Albańczyków. Dodatkowym atutem realizacji jest emanująca z całej tej szóstki wokalistów radość wspólnego muzykowania i widoczna w każdym momencie godna podziwu sceniczna współpraca.

Cosi fan tutte,Tours 4

Niepodważalnym bohaterem wieczoru jest stojący na czele Orkiestry Symonicznej Région Centre-Tours dyrygent Jean-Yves Ossonce, nadający tej poruszającej lekturze mozartowskiej partytury niemalże kameralny charakter. Każdy jego gest i każda nawet dyskretnie sugerowana intencja artystyczna są natychmiast bezbłędnie odczytywane i konkretyzowane przez wszystkie, grające jakby w stanie łaski, grupy instrumentalne. I nie wiadomo już, czy bardziej podziwiać miękkość i piękną barwę smyczków czy może jasne i pełne blasku, a zarazem po zegarmistrzowsku precyzyjne wejścia instrumentów dętych. Płynność, kunsztowność i niepowtarzalny urok dyskursu muzycznego, jednocześnie przenikniętego ujmującym ciepłem, romantyczną aurą, ale i zmysłowo-namiętnymi klimatami, świadczy o nieprzeciętnym kunszcie kapelmistrzowskim dyrektora Opery w Tours, który w przeszłości miał już także okazję się zaprezentować bywalcom Filharmonii Narodowej w Warszawie.

                                                                            Leszek Bernat