Szalenie barwny, pogodny, i bez ograniczeń wiekowych spektakl baletowy Don Kichota wszedł do repertuaru Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. Prostota fabuły nakłada się na bezkonfliktową muzykę, która w dosyć schematyczny sposób stara się odmalować koloryt hiszpański, co nikomu najwyraźniej nie przeszkadza. Taka jest specyfika dorobku choreograficznego Mariusa Petipy, który wprowadził do klasyki baletowej pewne układy taneczne i elegancki, konwencjonalny styl. Współcześni choreografowie w niewielkim tylko stopniu modyfikują XIX-wieczne kanony, innowacje dotyczą szczegółów, a nie zasadniczego rysu spektaklu, który pozostaje niezmieniony.

Rosyjski choreograf Alexei Fadeyechev do banalnej historyjki dołączył pantomimiczną scenę, w której przedstawia tytułowego bohatera czytającego księgę.
Oglądałam przedstawienie 7 czerwca 2014, szóste po premierze widowiska, w którym występowali jednak bardzo dobrzy tancerze. Choć błędny rycerz Don Kichot w wykonaniu Łukasza Tuźnika oraz Sancho Pansa w realizacji Bartosza Anczykowskiego, nie mieli szczególnie popisowych zadań ruchowych, raczej charakterystyczne pozy, to główni bohaterowie – cyrulik Basilio (Paweł Koncewoj) oraz Kitri (Yuka Ebihara) zachwycili swoją perfekcją i kondycją.

W numerach wspólnych Kitri wręcz fruwała w powietrzu wyrzucana przez Basilia, i z lekkością opadała na jego ręce lub na scenę. W numerach solowych swymi szczupłymi nogami i całą sylwetką symbolizowała eteryczność, precyzję, urok i młodość.

Także druga para, którą tworzyli toreador Espada (Robin Kent) oraz uliczna tancerka (Anna Kishidze) zachwycali energią, skocznością i idealnym wyczuciem rytmu. Popisy toreadora wraz z pikadorami obowiązkowo zawierały też efektowne ewolucje z kolorowymi „płachtami na byka”, które posłusznie wirują w powietrzu.
Dla fabuły utworu nie ma to najmniejszego znaczenia, ale zawsze przykuwa uwagę, tak samo zresztą jak seria popisów solowych i zespołowych w drugim i trzecim akcie. Natomiast postacie, które swymi działaniami „popychają” akcję do przodu – ojciec Kitri, zamożny szlachcic Gamache, karczmarz itd. są zaledwie zabawną dekoracją taneczną dla czołowych baletmistrzów.

Osobną mini-fabułę tworzy scena alegoryczna rozgrywająca się jakby we śnie, czy też po śmierci Don Kichota, gdzie występują liczne driady, sympatyczny amorek (Yurika Kitano) oraz symboliczna miłość Don Kichota – Dulcynea, którą odtwarza znów ta sama, pierwsza gwiazda spektaklu Yuka Ebihara.

Ważnym elementem przedstawienia są dekoracje i kostiumy autorstwa Thomasa Miki. Z pewnością największe poruszenie wzbudza wykonany z blachy i wtaczany na kółkach koń Don Kichota oraz obracający się miarowo wiatrak. Te wielkie „zabawki” nie pozostawiają cienia wątpliwości, że mamy do czynienia z baśnią dla dorosłych i dla dzieci, do której muzykę, niby melodyjki pozytywkowe napisał Ludwig Minkus. Słowa uznania należą się natomiast dyrygentce Marcie Kluczyńskiej, która swoją batutą czujnie wspomaga popisy solistów i grup tancerzy, zwalnia, przyśpiesza i swym temperamentem utrzymuje puls przedstawienia.
Joanna Tumiłowicz