Arrigo Boito (1842-1918), znakomity muzyk, bardziej znany jest w Polsce jako świetny librecista (m. in. „Gioconda” Ponchiellego, „Otello” i „Falstaff” Verdiego), a także jako tłumacz na język włoski libretta takich oper, jak „Wolny strzelec” Webera czy „Rusłan i Ludmiła” Glinki i również Wagnera. Pamięta się też, że był synem polskiej hrabiny Józefy Radolińskiej.

Boito jako kompozytor jest autorem rzadko wystawianych u nas tylko dwu oper, „Mefistofeles” (polska prapremiera w 1880 roku) i „Neron” (bodajże nie doczekała się jak dotąd polskiej prezentacji scenicznej). Dwie biograficzne książki o tym kompozytorze ukazały się w latach 1963 (W. Preisner: „Arrigo Boito i jego stosunki z Polską”) oraz w 1988 (H. Swolkień: „Arrigo Boito. Poeta i muzyk”). Z wielkim więc zainteresowaniem oczekiwano na zapowiadaną w Krakowie premierę „Mefistofelesa”.

Dwa uznane za premierowe spektakle odbyły się 25 i 26 września 2014 roku. Inscenizacja przygotowana została z wielką starannością. Całe przedsięwzięcie miało charakter współpracy Opery Krakowskiej z norweską Trondheim Sinfoniorkester. Doświadczony (także i w operze) reżyser, równocześnie scenograf, Tomasz Konina, potraktował swą propozycję jako swoistą „rozprawę filozoficzną”. Mefisto, wychodząc na scenę z widowni, rzuca wyzwanie Bożęj potędze. Oczywiście główny wątek układu (naturalnie przegranego przez Mefista) z Faustem, nawiązuje do „Fausta” Gounoda. Opera wystawiona po raz pierwszy w La Scali w 1868 roku nie spełniła oczekiwań kompozytora i w następnych siedmiu latach poprawiał ją, przerabiał i dopracowywał. Te dość znaczące przeróbki spowodowały, iż muzyka opery stała się znacznie płynniejsza, bardziej melodyjna i emocjonująca.
Choć pod względem wdzięku i melodyjnego piękna wciąż ustępuje „Faustowi” Gounoda. Boito, jak pisze jego polski biograf, poczuł się teraz zrozumiany przez publiczność. A dla jego opery zaczęła się szczęśliwa passa. Tomasz Konina wraz z reżyserem światła Dariuszem Pawelcem, a także odpowiedzialną za ruch sceniczny Moniką Myśliwiec, spowodowali, iż ta z natury statyczna opera, stała się dramatem w pełni żyjącym. Wymienieni realizatorzy doskonale operują płaszczyznami scenicznymi i środkami technicznymi. Otrzymaliśmy dzięki temu obraz symboliczny, ale mieszczący się w konwencji operowej.

Z wykonawców scenicznych obu przedstawień na czoło wysuwa się wspaniale przygotowany (Zygmunt Magiera i Marek Kluza) i znakomicie śpiewający chór („wzmocnione” chóry Opery - mieszany i dziecięcy). Te nieco ponad 8o osób stanowi monolit, zdyscyplinowany rytmicznie, pewny intonacyjnie, pełen wyrazu i dozowanych emocji zgodnych z odtwarzaną muzyką, a więc mistycy niebiańscy, małe Cherubinki, tłum świętujący Wielkanoc, piekielne demony, antyczne postaci nimf, faunów, półbogów, by w końcu wrócić do hufców niebiańskich.

Chór jest całkowicie podporządkowany muzyce, doskonale współpracujący z orkiestrą pod batutą Tomasza Tokarczyka, którego codzienna praca z tymi zespołami jest widoczna i satysfakcjonująca, a także z solistami. Wszystko to w dużej mierze decyduje o powodzeniu inscenizacji. Solistów w tej operze jest niewielu, ale wokalnie mogą zaistnieć z powodzeniem. Kompozytor nie żałował im arii, duetów i scen zespołowych. Z dwu odtwórców partii tytułowej korzystniej wypadł moim zdaniem, Wołodymyr Pankiv. Dysponuje on głosem basowym o mocnym, wyrównanym, brzmieniu.
Jego interpretacja ujawnia charakter postaci: swoista bezczelność i pewność siebie (aria „Ave, Signor”), cynizm i zło (aria „Son lo spirito” – Jestem duchem), szyderstwo (aria „Ecco il mondo – Oto jest świat). Drugi wykonawca tej partii, Daniel Borowski, wokalnie był nie do końca przekonujący, aktorsko zaś może lekko przerysowany. Przekonały swą interpretacją obie Małgorzaty – Katarzyna Oleś-Blacha oraz Anna Wierzbicka. Choć obie dysponują głosami bardzo lirycznymi, ta pierwsza była może więcej wzruszająca, swym ciepłym i ładnym w barwie głosem oddawała przeżycia bohaterki.

Anna Wierzbicka skoncentrowała się raczej na wyrazie wokalnym, potwierdzając urodę swego głosu. Ich popisowa, wspomnieniowa aria („L'altra notte” – Inna noc), oraz duet z Faustem („Lontano, lontano” – Daleko, daleko) wyzwoliła aplauz publiczności. Partię Fausta wykonali Vasyl Grokholskyj i Zurab Zurabishvili (Gruzin, znany i ceniony za występy na scenach europejskich).

Partia Fausta początkowo była napisana dla barytona, przerobiona na tenorową, stała się bardziej delikatna, wymagająca pewnej elegancji, gracji. Prócz wspomnianego już duetu, tenor śpiewa jeszcze najpierw „Dai campi, dai prati” – Z pól, z łąk (akt I), a potem arię „Giunto sul passo estremo” – Doszedłszy kresu (akt IV). To wyraz ostatecznej przemiany duchowej Fausta (a zarazem całkowita klęska Mefista). Obaj tenorzy prezentują wysoką klasę wokalną. Aktorsko Grokholskyi był może bardziej romantycznym amantem, Gruzin traktował swą partię z mniejszym zaangażowaniem. Obaj natomiast śpiewali bardzo ładnie. W pamięci widzów pozostaną zapewne na dłużej także interpretacje dwóch Helen: Norweżki Elizabeth Teige i Francuski Elodie Hache. Reasumując, otrzymaliśmy ciekawe i oryginalne przedstawienie. I to na inaugurację jubileuszowego, 60. sezonu Opery Krakowskiej!
Jacek Chodorowski