Przegląd nowości

Show imienia Verdiego

Opublikowano: wtorek, 24, czerwiec 2014 05:48

Kolejne megawidowisko operowe, z cyklu 6 razy 5 tysięcy widzów (równa się 30 tys.), przygotowała niemałym nakładem środków Opera Wrocławska. Na dwa weekendy czerwcowe ludzi przyciągnął Makbet Giuseppe Verdiego. Hala Stulecia tym razem została zagospodarowana nie tylko w poziomie, ale i w pionie. Na ogromnej scenie pojawiły się wielkie konstrukcje przypominające upiorne wieże z pól naftowych, które zagrały w przedstawieniu dzięki specjalistom z Wrocławskiego Teatru Lalek.

Makbet,Wroclaw 1

Nota bene lalkarze z tej instytucji kulturalnej są eksploatowani także we wrocławskim Teatrze Polskim, gdzie dokonują animacji baranka, kruka i motylków w znakomitej inscenizacji mickiewiczowskich Dziadów w reżyserii Michała Zadary. W Hali Stulecia wykonywali jednak zadanie w skali mega. Zostali podwieszeni i przywiązani linami na wysokości trzeciego piętra pod ogromnym sklepieniem hali, aby stamtąd poruszać figurami zjaw – straszydeł umieszczonych na trzech wieżach. Ponoć mimo alpinistycznych zabezpieczeń lalkarze najedli się strachu, i to wcale nie dlatego, że kierowane przez nich figury miały straszyć głównego bohatera przedstawienia.


A skoro to była opera, trzeba powiedzieć parę słów o śpiewakach. Troje solistów sprowadzono z Italii starając się oczywiście o typowe głosy verdiowskie. Lucio Gallo jako Makbet to baryton, który swoim wolumenem i walorami aktorskimi dobrze wpasował się w specyfikę roli, choć kreacja jego była daleka od ideału.

Makbet,Wroclaw 2

W pierwszym akcie wyraźnie siłował się z głosem i miał problemy intonacyjne. W dalszej części przedstawienia podawał już frazy czysto, choć miejscami nadal niepotrzebnie forsował. Przecież wszyscy śpiewali do mikrofonów i nawet małe głosy można było znacznie wzmocnić.

Makbet,Wroclaw 3

Lucio Gallo był jednak bardzo przekonujący wizualnie, szczególnie w scenach obłędu, co było widać dzięki kamerom pokazującym zbliżenia postaci na wielkich ekranach. Partnerowała mu jako Lady Makbet Maria Pia Piscitelii, dramatyczny sopran wysokiej klasy, a również doskonale prezentująca się postać sceniczna.


Mniejszą, ale odpowiedzialną rolę miał tenor Stefano La Colla, głosowo bez zarzutu, aktorsko bez specjalnego wyrazu. Pozostali wykonawcy to już soliści Opery Wrocławskiej. Jako Banko wystąpił młody bas Makarij Pihura, obdarzony ciekawym głosem i niemałymi zdolnościami aktorskimi. Tenor Łukasz Gaj w roli Malkolma po raz kolejny udowodnił, że jego głos krzepnie i kieruje tego artystę do coraz poważniejszych zadań. Mezzosopran Katarzyna Haras w epizodycznej roli Damy z sukcesem uzupełniała stawkę solistów, podobnie jak Wiktor Gorelikow w roli lekarza, czy Andrzej Zborowski jako Herold.

Makbet,Wroclaw 4

Wielką scenę Hali Stulecia zaludnili chórzyści, tancerze, statyści, były dwa konie i jeden duży pies. Specjalnie na potrzeby megawidowiska dołączono scenę baletową (przygotowaną choreograficznie przez Bożenę Klimczak), którą Verdii napisał na premierę paryską swego dzieła. Oryginalną i funkcjonalną scenografię zaprojektował Paweł Dobrzycki. Jej głównymi elementami obok wspomnianych już wież były wtaczane na szynach podesty służące jako podium do rozgrywania scen dziejących się na zamku, natomiast morderstwa na królu dokonano „dyskretnie” w specjalnym namiocie.


Swój sukces przedstawienie zawdzięcza także autorce kostiumów Małgorzacie Słoniowskiej, dzięki której wiedźmy i inne straszydła wyglądały rzeczywiście przerażająco, gdyż przypominały ludzkie szkielety niezupełnie jeszcze pozbawione kawałków ciała. Ludzkie kości były zresztą podstawowymi rekwizytami w tych scenach.

Makbet,Wroclaw 5

Stroje głównych bohaterów przedstawienia były natomiast historycznymi stylizacjami prezentującymi się dostojnie i bogato, co udało się osiągnąć dzięki doskonałemu doborowi materiałów imitujących szlachetne tkaniny, a nawet naturalną skórę.

Makbet,Wroclaw 6

Całe przedstawienie wyreżyserował Austriak Bruno Berger-Gorski zaś muzycznie nadała mu odpowiedni kierunek niezawodna Ewa Michnik. Przy okazji warto również pochwalić inżynierów dźwięku, bo to co dochodziło do uszu słuchaczy było pozbawione wszelkich zakłóceń i przesterowania, czyste i nie za głośne, choć doskonale słyszalne. To także duża sztuka.

                                                                                   Joanna Tumiłowicz