Spośród kilku koncertów tegorocznego Festiwalu Muzyki Polskiej w Krakowie wybrałem dwa wokalne, bardzo różne w treści i formie, a jednocześnie wyjątkowo interesujące.

Pierwszy z omawianych koncertów odbył się 11 lipca w Auli Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Był to recital znakomitej śpiewaczki, Joanny Woś, która wykonała arie z oper zapomnianego kompozytora, Józefa Poniatowskiego (1816-1873). Ten urodzony w Rzymie, tworzący we Włoszech i Francji, a zmarły w Londynie, był jednak Polakiem, blisko spokrewnionym z królem Stanisławem Augustem Poniatowskim. W swojej spuściźnie kompozytorskiej pozostawił właściwie tylko muzykę wokalną, w tym 12 oper. Arii siedmiu z nich wysłuchaliśmy na koncercie. Twórczość tego kompozytora nie doczekała się szczegółowych analiz, znajduje ona jednak bardzo ciekawe omówienie w książeczce Festiwalu (pióra muzykologa Ryszarda Daniela Golianka). A więc opery Poniatowskiego odznaczają się efektowną i urozmaiconą instrumentacją i melodyką. Przeważają opery seria (9). W operach komediowych znaleźć można elementy parodystyczne i charakterystyczne dla stylu operetkowego. We wszystkich operach na pierwszy plan wysuwają się partie wokalne o śpiewnej kantylenie i wirtuozowskim stylu Typowo belcantowe odznaczają się pewnym pokrewieństwem z operami Rossiniego Belliniego, Donizettiego, a nawet wczesnego Verdiego.
Warto przypomnieć, iż najbardziej znana opera Poniatowskiego „Piotr Medyceusz” była wykonana w ramach 7 Festiwalu Muzyki Polskiej w 2011 roku. Jej fragmenty zostały utrwalone na płycie CD przez FMP i Polskie Radio Dwójka.

Prawie każda z wykonywanych arii ma budowę cantabile – cabaletta, a więc właściwa aria i brawurowa, wirtuozowska cabaletta. Arie te są trudne również z powodu faworyzowania przez kompozytora wysokich dźwięków. Joanna Woś stała się znakomitą, wręcz niepowtarzalną wykonawczynią tego ogromnie wymagającego od śpiewaka repertuaru. Artystka jest w pełni kariery wokalnej. „Ten głos jest wart miliony” (to opinia znawców klasycznego śpiewu podczas I Konkursu Wokalnego w Bilbao, w 1986 roku, który artystka wygrała). Ta łódzka śpiewaczka dysponuje pięknym, klarownym i dużym głosem sopranowym raczej spinto o rozległych możliwościach koloraturowych. Głos ten o indywidualnej wspaniałej barwie brzmi świeżo i dźwięcznie. I jest wyrównany na całej szerokości skali. Muzykalność i sprawność techniczna powodują, iż wszystkie, częste w tych ariach, zmiany dynamiczne są idealnie wyśpiewane. Interpretacja bezbłędna, artystka doskonale wie o czym śpiewa i jaką postać wokalnie kreuje. Wykonywane w omawianym koncercie arie Poniatowskiego dzielone były polonezami Michała Kleofasa Ogińskiego (1765-1833), polskiego kompozytora, pisarza i dyplomaty. Podobno skomponował tych polonezów 28, czterech z nich, ze słynnym a-moll „Pożegnanie Ojczyzny” wysłuchaliśmy podczas koncertu. Wykonawcą ich, a również akompaniatorem śpiewaczki, był Robert Morawski, pianista, kameralista i pedagog.
Drugi koncert, będący podmiotem tego omówienia, odbył się w Operze Krakowskiej 13 lipca, zatytułowany był Gala Opery Polskiej i wypełniły go utwory polskich kompozytorów operowych: Stanisława Moniuszki, Władysława Żeleńskiego, Romana Statkowskiego i Feliksa Nowowiejskiego. Wykonawcami byli śpiewacy Elżbieta Szmytka, Andrzej Lampert, Chór Polskiego Radia (przygotowanie: Izabela Polakowska) oraz Polska Orkiestra Sinfonia Juventus. Całość prowadził Tadeusz Wojciechowski.

Sam pomysł takiego koncertu uznać można za znakomity, przypomnienie pięknych fragmentów naszych oper to zgrabny zabieg popularyzacji nie tak często wykonywanych utworów. Dobór natomiast solistów śpiewaków wzbudził pewien niepokój. Wszak wszystkie umieszczone w programie arie, z Moniuszką na czele, przeznaczone są dla głosów zdecydowanie mocniejszych niż posiadanych przez solistów koncertu. I tu przyszło miłe uczucie pozytywnego rozczarowania. Zarówno Elżbieta Szmytka jak i Andrzej Lampert poradzili sobie znakomicie i nie zawiedli słuchaczy. Oczywiście aria Halki „Gdyby rannym słonkiem” zabrzmiała naturalnie lirycznie, to przecież dla tej drugiej „Dzieciątko nam umiera”, wystarczyło artystce siły dla przekonująco dramatycznej interpretacji. Podobnie wykonanie arii z „Hrabiny” i „Parii” mogło zadowolić i wykonawców i słuchaczy.
Elżbieta Szmytka dysponuje sopranem lirycznym o mocnym brzmieniu, doskonałej emisji (panuje nad swym głosem na całej szerokości skali) i wielką kulturą muzyczną. Kultury tej nie można odmówić także będącemu na początku drogi do kariery, tenorowi, Andrzejowi Lampertowi. Choć ma on jeszcze niewielki udział w scenicznym wykonawstwie oper, to przecież głos tego śpiewaka, tenor liryczny o urzekającej barwie już przyciąga uwagę krytyki i kierownictw teatrów muzycznych.

Brawurowo wykonał arię Stefana ze „Strasznego dworu”, pięknie śpiewał arie Janka z opery „Janek” Żeleńskiego i Domana z opery „Legenda Bałtyku” Nowowiejskiego, poradził sobie z trudną dumką Jontka. Miłym akcentem koncertu było wręczenie przez Dyrektora Festiwalu, Pawła Orskiego, nagrody Złota Muza (przyznawanej przez Stowarzyszenie Muzyki Polskiej) pani Profesor Helenie Łazarskiej, znakomitej śpiewaczce i profesorowi wokalistyki. Warto dodać, iż Elżbieta Szmytka jest dyplomantką (z wyróżnieniem) prof. Heleny Łazarskiej, a Andrzej Lampert od kilku lat pozostaje pod jej wokalną opieką. Pani Profesor przygotowała do omawianego występu oboje śpiewaków. Orkiestra w akompaniamencie bardzo dobrze wspierała solistów i mogła się też podobać w swoich samodzielnych produkcjach. Także Chór zarówno w „Halce”, „Marii” Statkowskiego i „Legendzie Bałtyku” brzmiał interesująco. A nad całością doskonale panował Tadeusz Wojciechowski, zawsze chętnie przyjmowany i słuchany przez krakowskich melomanów.
Jacek Chodorowski