X Międzynarodowy Festiwal Muzyczny odbywający się w sierpniu w Szczecinie, Trzęsaczu i Świnoujściu obchodził jubileusz, a na swego patrona w tym roku obrał Wojciecha Kilara, którego twórczość doskonale daje się zilustrować hasłem „Sacrum non profanum”. Kompozytor ten bowiem ze swych przekonań bardzo bliski Sacrum wiele swych dzieł poświęcił sferze duchowej i religijnej, z drugiej strony podstawą jego utrzymania, a także pozycji w świecie sztuki była muzyka do filmów, zdecydowanie bliższa profanum niż sacrum. Najwspanialszym przykładem talentu kompozytorskiego pozostaje też utwór niemalże „pogański” (jak Święto wiosny Strawińskiego) apoteoza „góralskości” czyli Krzesany.

Krzesanego na Festiwalu nie grano, jego urywki można było natomiast usłyszeć w świetnym filmie zaprezentowanym na ceremonii otwarcia Wojciech Kilar, Credo autorstwa Zdzisława Sowińskiego i Violetty Rotter-Kozery. Kompozytor mówił w nim o sobie, swoich poglądach na życie, sztukę, co ilustrowały zarówno przykłady muzyczne jak i zdjęcia z różnych lat. W Galerii Gotyckiej Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie eksponowano też wystawę wielkoformatowych zdjęć Zdzisława Sowińskiego, ukazujących kompozytora w sytuacjach prywatnych i podczas jego wizyty na Jasnej Górze, która od 1980 roku była dla niego „bezpieczną przystanią” i duchowym drogowskazem. Koncert następnego dnia w szczecińskiej Katedrze był egzemplifikacją kompozytorskiego Credo, przy okazji dawał okazję do analizy istotnej zmiany, jaką Wojciech Kilar wprowadził do swej muzyki w drugiej połowie swego twórczego życia, gdy zdecydowanie odszedł od technicznych zdobyczy XX wieku, a ruszył w stronę maksymalnego uproszczenia motywicznego i formalnego, minimalizmu i repetytywności.
Celem było zbliżenie się do zdolności i możliwości odbiorcy, do gustów słuchaczy, bo chciał by jego sztuka przemawiała wprost do serc publiczności. Ten cel został częściowo osiągnięty, o czym świadczy popularność takich dzieł jak Missa pro pace, skomponowanej na 100-lecie Filharmonii Narodowej, czy też Exodusu wykonanego w Katedrze przez połączone cztery chóry, solistkę i Orkiestrę Akademia pod dyrekcją Bohdana Boguszewskiego. Rzecz w tym iż owo uproszczenie sprowadzało niekiedy twórczość Wojciecha Kilara w stare koleiny rozmaitych muzycznych „hitów”, odbierało jej wyjątkową oryginalność.
Bardziej świadomy odbiorca nierzadko nie mógł się pozbyć wrażenia, że już takie zwroty czy chwyty kiedyś słyszał. Mowa oczywiście o konstrukcji Exodusa, który jak sam kompozytor przyznawał, jest oparty na schemacie Bolera Ravela, ale eklektyzm można było usłyszeć także w ostatnich frazach Angelusa, w którym melodia przypominała muzykę Nino Roty z 8 i pół Felliniego, czy nawet w krótkiej Victorii zatrącającej kantatą Aleksander Newski Prokofiewa. Korzystanie ze sprawdzonych metod budowania popularności sprawdza się tylko wtedy, gdy wykonanie jest twórcze i na najwyższym poziomie. Dyrygent Bohdan Boguszewski poprowadził Angelus, Exodus i Victorię Kilara, które poprzedził jeszcze nostalgiczną Psalmodią Marka Jasińskiego, w bardzo dobrych tempach, jednak wizualnie olbrzymi aparat wykonawczy nie był w stanie dostarczyć maksimum muzycznych emocji. Zwłaszcza zawiodły chóry, w tym renomowany Chór Akademicki im. Jana Szyrockiego, wzmocniony głosami chóru Con Pasione Polsko-Japońskiej Szkoły Technik Komputerowych z Warszawy, chóru Alegrezzo del canto oraz przybyłego z Hiszpanii chóru Uniwersytetu San Vigo. Choć na estradzie ustawiła się setka śpiewaków to głosu było tyle co z 40-tki.
Trzeba by jeszcze popracować nad emisją i dykcją, nauczyć prawidłowej, wyprostowanej postawy śpiewaczej i przede wszystkim nie śpiewać w dół (do podłogi) i nie zasłaniać ust nutami, bo to zdecydowanie zmniejsza dynamikę dźwięku. Utworom wokalno-instrumentalnym towarzyszyli soliści-śpiewacy, z których najlepiej zaprezentował się baryton Leszek Skrla. Równowagę głosową zaprezentowała też sopranistka Hanna Hozer, natomiast Joanna Tylkowska-Drożdż w Angelus Kilara zaczęła nieczysto i trochę się siłowała z głosem.

Koncert w Katedrze miał jeszcze jednego bohatera. Był nim znany dyrygent, organista , pianista i kompozytor, Zygmunt Rychert, który tutaj wystąpił jako organista i autor opracowań popularnych utworów Bacha i Schuberta z towarzyszeniem taśmy, na której były nagrane dzwony. Akompaniament dzwonów do Arii na strunie G Bacha i Ave Maria Schuberta trzeba uznać za eksperyment niezbyt udany, bo choć zestawienie barwy brzmienia obu instrumentów przedstawiało się korzystnie, tu już precyzja i koordynacja żywego dźwięku organowego z dzwonami z taśmy pozostawiała trochę do życzenia. Ponadto prezentacje tych utworów nadmiernie wydłużały czas trwania koncertu, który był niestety trochę przeładowany. Inauguracja Festiwalu ma jednak swoje prawa, przewiduje się dodatkowe wystąpienia mówców, w tym gospodarza świątyni Metropolity Szczecińsko-Kamieńskiego abp. Andrzeja Dzięgi, a jeszcze pamiętajmy, że każdy utwór poprzedzało krótkie wprowadzenie wygłoszone przez niezawodną prof. Halinę Lorkowską. Ciekawy koncert odbył się następnego dnia w kościele pw. Miłosierdzia Bożego w Trzęsaczu. W jego wykonaniu uczestniczyli artyści z Krakowa. Do oryginalnych pozycji repertuarowych zaliczyć trzeba rzadko wykonywany Kwintet na instrumenty dęte Wojciecha Kilara, a także młodzieńcze dzieło Sonatę na róg i fortepian, które znalazło świetnych odtwórców w waltorniście Tadeuszu Tomaszewskim oraz pianistce Joannie Domańskiej, znanej z doskonałych nagrań muzyki Karola Szymanowskiego.
W kompozycjach na kwintet dęty uwagę zwracał też swoją ogromną pasją i oddaniem muzyce fagocista Paweł Solecki. Z utworów organowych warto wyróżnić bardzo fantazyjny muzycznie cykl wariacji Juliusza Łuciuka Preludia Maryjne w wykonaniu Witolda Zalewskiego. Kolejny koncert w trzęsackiej światyni zgromadził tłumy, które przyciągnęło wielkie nazwisko Adama Makowicza. Zanim jednak znakomity pianista jazzowy wypełnił swoją „połowę” programem solowym mogliśmy posłuchać popularnych pozycji organowych i fortepianowych. Na organach grał m.in. największy hit Bacha – Toccatę i Fugę d-moll, wirtuoz i znawca tego instrumentu Andrzej Chorosiński.

On również zaprezentował popularną kompozycję Mieczysława Surzyńskiego Wariacje na temat pieśni kościelnej „Święty Boże”. Ważnym punktem było Introitus Wojciecha Kilara będące w istocie instrumentalnym wstępem do jego Missa pro pace. Prof. Chorosiński zrobił też ukłon w stronę czekającego na swój występ Adama Makowicza przypominając kilka popularnych standardów jazzowych. Po koncercie poprosiłam prof. Chorosińskiego o ocenę organów w Trzęsaczu. Jego zdaniem do takiego małego kościoła są odpowiednie, szkoda tylko, że dwa dźwięki się nie odzywały. Mieliśmy tego dnia także występ młodego pianisty z USA, urodzonego w Nowym Jorku Polaka Philipa Kwokę. Zagrał on współczesny utwór Dariusza Przybylskiego Orfeusz i Eurydyka oraz klasyczną pozycję Fryderyka Chopina Scherzo b-moll. Uznanie budziła dobra sprawność pianistyczna młodego artysty, łatwość w wykonywaniu szybkich przebiegów melodycznych i pasaży, co w kompozycji modernistycznej dodawało atrakcyjności wykonaniu, a u Chopina budziło znaki zapytania – czy warto?
Wydarzeniem był więc kończący wieczór minirecital Adama Makowicza, który jest w znakomitej formie muzycznej, improwizatorskiej i pianistycznej. Z absolutną swobodą wykonywał on karkołomne ewolucje przetwarzając znane tematy w swoiste etiudy transcendentalne. Styl i niezachwiana intonacja budziły podejrzenia, że to nie są jazzowe improwizacje, ale po prostu doskonale przygotowane i wyuczone utwory o typowo wariacyjnym charakterze. Na spotkaniu z publicznością po koncercie artysta starał się wyjaśnić sposób swojej pracy przy fortepianie, mówił, że jego jazzowe interpretacje czy parafrazy są w 80 proc. improwizowane a tylko w 20 proc. przygotowane wcześniej.

Zgodził się jednak, że w takich utworach musi być pewna logika, nawet pewien schemat czy wzór - co przedtem, co potem - który on przez lata swojej obecności na estradzie wypracował. Dokonał też zaskakujących porównań, twierdząc, że to co robi na fortepianie niewiele się różni od tego, czym zachwycał swoich słuchaczy Wolfgang Amadeusz Mozart tworząc swoje wariacje, i tutaj zanucił melodię popularnych wariacji na temat francuskiej piosenki dziecięcej Ah, vous dirai -je, Maman. Powiedział też, że fortepian dla niego, tak samo jak dla Chopina, jest całą orkiestrą dając do zrozumienia, że najlepiej spełnia się muzycznie, gdy występuje całkiem solo. Kolejny, czwartkowy koncert w Trzęsaczu też przyciągnął sporo słuchaczy, bo nazwisko Kulka było tym razem reprezentowane przez ojca i córkę. Konstanty Andrzej Kulka pokazał się w towarzystwie dwóch kolegów z warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego – Andrzeja Gębskiego – skrzypce i Andrzeja Wróbla – wiolonczela i wspólnie zagrali mało znane, a warte uwagi kompozycje Karola Lipińskiego, które wymagają od pierwszego skrzypka nie tylko predyspozycji wirtuozowskich.
Konstanty Andrzej Kulka wykonał Poloneza, Rondo, Fantazję i Wariacje z dużą swobodą, graniczącą czasami z niedbałością, co daje pojęcie o skali trudności, na jakie musi być przygotowany wykonawca. „Senior” Kulka wystąpił też z córką Gabą akompaniując młodej artystce śpiewającej i przygrywającej na fortepianie. Program przedstawiony przez „Juniorkę” mógł się podobać, ale wiele osób było nieco rozczarowanych. Większość piosenek wykonywana była do tekstów angielskich, z reguły dosyć banalnych i niedbale podawanych. Artystka ujmowała jednak swoją bezpośredniością, uśmiechem i... charakterystycznym także dla „Seniora” odruchem – odrzuceniem głowy i spojrzeniem w Niebo.

Na plus jej trzeba policzyć to, że w swym programie uwzględniła parafrazę jazzową walca z muzyki do filmu Portret damy, który skomponował oczywiście patron Festiwalu Wojciech Kilar. Występujący w tym koncercie także znakomity organista i improwizator Andrzej Mielewczyk zaprezentował z kolei własną bardzo oryginalną wersję słynnego Poloneza z filmu, który zna każdy polski maturzysta. Ostatni wieczór w Trzęsaczu należał do dwóch zespołów, znakomitego niemieckiego kwartetu saksofonowego, Rascher Saxophon Quartett, który wypełnił nawę kościółka brzmieniem miejscami wydawało się zbyt ostrym czy intensywnym, choć przecież pięknie ukształtowanym. Czyżby cztery saksofony mogły pokonać brzmienie organów, które jednak w tym dniu milczały? Na szczególną uwagę zasługiwały dwa Preludia i Fugi J. S. Bacha w transkrypcji na ten oryginalny zespół. Drugą część wieczoru wypełnił wokalny sekstet męski z Poznania Affabre Concinui, idealnie zestrojony intonacyjnie, choć można mieć zastrzeżenia co do estetyki prowadzenia głosów wysokich, zwłaszcza kontratenorów wykonujących partie sopranowe. Wyraźne spłaszczenie tych głosów sprawiało, że całe brzmienie zespołu robiło się z lekka infantylne.
Jak jednak pogodzić płeć z „cienkim” śpiewaniem? To się udaje tylko nielicznym. Muzycznie najciekawsze w występie Affabe Concinui były dwa utwory – Jana Szopińskiego Missa Sancti Adalberti oraz końcowy fragment Missa pro Pace Wojciecha Kilara – piękne i spokojne Dona nobis pacem. Do Świnoujścia wybrała się z Trzęsacza ekipa młodych śpiewaków polskich i niemieckich, którzy wcześniej uczestniczyli w warsztatach wokalnych prowadzonych pod patronatem Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego przez tenora Tomasza Zagórskiego oraz sopran Bettinę Jensen.

Związek tej grupy z Centrum był dosyć luźny, bowiem program przygotowywany przez muzyczną młodzież podczas warsztatów raczej zmierzał w stronę muzyki dawnej niż współczesnej, w minimalnym też stopniu obejmował utwory kompozytorów polskich. Istotne było raczej zespolenie mistrzów z uczniami, bliższe poznanie się na niwie artystycznej, porównanie stylów, uczenia emisji i wykonawstwa. Niezależnie od tych uwag koncert noszący nazwę „Z miłości do śpiewu” odbywający się kościele pw. bł. Michała Kozala w Świnoujściu był bardzo ciekawy i w sumie ogromnie sympatyczny. Poziom przygotowania uczestników warsztatu trzeba określić jako wysoki, więc koncert nosił wszelkie cechy profesjonalizmu, choć dały się dostrzec różnice zarówno jakości materiału głosowego, stopnia opanowania i sposobu prowadzenia frazy, a także ogłady i swobody scenicznej. Z pewnością trudniej jest przekazać jakiś komunikat lub zasugerować treść gestami lub mimiką śpiewając fragment utworu sakralnego – tutaj przykładem było słabe wokalnie wykonanie przez niemiecką mezzosopranistkę Susanne Beerheide arii z Magnificatu Jana Sebastiana Bacha – niż w arii operowej. Jednak trzeba uznać za kreację właśnie występ Joanny Piaseckiej, która w sposób wręcz natchniony zaśpiewała „Měsíčku na nebi hlubokém” z opery Rusałka Antonína Dvořáka, a zarazem stworzyła swoją postawą i gestem „psychologiczny portret” tytułowej bohaterki tego dramatu.
Trzeba przyznać, że ten typ sceniczno-muzycznej narracji jest bardzo bliski Tomaszowi Zagórskiemu, który na tym koncercie młodych także zaśpiewał kilka utworów i za każdym razem starał się jakoś je „udramatyzować” sprawić, by coś się na estradzie działo. Tak było, gdy z młodym niemieckim tenorem Michaelem Mueller-Kasztelanem zaśpiewał w duecie słynną pieśń Césara Francka Panis angelicus, tak było gdy w towarzystwie swej niemieckiej koleżanki Bettiny Jensen i uczestniczki warszatów Marii Antkowiak – sopran wykonywał tercet z opery Wolny strzelec Webera, i wreszcie gdy wystąpił całkiem solo w sposób piękny, doskonały wokalnie i wzruszający zaśpiewał Pamiętam ciche, jasne złote dnie Mieczysława Karłowicza. Bettina Jensen także wystąpiła solo, okrągłym, bogatym głosem prezentując dla odmiany jedną z perełek wokalnych Franciszka Schuberta pt. Ganymed.

Szczególnie wart podkreślenia jest sposób w jaki prowadzący warsztaty traktowali współuczestnictwo w koncercie ze swymi młodszymi kolegami, bo choć dało się dostrzec różnice w przygotowaniu wokalnym i obyciu ze sceną, to taka konfrontacja nikomu nie szkodziła, przeciwnie, pomagała uczniom dostosować się do stylu i poziomu „mistrzów”. Taki cel miała z pewnością obdarzona ładnym mezzosopranowym głosem Aster Haile, która zaśpiewała dosyć swobodną, jak na warunki świątyni katolickiej arię z włoskiego repertuaru. Wszystkich „pogodziło” wspólne chóralne wykonanie Wolfganga Amadeusza Mozarta Benedictus z jego Mszy Koronacyjnej. Uczestnikom koncertu towarzyszyła wiernie na fortepianie i organach Mirosława Białas, akompaniatorka na wszystkich 10 Festiwalach Sacrum non profanum. Ona też podczas koncertu otrzymała pamiątkową statuetkę honorującą osoby szczególnie zasłużone dla tej pięknej i wartościowej nadmorskiej imprezy muzycznej. Każdego dnia zanim zabrzmiała muzyka dyrektor artystyczny Festiwalu prof. Bohdan Boguszewski wręczał tę cenną pamiątkę i dziękował osobom, które przyczyniły się do sukcesu Festiwalu. On sam natomiast uhonorowany został zarówno za „sacrum” Orderem św. Ottona z Bambergu, jak i za „profanum” Medalem Zasłużony Kulturze „Gloria Artis”.
Joanna Tumiłowicz