Mediolańska La Scala zaprosiła melomanów 4 lipca br. na premierę Hrabiego Ory (Le Comte Ory) Gioacchino Rossiniego. Publiczność wypełniająca piękne wnętrza Teatro alla Scala z zainteresowaniem oczekiwała inscenizacji opery buffa na szacownej scenie.

Dzieło Rossiniego (1828) po entuzjastycznym przyjęciu w Paryżu i sukcesach na scenach operowych przez następne dziesiątki lat „leżało zapomniane na półce”, nie wzbudzając zainteresowania teatrów. Na szczęście przypomniano sobie o nim i powraca na afisze: wystarczy wymienić inscenizacje na Festiwalu w Glyndebourne, w La Scali (1991 z Ewą Podleś w partii Ragonde), w nowojorskiej MET czy Opera de Marseille. Autor libretta Eugene Scribe akcję Hrabiego Ory umieścił w latach wypraw krzyżowych, a jej bohaterami są awanturnik i uwodziciel (hrabia) oraz cnotliwa hrabina Adela – oczekująca na powrót męża z wyprawy.
Laurent Pelly – reżyser, scenograf i autor kostiumów mediolańskiej inscenizacji – zdecydował się na uaktualnienie intrygi i przeniesienie jej do dzisiejszych realiów. Przed premierą swoją decyzję uzasadniał tezą, iż i dziś wśród nas jest wielu egoistów, ludzi zdemoralizowanych, którzy do swoich niecnych celów wykorzystują cały arsenał sztuczek, gier pozorów, intryg, kamuflażu, przebierania się „w cudze piórka”.

Tworząc zaś scenografię, na scenie La Scali w pierwszym akcie (szkolenie lub zajęcia integracyjne w korporacji?) umieszcza nie tylko mnóstwo krzeseł, stół prezydialny, ale również podwiesza tablice do gry w koszykówkę. Drugi akt to apartament hrabiny Adeli – bez ścian, co przy przesuwającej się scenie daje efekt filmowej stopklatki. Minimalistycznie, ale i realistycznie umeblowany, z łazienką i wc wykorzystywanymi przez właścicielkę.

Trzeba przyznać, że wycieczka Hrabiego Ory do współczesności autorstwa Laurenta Pelly’ego okazała się sukcesem. Spójna akcja, mnóstwo intryg, żarty, spora dawka pikanterii, ironia znakomicie i żywiołowo przyjęte zostały przez publiczność. Były oklaski przy otwartej kurtynie i spontaniczny śmiech widowni, a na deser finałowa scena łóżkowa brawurowo, a właściwie koncertowo odegrana i zaśpiewana przez trio: Aleksandra Kurzak (Hrabina), Jose Maria lo Monaco (Isolier), Juan Diego Florez (Hrabia Ory).
Premierowa publiczność w La Scali najbardziej oklaskiwała Juana Diego Floreza, a po spektaklu zgotowała temu 41-letniemu tenorowi owację na stojąco. Peruwiańczyk jest od lat ulubieńcem melomanów, a widownia w pełni doceniła jego interpretację postaci: dowcipną, pełną uroku i przekonywającą kreację, zarówno w przebraniu fakira z dredami jak i zakonnicy. Florez (tenor liryczny) jest wokalną osobowością i trudną partię Hrabiego Ory wykonał brawurowo.

Aleksandra Kurzak (absolwentka wrocławskiej Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego, która podczas studiów debiutowała na scenie Opery Wrocławskiej) po raz pierwszy na scenie La Scali wystąpiła w 2010 roku w partii Gildy (Rigoletto Giuseppe Verdiego). Hrabina w interpretacji artystki jest osobą uroczą, pełną energii, ale również powabu i seksapilu. Jej subtelny sopran oddawał charakter postaci.

Na słowa uznania zasłużył chór pracujący pod dyrekcją Bruno Casoniego, który nie tylko znakomicie brzmiał, ale miał do zrealizowania istotne zadania reżyserskie (między innymi w II akcie w scenie zabawy i uczty mocno zakrapianej winem). Orkiestra Teatro alla Scala pod batutą Donato Renzettiego w pełni zaprezentowała cały urok i piękno muzyki Gioachino Rossiniego. Premiera w La Scali to spektakl skrzący się humorem i radością.
Elżbieta Szczucka