18 października 1954 roku podniosła się kurtyna na użyczonej scenie w Teatrze Nowym w Łodzi, gdzie wystawiono Straszny dwór Stanisława Moniuszki. 27 września 2014 dźwiękami tej samej opery rozpoczęła się przed gmachem łódzkiego Teatru Wielkiego uroczysta gala na pamiątkę tamtego wydarzenia. Kurtyny nie było. W roli Zbigniewa pięknym basem zaintonował scenę Patryk Rymanowski, a wtórował mu jako Stefan Dominik Sutowicz śpiewając słynne Nie masz niewiast w naszej chacie.

Nie można też zapomnieć o Zenonie Kowalskim jako Macieju. Przy pulpicie dyrygenckim całością kierował odwrócony tyłem do solistów Tadeusz Kozłowski, mimo to prawie nie było rozminięć z orkiestrą. Na scenie byli też panowie z operowego chóru i dziewczęta z baletu, które szybko jednak zniknęły zgodnie z przyjętym przez młodzieńców postanowieniem.

Reżyserią i ruchem scenicznym tego fragmentu dzieła zajęła się Janina Niesobska. Chwilę później pojawił się inny Stefan w osobie Rafała Bartmińskiego, aby zaśpiewać słynną arię Cisza dokoła, zaś Bernadetta Grabias przeistoczyła się w pełną energii i dobrych emocji Cześnikową. Wreszcie fragment koloraturowej arii Hanny zaśpiewała bardzo sprawnie Patrycja Krzeszowska, której przypadła też w udziale rola współprowadzącej ten galowy koncert.
Przy okazji zapowiedziano nową premierę Strasznego Dworu, którą na październik przygotowuje w Łodzi Krystyna Janda jako reżyser, Piotr Wajrak jako dyrygent, Magdalena Maciejewska – scenograf, Dorota Roqueplo – autorka kostiumów i Emil Wesołowski – choreograf. Wiadomo już, że do roli Miecznika zaproszono znakomitego Stanisława Kuflyuka. Wystąpił on też w koncercie galowym śpiewając pięknie i pewnie arię Oniegina.

Spośród innych uczestników koncertu warto wymienić Monikę Cichocka w roli Matki Przełożonej w scenie z opery Dialogi Karmelitanek. Śpiewała wyraziście i przejmująco, tylko nie wiadomo dlaczego miała mocno czerwoną szminką umalowane usta, co przecież zakonnicom się raczej nie zdarza.

Mocno ucharakteryzowana pokazała się publiczności Agnieszka Makówka śpiewając mezzosopranową arię z Trubadura. Efektowny duet z tej samej opery wykonali z doskonałą precyzją i polotem Dorota Wójcik oraz Adam Szerszeń. Puccini był reprezentowany tylko jedną arią z Toski w wykonaniu Anny Wiśniewskiej-Schoppa, zaś Helena Zubanovich, renomowana artystka robiąca międzynarodową karierę, wykonała z dużym temperamentem i świetną szkołą wokalną arię z Adriany Lecouvreur.
W połowie koncertu pokazał się na estradzie balet Teatru Wielkiego wykonując fandango z Don Kichota, zaś na zakończenie, już całkowicie koncertowo, tzn. w głębi sceny stojąc na praktykablach pokazał się w pełniej krasie chór TW śpiewając fragmenty z Barona Cygańskiego – tutaj solistą był prowadzący koncert pełen humoru i werwy Przemysław Rezner, a także całkiem bez udziału baletu żywiołowe Tańce Połowieckie z opery Kniaź Igor.

Najważniejsze jednak zostawiłam na koniec – bo w koncercie wzięła udział największa gwiazda łódzkiej sceny, niezrównana, niepowtarzalna, nieprzeciętnie uzdolniona i perfekcyjna wokalnie Joanna Woś.

Zaśpiewana i zagrana przez nią rola Violetty z Traviaty Verdiego, mimo niesprzyjających warunków (mikrofony, odgłosy ulicy, chłód itd.) stanowiła największą ozdobę tego wieczoru na Placu Dąbrowskiego, który, jak zapewniali przedstawiciele łódzkich władz, ma przejść w całości na własność Teatru Wielkiego. To byłby piękny prezent na 60-lecie opery.
Joanna Tumiłowicz