Nowa inscenizacja opery Mozarta Uprowadzenie z Seraju znalazła się w repertuarze Warszawskiej Opery Kameralnej. Jej dyrektor Jerzy Lach postanowił sukcesywnie odnawiać poszczególne realizacje kompletu dzieł scenicznych Wielkiego Wiedeńczyka przygotowane już dosyć dawno przez Ryszarda Peryta. Pomysł zasługujący na pochwałę, choć zarazem odbierający temu cyklowi stylistyczną jednorodność. Istnieje bowiem ryzyko, iż kolejne przedstawienia będą „od sasa do lasa”, jak to było w przypadku prezentowanego na antenie TVP Kultura także pełnego cyklu oper Wolfganga Amadeusza.

Uprowadzenie z Seraju w reżyserii i ze scenografią Eweliny Pietrowiak pokazane na rozpoczęcie XXIV Festiwalu Mozartowskiego w Warszawie opiera się na dosyć ryzykownym pomyśle przeniesienia akcji tego bezpretensjonalnego singspielu w czasy współczesne. W wyniku tego groteskowa postać Osmina urosła do rangi groźnego terrorysty, a cała przygoda przemieniła się w horror. Z jednej strony pojawienie się na scenie ubranych w mundury polowe zamaskowanych i uzbrojonych w autentyczne karabiny kałasznikowa osobników budziło uczucie mimowolnego strachu u części widowni, z drugiej strony sama reżyseria była zdecydowanie statyczna, bohaterowie głównie stali śpiewając bądź wypowiadając kwestie zapisane z libretcie dzieła.
Obecny na premierze prof. Warcisław Kunc stwierdził, że ta opera Mozarta jest typowym utworem koncertowym, który na scenie się nie sprawdza, lepiej wypada natomiast na estradzie. Inscenizacja Eweliny Pietrowiak miała jakby zaprzeczyć tej tezie, co jednak nie do końca się udało.

Piękna muzyka, a spektaklem dyrygował Ruben Silva, oczywiście wynagrodziła wszystkie niedostatki scenariusza i wypełniła dość banalne kwestie wygłaszane w trakcie śpiewu czy dialogów mówionych, ale z kolei strona wokalna nie dawała uczucia satysfakcji. Wydaje się, że soliści zapomnieli, że mają do czynienia z bodaj najmniejszą sceną operową w kraju, gdzie nie trzeba „dawać” wielkiego głosu, ale raczej umiejętnie markować śpiewanie. Najlepiej spisał się tenor Tomasz Krzysica, który naturalnie prowadził trudne i pełne ozdobników mozartowskie frazy, był też przekonujący aktorsko, choć jego białe spodnie wydawały się zbytnio ekstrawaganckie (kostiumy zaprojektowała Katarzyna Nesteruk). W partii Konstancji wystąpiła Sylwia Krzysiek, sopran o niezbyt pięknej barwie, technicznie siłujący się przebiegiem partii. Jej głos brzmiał zbyt ostro na tej małej scenie.
Aleksandra Resztik, mimo, że interesująca scenicznie i urodziwa, posługiwała się piskliwym, nieprzyjemnym, słabo obsłużonym technicznie sopranem jako Blonda. Bas Damian Konieczek w partii Osmina pokazał rewelacyjny materiał głosowy, ale jeszcze dosyć szkolny, z wyraźnym wysiłkiem sięgający górnych rejestrów, choć piękne niskie tony, w jakie Mozart wyposażył porywczego Muzułmanina, mogły budzić uznanie. Mateusz Zajdel w roli Pedrilla spisywał się aktorsko i głosowo poprawnie.

Paweł Tucholski w mówionej roli Selima wykazał się przekonującym dostojeństwem. Całe libretto w polskim tłumaczeniu było wyświetlane rzutnikiem nad sceną, co jest na pewno korzystną zmianą w Warszawskiej Operze Kameralnej pod nowym kierownictwem. Dobrze się zaprezentował również chór WOK zwany Zespołem Wokalnym WOK i Sinfonietta WOK, w której należy wyróżnić partie solowe skrzypiec, wiolonczeli, fletu i oboju, a także imponujące tutti z elementami „tureckimi” w scenie powitania paszy Selima. Przedstawienie Uprowadzenia z Seraju KV 384 Mozarta trzeba uznać jako ciekawostkę sceniczną.
Joanna Tumiłowicz