Przegląd nowości

„Traviata” w Opéra de Marseille

Opublikowano: wtorek, 24, czerwiec 2014 06:02

W ostatnich tygodniach sytuacja we francuskim świecie spektaklu stała się wyjątkowo napięta i nieprzewidywalna ze względu na strajkujących pracowników tego sektora aktywności, protestujących przeciwko niekorzystnej - ich zdaniem - reformie „umów śmieciowych”.

La Traviata,Marsylia 1

Zagrożone są już tradycyjnie odbywające się w okresiem letnim słynne i prestiżowe festiwale (na przykład w Aix-en-Provence czy Awinionie), których bojkot może je wepchnąć w katastrofalne problemy finansowe, a w najgorszym razie zakończyć się zniknięciem niektórych z nich z europejskiego pejzażu kulturalnego. Zaniepokojone są też władze poszczególnych regionów, dla których przyciagające tłumy słuchaczy manifestacje są źródłem niebagatelnych dochodów (hotele, restauracje itd.). Panika ogarnęła także dyrektorów teatrów operowych, w których dochodzi do anulowania poszczególnych spektakli, jak to miało ostatnio miejsce w przypadku premiery Daphne R. Straussa w Théâtre du Capitole w Tuluzie. Szczególnie dotkniętą tym przykrym zjawiskiem pozycją repertuarową stała się w ostatnim czasie Traviata Verdiego.


Kiedy na początku czerwca wybrałem się do Opery w Montpellier, aby obejrzeć inscenizację tego arcydzieła z udziałem między innymi naszego tenora Andrzeja Lamperta w roli Alfredo Germonta (to jego pierwszy kontrakt w zachodniej placówce), po podniesieniu kurtyny musiałem wysłuchać przemówienia przedstawiciela protestujących pracowników, po czym po godzinie czekania na widowni dowiedziałem się o podjętej po trudnych negocjacjach decyzji anulowania spektaklu.

La Traviata,Marsylia 2

Spotkało się to z bardzo ostrymi reakcjami wzburzonej publiczności i wywołało poczucie frustracji u szykujących się do wyjścia na scenę artystów. Trzy dni później ta sama groźba zawisła nad drugim z kolei przedstawieniem Traviaty w paryskiej Opéra-Bastille, z tą jednak różnicą, że tym razem przedstawienie miało miejsce, choć rozpoczęło sie z godzinnym opóźnieniem. Niezależnie jednak od ryzyka przeżycia kolejnego rozczarowania pojechałem do Opery w Marsylii, która nową inscenizacją Traviaty postanowiła zakończyć bieżący sezon artystyczny. Tym razem wszystko odbyło się bez żadnych zakłóceń, chociaż dyrektor teatru Maurice Xiberras do ostatniej chwili nie miał pewności, czy kurtyna na pewno pójdzie w górę. Przecież tego typu akcje strajkowe polegają na kompletnym zaskoczeniu i nie są poprzedzane żadnymi wstępnymi komunikatami.

Rzeczoną produkcję chciałem obejrzeć przede wszystkim ze względu na obsadzoną w tytułowej roli sopranistkę Zuzannę Markovą, którą miałem już okazję podziwiać parę miesięcy temu na tej samej scenie w Łucji z Lammermooru Gaetano Donizettiego (relację z przedstawienia zamieściłem na niniejszej stronie w lutym tego roku). Podobnie jak wtedy, tak i teraz czeska artystka podbiła publiczność godnymi podziwu walorami głosowymi oraz ogromnym zaangażowaniem i nieprzeciętną osobowością sceniczną. Z jednej strony imponuje ona bezbłędnie realizowanymi koloraturami, atakowaną bez najmniejszego wysiłku górą i niezwykłą ruchliwością głosu, z drugiej zaś sporym wolumenem i szeroko prowadzonymi frazami.


Jej gra aktorska nacechowana jest szlachetnością, elegancją i wyczuwalną wrażliwością. Marková doskonale rozumie złożoność kreowanej przez siebie postaci, utożsamia się z nią i subtelnie przekazuje targające tą nieszczęśliwą kurtyzaną uczucia. Jej Traviata nie pozostawia nikogo obojętnym i na długo pozostaje w pamięci wzruszonych widzów. Nieco inaczej sprawy się mają z występującym u boku Czeszki Teodorem Ilincăiem, który w partii Alfreda przekonuje umiejętnością budowania profilu psychologicznego swego bohatera, ale niestety rozczarowuje ewidentnymi brakami w zakresie techniki wokalnej. Posiada wprawdzie ciekawą, liryczną barwę tenorową, która z pewnością przyczyniła się do przyznania mu w 2008 roku głównej nagrody na Szczecińskim Turnieju Tenorów. Ilincăiowi brakuje jednak swobody w górze skali, a jego zawsze troszkę za wcześnie urywane frazy pozbawiają słuchacza komfortu odbioru. Zapewne czeka go jeszcze dużo pracy, ale trzeba mu życzyć jak najlepiej, bo wyczuwa się u niego rzeczywisty potencjał wokalny.

La Traviata,Marsylia 3

W przeciwieństwie do wielu innych teatrów, które w roli Giorgio Germonta niejednokrotnie obsadzają solistów z „drugiej półki”, Opera w Marsylii powierzyła tę partię wspaniałemu kanadyjskiemu barytonowi Jean-François Lapointe’owi, nagrodzonemu gorącymi owacjami przez słuchaczy, przekonanych do reszty jego idealnie brzmiącym i pięknie nasyconym głosem. Występ tego artysty przydał całej realizacji szczególnego blasku. Odnośnie zespołu solistów warto jeszcze wspomnieć o udanym występie mezzospranistki Sophie Pondjiclis w roli Flory oraz Christine Tocci w drugoplanowej, wszak tutaj bardzo ciekawie ujętej roli Anniny.

Wizualną stronę nowej realizacji opracowała z dużym talentem i ujmującym wyczuciem francuska reżyserka Renée Auphan, która w latach 2002-2008 pełniła funkcję dyrektorki marsylskiej placówki. Jej inscenizacja Traviaty zachwyca doskonałą czytelnością, pięknem i atrakcyjnością kolejnych odsłon, trafnością i skutecznością prowadzenia narracji dramaturgicznej. Auphan przekonuje nas, iż nie mamy tutaj do czynienia wyłącznie z - nadmiernie eksponowaną przez niektórych inscenizatorów - banalną historią niespełnionej miłości, lecz także z głęboką refleksją na temat zdolności do poświęcenia pełni osobistego szczęścia na rzecz ukochanej osoby.


Takiemu ujęciu treści opery Verdiego służy precyzyjnie i niezwykle oszczędnie ustawiona gra aktorska wszystkich protagonistów. Wystarczy chociażby przywołać chyba najbardziej ekspresyjną scenę tej realizacji, to znaczy finałową śmierć Violetty, która z poruszającym wdziękiem osuwa się w ramiona Alfreda. Nie ma tutaj żadnych przerysowań czy zbędnych i melodramatycznych gestów, a powściągliwość w eksponowaniu uczuć i wewnętrznych przeżyć paradoksalnie sprzyja ich pełnemu uwiarygodnieniu. Podobne uwagi można też skierować pod adresem cieszącej oko subtelnym urokiem i atmosferą pewnej nostalgii i zadumy scenografii Christine Marest, zbudowanej z długich zasłon, potężnych, wypełnionych kwiatami waz, utrzymanych w stylu Ludwika XVI mebli. Odtworzony w ten sposób salon pogrążony jest - z wyjątkiem drugiego aktu - w dość ciemnym oświetleniu (Roberto Venturi), jakby zwiastującym już nadchodzące nieszczęścia i śmierć głównej bohaterki. Kreowaniu przytłaczających klimatów służą też eleganckie i wyrafinowane, ale utrzymane w ponurej tonacji stroje, których autorką jest jak zawsze niezawodna francuska kostiumolożka Katia Duflot.

La Traviata,Marsylia 4

Z nieco spowolnionym rytmem działań scenicznych bezbłędnie współgra interpretacja muzyczna koreańskiej dyrygentki Eun Sun Kim, również dobierającej wyjątkowo wolne tempa. Pozwala ona dokładnie wybrzmieć każdej frazie i każdemu dźwiękowi, co sprzyja między innymi dokładnemu rozumieniu podawanego przez solistów tekstu, a także nadaje całemu przedstawieniu intymny charakter.

Tak pozytywne zakończenie sezonu w Operze w Marsylii powoduje, że z niecierpliwością będziemy oczekiwać na przyszły sezon, który dyrektor Maurice Xiberras zamierza rozpocząć wystawieniem czteroaktowej opery Amilicare Ponchielliego La Gioconda, pod dyrekcją Fabrizio Marii Carminatiego i w reżyserii Jean-Louisa Grindy. Zanim to jednak nastąpi, regularnie się pojawiająca w kanale operowym Orkiestra Filharmoniczna Marsylii zaprezentuje się najpierw na Festiwalu w Bad Kissingen (Niemcy), a następnie odbędzie tournée po Chinach.

                                                                   Leszek Bernat