Wyjątkową atrakcję sprawiło miłośnikom opery Multikino we współpracy z British Council. Mieliśmy okazję uczestniczenia w retransmisji opery Beniamina Brittena Peter Grimes zrealizowanej przez English National Opera w lutym 2014 roku.

Wydarzenie warte odnotowania, bo nie dość, że opera ta jest w Polsce mało znana, a należy do prawdziwych skarbów brytyjskiej i światowej muzyki współczesnej, to jeszcze inscenizacja, którą mogliśmy obejrzeć pod wieloma względami należała do najwybitniejszych osiągnięć teatru muzycznego jako takiego. Chodzi tutaj zarówno o stronę sceniczno-reżyserską, jak też wokalno-muzyczną, które wypada uznać za niezwykle twórcze i dojrzałe. Dodatkowo warunki retransmisji przygotowanej dla telewizji i na duży ekran pozwoliły twórcom i producentom na przybliżenie słuchaczom samego dzieła, biografii kompozytora i szczegółów tego konkretnego wykonania wykorzystując rozmowy z autorami przedstawienia, solistami, dyrygentem, reżyserem itd. Fabuła dramatu muzycznego Peter Grimes jest ściśle powiązana z brytyjskim krajobrazem, brytyjską mentalnością, a także zawiera odniesienia do biografii i osobowości kompozytora. Tragedia ta rozgrywa się nie tylko na scenie, ale przede wszystkim w psychice głównych bohaterów tej historii, rybaka Petera Grimesa i nauczycielki Ellen Orford.
Nie są oni jednak wypreparowani z otoczenia, ze społeczności małej wioski nadmorskiej, w której jesienne i zimowe sztormy czynią ogromne szkody, nie tylko pożerają ląd, jak to było przed 100 laty np. w Trzęsaczu na Ziemi Szczecińskiej, ale rujnują dosłownie i w przenośni życie wielu mieszkańcom. W środek takiego spiętrzenia dramatów i konfliktów wprowadza nas od pierwszych taktów opera Brittena, muzycznie nowoczesna, choć bez zbędnych eksperymentów formalnych i wokalnych, starająca się pokazać dźwiękami w warstwie instrumentalnej i głosowej po prostu egzystencję mieszkańców, przyrodę, krajobraz, nastrój i emocje panujące wśród średnio zamożnych, albo też biednych ludzi żyjących w surowych warunkach brytyjskiej prowincji.

Autorzy widowiska, a zwłaszcza reżyser David Alden, a także autor scenografii Paul Steinberg i autorka kostiumów Brigitte Reiffenstuel postanowili środkami teatralnymi zarysować rozmaite charaktery mieszkańców wioski, nie cofając się przed elementami groteski i surrealizmu.
Z jednej strony odtwórcy głównych, drugo i trzecioplanowych ról zostali z drobiazgową szczegółowością odziani i ucharakteryzowani zgodnie z modą i wzorcami z lat 1939-1940, czyli czasem w którym opera powstała, z drugiej jednak zachowanie się tych postaci dalekie jest niekiedy od realizmu czy dosłowności, symbolizuje raczej środkami aktorsko-pantomimicznymi charaktery tych ludzi, ich dążenia, ukryte i całkiem jawne pragnienia.

Widać to choćby po roli aptekarza Swallowa wykreowanej przez Matthew Besta, który na scenie wije się jak wąż, wykonuje liczne ewolucje swoim ciałem, aby zasugerować widzom przebijającą z każdego słowa i poczynania „śliskość”. Autorzy przedstawienia zadbali o to, by żadna z postaci występujących w operze nie była „zwyczajna” a przez to nijaka i anonimowa, także w operowym chórze, który w sposób bardzo wyrazisty, choć zarazem umowny i symboliczny prezentuje społeczność, mieszkańców wioski, wśród których i przez których dochodzi do ponownej tragedii – ginie kolejny pomocnik Grimesa – chłopiec przygarnięty przez rybaka z przytułku dla sierot. Różnorodność charakterystycznych typów ludzkich ujawnia się z jeszcze większą mocą podczas zabawy karnawałowej we wsi, w trzecim akcie opery. Pora wspomnieć o wspaniałych wykonawcach przedstawienia. Orkiestra i chór English National Opera pod dyrekcją Edwarda Gardnera dają najlepsze świadectwo wysokiego poziomu profesjonalnego i opanowania materii muzycznej. Orkiestrowe interludia i intermezza w sposób niemal namacalny rysują dźwiękami nadmorską przyrodę, wicher i fale, ale też głuchą ciszę, która niesie jeszcze większy niepokój. W roli tytułowej wystąpił tenor bohaterski, ciężki, zwalisty, z wyglądu prymitywny i brutalny Stuart Skelton.
Jego zadaniem nie było pięknie śpiewać, ale swym głosem oddać skomplikowane uczucia, wahania, rozpacz. Nie ma w tej operze zresztą żadnej arii w tradycyjnym tego rozumieniu. Nierzadko Skelton wyśpiewuje swoje kwestie a’capella, bez jakiegokolwiek akompaniamentu.

Także pierwszy duet Grimesa i pani Orford, który trudno byłoby nazwać duetem miłosnym, choć gdzieś w głębi rodzą się zalążki uczuć, odbywa się przy całkowitej ciszy w orkiestrze. Postać nauczycielki to także okazja do zaprezentowania fenomenalnych umiejętności wokalno-aktorskich dla Elzy van den Heever.

Kapitanem Balstrode jest bardzo przekonujący głosowo i aktorsko bas Iain Paterson, nieco demoniczną właścicielką pubu, czyli Ciocią Auntie jest Rebecca de Pont Davies, a jej dwie bratanice to Rhian Lois i Mary Bevan, grające dziewczęta znajdujące się w dosyć dwuznacznej sytuacji.
One dopełniają galerię barwnych postaci, w której znajdują się jeszcze miejscowy pastor, miejscowy Metodysta i moralista, woźnica, samotna starsza pani i kilka innych osób. Wymienione nazwiska niewiele mówią polskiemu odbiorcy, ale ich sceniczna obecność w operze Peter Grimes z pewnością nie jest przypadkowa.

Od strony scenograficznej przedstawienie ENO było szalenie skromne i umowne. Kilka prostych stołów na metalowych nogach co i raz zamienia się, to w wyposażenie sali sądu, później staje się pubem, później halą, gdzie naprawiane są sieci i czyszczone ryby, wreszcie stanowi aranżację domu Grimesa, czy też nadmorskiego klifu. A w istocie scenografia Paula Steinberga akcentuje tylko skromność i surowość warunków w jakich żyją mieszkańcy nadmorskiej wioski rybackiej Aldeburgh.
Jeśli tylko możecie obejrzeć tę inscenizację ENO, zobaczcie, z pewnością będzie to wielka uczta.
Joanna Tumiłowicz