Przegląd nowości

Gottfried Wagner o swoim Pradziadku

Opublikowano: piątek, 20, czerwiec 2014 22:32

W ubiegłym roku minęła 200. rocznica urodzin i 130. śmierci Ryszarda Wagnera, jednego z najwybitniejszych kompozytorów wszechczasów. Jako Polacy mamy bogate, nie tylko tradycje wykonawcze dzieł Wagnera, ale równie długą listę śpiewaków, którzy byli uznanymi w świecie artystami specjalizującymi się w wykonawstwie dzieł mistrza z Bayreuth. Teatry operowe Warszawy, Lwowa i Poznania w drugiej połowie XIX i w pierwszej połowie XX wieku miały w swoich repertuarach większość dzieł Wagnera, które były chętnie oglądane przez publiczność. Szczególną popularnością wśród melomanów cieszyły się i nadal się cieszą wczesne opery romantyczne Holender tułacz, Tannhäuser, Lohengrin, które zawsze osiągały liczbę kilkudziesięciu spektakli w kolejnych inscenizacjach.

Wagner,Gottfried

Lata poprzedzające wybuch II wojny światowej i czas jej trwania były okresem wciągnięcia twórczości kompozytora w tryby faszystowskiej propagandy. Po zakończeniu działań wojennych twórczość Ryszarda Wagnera obłożono w Europie swoistą anatemą, która miała największy zasięg w państwach, gdzie faszyzm wyrządził najwięcej zła. Trzeba było wielu lat, aby ruszył ponownie Festiwal Wagnerowski w Bayreuth, co stało się w lipcu 1951 roku.


Znacznie więcej czasu musiało upłynąć, aby dzieła Ryszarda Wagnera powróciły na światowe sceny. W Polsce pierwsze spektakle wagnerowskie pojawiły się dopiero w 1956 roku. Najpierw 25 lutego odbyła się premiera Lohengrina na scenie Opery Warszawskiej, a kilka miesięcy później 14 października Opera Poznańska wystawiła Holendra tułacza. Kolejne dwie ważne daty w prezentacji dzieł Ryszarda Wagnera to rok 1989, kiedy po raz pierwszy w Polsce w Teatrze Wielkim w Warszawie pokazano, kolejno wszystkie części tetralogii Pierścień Nibelunga i rok 2006 w którym we wrocławskiej Hali Stulecia można było prześledzić całą tetralogię w wykonaniu Opery Wrocławskiej. Oprócz tego, mogliśmy na scenach Bytomia, Gdańska, Łodzi, Poznania, Sopotu, Szczecina, Warszawy, Wrocławia zobaczyć m.in. Holendra tułacza, Lohengrina, Parsifala, Tannhausera, Tristana i Izoldę.

Niedawno, kiedy świat muzyczny obchodził Rok Wagnerowski, na polskich scenach operowych zanotowano realizację tylko dwóch premier. W Teatrze Wielkim w Poznaniu wystawiono Parsifala, a w Operze na Zamku w Szczecinie we współpracy z Theater Vorpommern w Greifswaldzie zaprezentowano Lohengrina. Kompleksowe opracowanie albumowo-książkowe Ryszard Wagner na polskich scenach przygotowane na obchody Roku Wagnerowskiego mimo świetnych rekomendacji przedstawicieli świata nauki i dyrektorów oper nie zyskało uznania wśród ekspertów Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i dwukrotnie nie uzyskało dotacji, bez której niemożliwe jest wydanie takiej publikacji.

Bayreuth 1

W odniesieniu do tego należy szczególnie docenić fakt, że przed miesiącem Wydawnictwo M z Krakowa www.mwydawnictwo.pl wydało książkę autorstwa Gottfrieda Wagnera – prawnuka kompozytora, doktora muzykologii, reżysera i publicysty, który jako jeden z nielicznych członków rodziny kontrowersyjnieocenia rolę dzieł i poglądów Ryszarda Wagnera. We wstępie do publikacji tak napisał:

Dlaczego nie rozmawiać otwarcie o Wagnerze?

Piętnaście lat temu ukazała się moja autobiografia „Wer nicht mit dem Wolf heult” – dlaczego więc piszę kolejną książkę o swoim pradziadku, Ryszardzie Wagnerze? Tamte autobiograficzne zapiski z 1977 roku stanowiły próbę zmierzenia się z historią rodziny Wagnerów, która w jakiejś mierze stała się też historią Niemiec. Obecna publikacja ma  natomiast służyć jako podstawa rzeczowej dyskusji o kompozytorze. Jako historyk muzyki chcę się w niej zastanowić, na czym polegał fenomen Ryszarda Wagnera i jakie były jego konsekwencje.

Kto zajmuje się muzycznym czarodziejem, jakim był niewątpliwie Ryszard Wagner, ten najpierw spotyka się z emocjonalnym oddziaływaniem jego muzyki. Nie ma chyba drugiego kompozytora, który fundowałby słuchaczom podobną huśtawkę uczuć, wyzwalając przy tym albo ich najwyższy podziw, albo najwyższą niechęć.


Co kryje się za tym obezwładnianiem muzyką? Moim zdaniem światopogląd Wagnera, który odcisnął piętno na jego życiu i twórczości, nie da się pogodzić z podstawowymi zasadami etyki, gdyż został naznaczony rasizmem, pogardą wobec kobiet, ubóstwieniem samego siebie i negacją życia. Te właśnie filary światopoglądu Wagnera uczyniłem tematem niniejszej książki. Podejmuje ona oczyszczenie z bagna, jakim jest historia recepcji dzieł Wagnera, bagna, któremu on sam dał początek jako kompozytor, myśliciel i polityk w jednej osobie. Jego autorytarne, antydemokratyczne, rasistowskie i mizoginiczne dziedzictwo jest anachroniczne, nieludzkie i antyeuropejskie, jest śmiertelną trucizną przeszłości, której bezwzględnie należy się pozbyć. Chodzi mi również o obronę zasad społeczeństwa obywatelskiego, z poszanowaniem indywidualnej wolności przekonań jako zasadą naczelną, która dziś w Europie jest znowu w odwrocie. Z tego względu tak ważne jest, by w roku 2013, jubileuszowym roku Wagnera, podjąć rozprawę z całym Wagnerem, a nie tylko z jego uwodzicielskim brzmieniem. Kiedy mówię o Wagnerze, mam też na uwadze dobro przyszłych pokoleń: czy jako Europejczycy chcemy na jego przykładzie wyciągać wnioski z historii, czy może wolimy, żeby jego przypadek towarzyszył nam jako niekończąca się opera mydlana.

Bayreuth 2

Egoistyczne, destrukcyjne, nacechowane pogardą dla człowieka zachowanie i myślenie Wagnera pozostaje w jaskrawej sprzeczności wobec wszystkiego, co tworzy ludzkie i solidarne społeczeństwo. To myślenie sprawiło, że Wagner stał się idolem tych którzy wprowadzili Niemcy i Europę na zgubną i tragiczną drogę, a z jego pism obficie czerpali inspiracje i hasła. Skrajnie różną wobec tej postawy koncepcję sformułował filozof Wilhelm Weischedel: „Odpowiedzialność sama w sobie rozwija się we współodpowiedzialność; być solidarnym oznacza właśnie być współodpowiedzialnym, robić coś razem z innymi, stać u ich boku, trwać przy nich, pomagać im. Solidarność oznacza ponadto, że człowiek nie koncentruje się na sobie i że bliźni jest ważniejszy niż jego własne <ja>”.

Moje krytyczne spojrzenie na Ryszarda Wagnera, na festiwal w Bayreuth i na klan Wagnerów jest wynikiem długich i intensywnych dociekań. Dorastałem w Bayreuth w atmosferze kultu Wagnera. Jako młody chłopak odkryłem w „Wahnfried”, willi pradziadka, ukryte taśmy filmowe przedstawiające moją rodzinę, spędzającą czas w najlepszej komitywie z Adolfem Hitlerem. Pytałem o ojca, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Zacząłem więc szukać na własną rękę. Dzisiaj mam za sobą intensywne życie i gruntowne studia nad Wagnerem oraz nad konsekwencjami jego postawy i twórczości, a poszukiwania zawiodły mnie – historyka muzyki, członka rodziny i prawnuka kompozytora – na pięć kontynentów. Głębokie przeżycia i doświadczenia osobiste spowodowały, że stawałem się coraz bardziej krytyczny wobec swego przodka. Moje myślenie i odczuwanie współkształtowali ludzie prześladowani przez nazistowski terror. Napisałem doktorat o żydowskim kompozytorze Kurcie Weillu i odwróciłem się od Bayreuth.


Na otwarcie Roku Wagnerowskiego (2013) w „Die Zeit” ukazała się pouczająca i ciekawa rozmowa ze znakomitymi dyrygentami jego dzieł, sir Simonem Rattlem i Andrisem Nelsonem, zatytułowana „Potrzeby psychiatry”. Obaj wypowiadali się na temat swoich doświadczeń z tą muzyką. Nelson pytał kolegę: „Na ile niebezpieczny jest ten moment obezwładnienia, patosu, oszołomienia, jakie ta muzyka potrafi wywołać?”. Na co Rattle odrzekł: „Niebezpieczeństwo jest wiadome i pozostawiło ślady zwłaszcza w historii Niemiec. Nie chcę więcej mówić na ten temat”.

Zamiast tego zacytował zdanie innego kolegi, także dyrygenta dzieł Wagnera, Daniela Barenboima: „U Wagnera jako dyrygent nie możesz płynąć pod prąd”. A spytany o oddziaływanie Wagnera, wyjaśnił: „Mamy tu do czynienia z czymś, co przypomina radioaktywny pluton, dlatego należy dobrze się zabezpieczyć i zakładać grube rękawice. Ponieważ jednak jest to najwspanialszy pluton świata, chciałoby się mieć z nim bezpośredni kontakt – więc się te rękawice zdejmuje”.

Bayreuth 464-10

Mimo że pojawia się bliżej nieokreślone nieprzyjemne odczucie i coś uwiera, to jednak zachwyt nad muzyką Wagnera powoduje, że człowiek wybiera milczenie – uczynił tak na przykład wieloletni szef nowojorskiej Metropolitan i niegdysiejszy dyrygent z Bayreuth, James Levine. Najwyraźniej tylko niewielu czegoś się nauczyło na przykładzie dawnego dyrygenta Trzeciej Rzeszy, Wilhelma Furtwanglera, na którego interpretacje Wagnera powołują się dziś wszyscy znaczący muzycy. Nikt nie chce postawić sobie pytania, jaka nauka płynie z przypadku Ryszarda Wagnera. Zamiast tego mówi się osobno o Wagnerze jako człowieku władzy i jego dwuznacznym światopoglądzie, a osobno jako o niezwykłym kompozytorze oper. Tak jakby jeden nie miał z drugim nic wspólnego, bo - jak określił dyrygent Christian Thielemann – „C-dur zawsze pozostaje c-dur”. Wypiera się bolesne pytania o rolę muzyki Wagnera w rządzonym przez nazistów państwie i o związek antysemityzmu Wagnera z Auschwitz.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że w świecie teatru muzycznego Ryszard Wagner chciał być pierwszym z wielkich. Wybudowanie własnego teatru operowego w Bayreuth było w istocie wystawieniem sobie pomnika i stworzeniem miejsca pielgrzymek dla wyznawców. Muzyka Wagnera i ów teatr są prawdziwym fundamentem muzycznego, ekonomicznego i politycznego przedsięwzięcia, jakim stał się kult Wagnera. Z tego powodu chętnie usuwa się w cień podejrzany charakter idola, gdyż zbyt wysoka jest jego wartość marketingowa. Wagner świetnie się sprzedaje, jest towarem eksportowym równie cennym jak samochód marki Volkswagen czy Mercedes. Kiedy wystawia się jego dzieła, wszystkie miejsca w operze są wykupione. To dlatego nikt nie chce krytycznie zajmować się historią i mrocznymi stronami festiwalu w Bayreuth ani mitem Wagnera.


Sam Ryszard Wagner ma różne oblicza. Za niesamowitym kompozytorem i muzycznym czarodziejem stoi szarlatan, naciągacz, intrygant, pseudorewolucjonista i oportunistyczny pupil króla. Każda z tych twarzy odzwierciedla głęboko ukryte cechy charakteru Wagnera oraz fakt, że wychowywał się bez ojca, że nikt nie nakładał na niego ograniczeń, że był nekromanem i apokaliptykiem, mizoginem i antysemitą na tle rasowym, ubóstwiającym samego siebie narcyzem, który we wszystkim, co mówił i czynił, miał na uwadze tylko siebie. Wagner nie był „tylko” artystą, lecz politykiem i artystą w jednej osobie. Jego muzyka i twórczość pisarska wywierały wielki wpływ, wykraczając daleko poza operową publiczność, a w późniejszym czasie znalazły też odbicie w propagandzie nazistowskiego państwa. Z tą muzyką Wagnera do dziś kojarzy się nazistowskie parady partyjnych zjazdów w Rzeszy oraz bombowe naloty Wehrmachtu. Francis Ford Coppola wykorzystał te skojarzenia w filmie o Wietnamie, zatytułowanym „Czas apokalipsy” („Apocalypse Now”). Obrazy, które wywołuje muzyka Wagnera, w nieunikniony sposób wiodą do Hitlera – miłośnika muzyki i postawy właśnie tego kompozytora. Dzisiejsi neonaziści wykorzystują kompozycje Wagnera do propagandy w Internecie. Tutaj także potrzebny byłby psychiatra.

Bayreuth 464-142

Wykształcony miłośnik opery wie, jaki ładunek wybuchowy kryje w sobie Wagner – i wytrwawszy do końca wagnerowskiej opery, wyznaje po cichu, że przecież jest tyle pięknej muzyki innych twórców, w której nie ma tylu pułapek… Lepiej nie mówić tego głośno, aby nie wypaść poza nawias. Dla możnych i wielkich tego świata, którzy jedynie udają, że interesują się jego muzyką, ale rokrocznie pielgrzymują do Bayreuth, Wagner jest bowiem symbolem prestiżu. Bayreuth wciąż jeszcze obiecuje ekskluzywność: wydaje się właściwym miejscem do tego, aby się pokazać i robić tam interesy. „Anything goes? ”

„Im więcej czytam o Ryszardzie Wagnerze, tym trudniej mi wykonywać jego muzykę” – wyznał sir Simon Rattle we wspomnianym wywiadzie dla „Die Zeit”. Oznacza to jednak także, że im więcej się wie o Wagnerze i im więcej ma się odwagi, by stworzyć sobie jego własny obraz, tym wyraźniejsze stają się kontury tego mętnego i ponurego światopoglądu w dźwiękowym świecie jego oper. Ryszard Wagner i międzynarodowy kult, jaki otacza jego osobę, to tykająca bomba. „Cave Richard Wagner!”

Zapraszam wszystkich zwolenników i krytyków Ryszarda Wagnera do lektury tej książki. Zapewniam, że czyta się ją „jednym tchem”.

                                                                             Jarosław Bardysz