Polskie teatry muzyczne nie ustają w poszukiwaniach nowych przestrzeni i miejsc dla wystawienia swoich produkcji. Wśród wielu tytułów dzieł operowych operetkowych i musicalowych jakie się w tym kontekście pojawiają często mamy doczynienia z cenionym i lubianym musicalem Skrzypek na dachu Jerry Bocka, którego przedstawienia prezentowano na otwartej przestrzeni miejskich parków, zamkowych dziedzińców, wrocławskiej Hali Stulecia i dachu Galerii Dominikańskiej. Najnowszym pomysłem zrealizowania nowej inscenizacji tego musicalu błysnęła Opera Krakowska, która wystawiła Skrzypka na dachu na terenie Starej Gazowni na krakowskim Kazimierzu, co w pewnym sensie miało być nawiązaniem do historii i klimatu tej dzielnicy.

Ten piękny musical Josepha Steina – libretto, Jerry Bocka –muzyka i Sheldona Harnicka – teksty piosenek, wystawiony przez Jerome Robbinsa w 1964 roku na Broadwayu w Nowym Jorku, z marszu zdobył serca nowojorskiej publiczności.
Przez ponad dziesięć lat grano go niemal każdego wieczoru przy wypełnionej do ostatniego miejsca sali. W sumie osiągnął rekordową na owe czasy liczbę 3242 przedstawień na nowojorskim Broadwayu, Sukces artystyczny i - nie ukrywajmy tego - komercyjny również, pierwszej inscenizacji z Zero Mostelem w roli Tewjego i tancerką Marią Karniłową w roli Gołdy, jego żony, był tak głośny, że szybko zainteresowały się „Skrzypkiem” inne sceny muzyczne.

Wystarczyło zaledwie kilka lat by musical stał się autentycznym przebojem muzycznych scen na całym świecie. Okazało się, że wspaniała muzyka i przesłanie jakie zawiera ten musical z jednakową siłą przemawiają do ludzi pod każdą szerokością geograficzną.

5 maja 1983 roku trafił „Skrzypek na dachu” na nasze sceny. Polska premiera odbyła się na scenie Teatru Muzycznego w Łodzi. Reżyserowała Maria Fołtyn, autorem scenografii był Marian Stańczak, dyrygował Rajmund Ambroziak.
Pierwszym polskim Tewje był: Bernard Ładysz, po nim występowali w tej roli Zbigniew Macias i Edward Kmiciewicz. Łódzka inscenizacja miała ponad 200 spektakli, przy wypełnionej do ostatniego miejsca widowni. Stała eksploatacja tego przestawienia sprawiła, że kostiumy i dekoracje zupełnie się zużyły i należało podjąć decyzję o jego zdjęciu z afisza.

Jednak ulegając ciągłemu zainteresowaniu tym musicalem Teatr Muzyczny w Łodzi zdecydował się na przygotowanie drugiej inscenizacji, której premiera miała miejsce 18 grudnia 1999 roku, stając się początkiem drugiego pasma sukcesów, bo nadal każde z przedstawień idzie przy szczelnie wypełnionej widowni. Z podobną sytuacją mamy w Teatrze Muzycznym w Gdyni, gdzie również przygotowano drugą inscenizację „Skrzypka”, premiera 8 listopada 2008 roku. Kilka miesięcy później 26 czerwca 2009, drugą inscenizację wystawiono też na scenie Teatru Wielkiego w Poznaniu. Również Opera Krakowska sięgnęła drugi raz po ten musical, premiera pierwszej inscenizacji miała miejsce w czerwcu 1993 roku.
Ponieważ historia lubi się powtarzać, więc łódzki sukces sprawił, że „Skrzypek” stał się również w Polsce wielkim teatralnym przebojem lat osiemdziesiątych i pierwszej połowy dziewięćdziesiątych. Po Łodzi wystawiły go teatry w Gdyni, Poznaniu, Wrocławiu, Bydgoszczy, Lublinie, Krakowie, Chorzowie i Szczecinie.

Trafił nawet na scenę Teatru Wielkiego w Warszawie. Wszędzie osiągał rekordową liczbę przedstawień. W roli Tewjego podziwiano Juliusza Bergera, Zdzisława Skorka, Stanisława Ptaka, Zbigniewa Maciasa, Wiesława Bednarka Macieja Krzysztyniaka.

Sądzę, że popularność zapewniła musicalowi przede wszystkim wspaniała muzyka, w której przemieszane są elementy folkloru żydowskiego i rosyjskiego, co nadaje jej niepowtarzalnego uroku i kolorytu. Serca publiczności podbija, bez reszty, swoista filozofia życiowa głównego bohatera i jego nieustanne rozmowy z Panem Bogiem. Razem z mleczarzem Tewje przeżywamy jego kłopoty i zwątpienia, podziwiając jednocześnie jego życiowy optymizm i pogodę ducha.
Przygotowana przez Operę Krakowską inscenizacja, której premiera miała miejsce 21 czerwca, właśnie wszystko to uwzględniła. Krakowskie przedstawienie zrealizowano z odpowiednim do miejsca rozmachem. Warto też zaznaczyć, że mimo ogromu sceny realizatorom udało się uchronić kameralny wymiar i klimat całego dzieła. Chwilami jednak rozbijały go docierające z zewnątrz odgłosy muzyki tanecznej i huk wystrzeliwanych nad Wisłą fajerwerków. Scenograf Ryszard Melliwa zadbał o atrakcyjną oprawę, i kostiumy.

Panowie Emil Wesołowski i Bogusław Nowak sprawną reżyserią poprowadzili całość z dbałością o każdy szczegół akcji i wyrazistość postaci. Akcja przenosi się zgrabnie i logicznie z miejsca na miejsce, bohaterowie poszczególnych scen mają jasno określone zadania aktorskie i wokalne i konsekwentnie je realizują. Świetnie wypadły wszystkie sceny taneczne, oczywiście „taniec z butelkami” wywołał największy aplauz. Właśnie to sprawia, że widzowie z uwagą chłoną opowieść o losach rodziny Tewjego i jego przyjaciół mieszkających w dalekiej Anatewce, gdzie liczy się tradycja i nienaruszalny świat starych wartości. Toteż trudno się biednemu Tewjemu pogodzić z ich zmianą czy wręcz odstępstwem od nich. A jednak jego życiowa filozofia sprawia, że z trudem, bo z trudem, ale w końcu je akceptuje.
W postać Tewjego z pełnym powodzeniem wcielił się Przemysław Rezler i choć na początku nieco spięty stworzył obraz życzliwego, mądrego i kochającego człowieka i ojca, którego chwilami przerastają otaczające go problemy. On nie ugina się pod ciężarem kolejnych trosk, nie złorzeczy, nie traci wiary, przyjmuje każde zrządzenie losu z właściwą mu godnością. Świetną, zabieganą, nieco gderliwą Gołdą, żoną Tewjego i matką trzech (tak naprawdę w libretcie jest ich pięć) córek była Bożena Zawiślak-Dolny.

Barwną i szczerze śmieszną swatką Jentą okazała się Agnieszka Cząstka. Udaną parę stanowili Monika Korybalska - Cajtla i Krzysztof Kozarek - krawiec Motl, podobnie jak Katarzyna-Oleś-Blacha w roli Hudel i Adam Sobierajski w roli Perczyka. Trzecią parę tworzyli Iwona Socha – Chawa i Adam Zdunikowski – Fiedka. Tytułowym skrzypkiem co gra na dachach Anatewki i pojawia się zawsze w trudnych sytuacjach jej mieszkańców był Paweł Wójtowicz, który wyglądał jakby zszedł z obrazu Chagalla. Niestety, nie do końca przekonała mnie tym razem orkiestra prowadzona batutą Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego. W wielu miejscach muzyce brakowało właściwej dynamiki oraz precyzji w scenach ansamblowych.
Adam Czopek