Przegląd nowości

Koloraturowe arie na puentach

Opublikowano: środa, 16, lipiec 2014 11:38

Wymagające technicznej perfekcji podskoki, entrechats, czyli krzyżowanie nóg w powietrzu, i kręcone z zawrotną szybkością piruety uznać można za taneczne odpowiedniki fiorytur, tryli i rulad, składających się na popisy wokalnej wirtuozerii. Każde z nich posiadają swoich zagorzałych miłośników i znawców, przy czym ci z pierwszej kategorii nie muszą podzielać i rozumieć zachwytów i westchnień tych z drugiej dziedziny. Jak co roku w ramach Letniego Festiwalu Operowego, osiemnastego z kolei, zaprezentowane zostało montażowe widowisko baletowe, złożone z wybranych fragmentów w wykonaniu artystów z różnych stron i kompanii świata.

Balet,Opera Krakowska 1

Rywalizujące ze sobą rosyjskie stolice i ich flagowe zespoły: Balet Kirowa z Teatru Maryjskiego w Petersburgu oraz Balet Kremlowski z Moskwy, wystawiły solistów, występujących w układach, pomyślanych poniekąd jako bliźniaczo podobne numery charakterystyczne. „Beginning” do muzyki Erica Satiego, w którym tancerz – Igor Kołb (a raczej Ihar Kałb, skoro pochodzi z białoruskiego Pińska) – żonglujący jabłkiem, które na koniec wymyka mu się z dłoni i które daremnie stara się pochwycić, padając na ziemię, mógł się kojarzyć z uniwersalną postacią nieszczęśliwego Pierrota.

Balet,Opera Krakowska 2

Wyjątkową brawurą odznaczył się Michaił Martyniuk, występujący w barwach moskiewskich, w układzie zatytułowanym „Figlarz”. Charakteryzacja i kostium do pewnego stopnia przywodzić mogły Chaplina, a wykonał artysta skomplikowany i wewnętrznie skontrastowany układ, złożony z płynnych i posuwistych ruchów oraz drobniutkich kroczków, stawianych z zawrotną szybkością, jakby przemieszczał się z lekka unosząc, przecząc prawom grawitacji.


Element charakterystyczny i parodystyczny pojawił się także w występie baletu Opery Krakowskiej, w którym jeden z tancerzy udaje, że potyka się i pada, co wymaga nie lada umiejętności technicznych.

Balet,Opera Krakowska 3

Z kolei z przykładem tańca klasycznego mieliśmy do czynienia w przypadku egzotycznej pary ze Szwedzkiego Baletu Królewskiego: Koreanki Minji Nam oraz Ujgura Adi Abudurehemana w jednym z najpopularniejszych motywów tego rodzaju artystycznego, a mianowicie Sylfidy, czyli historii nieszczęśliwej miłości Jamesa do tej fantastycznej postaci i nieświadomie przyczyniającego się do jej śmierci, w pieczołowicie przechowywanym w krajach skandynawskich układzie Auguste'a Bournonville'a do muzyki Hermana Løvenskjolda. Zwłaszcza w tańcu Abudurehemana brawurowe były wspomniane entrechats, którym pewnej pikanterii dodawał fakt, że artysta występował w szkockim kilcie.

Balet,Opera Krakowska 4

Ryzykownym natomiast okazało się zmierzenie pary tancerzy: Aleksandry Laszenko i Władimira Jaroszenki z Polskiego Baletu Narodowego przy warszawskim Teatrze Wielkim z Liebestod, czyli muzyką miłosnej śmierci Izoldy z Wagnerowskiego dramatu muzycznego. Jej wzmagająca się progresja, wyrażająca miłosną ekstazę graniczącą ze śmiercią, posiada absolutny wymiar i każda próba choreograficznej ilustracji w swej dosłowności wyrazu wydaje się spłyceniem muzycznego pierwowzoru.


Korzystniejsze wrażenie pozostawiło pas de deux z klasycznego „Don Kichota” do muzyki Ludwiga Minkusa, nieposiadajacej większych ambicji samoistnych, za to dostarczającej wygodnego podkładu dla tańca. Przykładem solidnego opanowania rzemiosła pochwalić się mogli Karolina i Mateusz Sierantowie z poznańskiego Teatru Wielkiego, dowodząc, że odpowiedni poziom osiągnąć można rodzimymi siłami, bez odwoływania się do posiłków zza wschodnich granic, czego świadectwem jest też zespół baletowy Opery Wrocławskiej.

Balet,Opera Krakowska 5

Na tym tle najbardziej zachowawczo, wręcz akademicko wypadł duet tancerzy z neapolitańskiego Teatro San Carlo, złożony z Albanki Anbety Toromani oraz Włocha Alessandro Macari, który wykonał pas de deux ze sceny balkonowej „Romea i Julii” Siergieja Prokofiewa oraz pas de deux Carmen i Don Joségo z muzyki do opery Georges’a Bizeta.

Balet,Opera Krakowska 6

Mając za punkt odniesienia tego rodzaju skalę porównawczą, zupełnie przyzwoicie zaprezentowali się gospodarze, czyli Balet Opery Krakowskiej. W przywołanej już Jocie aragońskiej ze „Spojrzeń”, cieszących również oko spójną kolorystyką kostiumów, stylizowanych na hiszpańskie. Wyjątkowo interesującym i obiecującym na przyszłość okazał się na poły autotematyczny układ „z niezapisanego dziennika”, za podkład muzyczny wykorzystujący III Kwartet smyczkowy Krzysztofa Pendereckiego i ściśle podążający za dźwiękowym przebiegiem tej kompozycji.

                                                                       Lesław Czapliński