Mozart chyba lubił dobre trunki, bo był hedonistą, czyli miłośnikiem przyjemnego życia, potrafiącym cieszyć się nim i korzystać z jego uroków. A więc nie miałby prawdopodobnie za złe realizatorom krakowskiej inscenizacji Wesela Figara, że Hrabia Almaviva wciąż pociąga z kieliszka, a inni wprost z butelki, by na koniec akcja stoczyła się dosłownie do piwnic, gdzie wszyscy już są opici. Bo upija się wódką, a szlachetnymi winami można się co najwyżej opić.

Przedstawienia jego Wesela Figara z Mariuszem Kwietniem we wspomnianej roli Hrabiego Almavivy otworzyły tegoroczny, XVIII Letni Festiwal Opery Krakowskiej. Aliści, na wiodąca postać wysunęła się subretka, jak określano to emploi w dawnej terminologii teatralnej, czyli pokojówka Zuzanna, w którą wcieliła się Iwona Socha. Śpiewaczka ta posiadła sztukę ekspresyjnego i melodycznego podawania nawet niemelodycznych recytatywów secco, w nieumiejętnym wykonaniu mogących uchodzić za nużące, niewiele wnoszącymi od strony muzycznej, poza prowadzeniem pomiędzy ariami i ansamblami wątków, składających się na intrygę i rozwój akcji.
Poza tym artystka nie tylko dysponuje głosem o pięknej barwie, bez najmniejszych emisyjnych nierówności, ale potrafi z niego czynić właściwy użytek sceniczny, dostarczając nie tylko satysfakcji czysto wokalnej (w arii nr 13 Madama qui non è w drugim akcie, jak i nr 28 Deh, vieni, non tardar, kiedy występuje w przebraniu Hrabiny w ostatnim, maskaradowym akcie), lecz tworząc z jego pomocą pełnokrwistą postać. Dużą muzykalnością odznaczało się wykonanie drugiej arii Hrabiny przez Katarzynę Oleś-Blachę (nr 20 Dove sono i bei momenti). Artystka dobierała zróżnicowane plany dynamiczne, kiedy trzeba i wymaga od tego sytuacja śpiewając mezza voce. Nadto bardzo wrażliwie operowała barwą.

Wydaje mi się, że Mariusz Kwiecień, na co dzień przyzwyczajony do wielkich sal operowych, nie do końca potrafi odnaleźć się w stosunkowo niewielkiej przestrzeni akustycznej Opery Krakowskiej. Baryton tego artysty nieco ściemniał, a więc dojrzał do udzielenia głosu postaci zblazowanego arystokraty, znużonego nieco życiem i zmuszonego do szukania coraz to nowych podniet, zdolnych ożywić jego już nieco stępiałe zmysły. Od czasu premiery pogłębił interpretację swojej arii nr 18 Vedrò mentre io sospiro, w której daje wyraz na przemian swym rozczarowaniom i złości, a więc zmiennym nastrojom, składającym się na kryzys połowy życia, o którym jednak ani librecista Lorenzo Da Ponte, ani Mozart nie mieli okazji jeszcze słyszeć.
Tessytura partii Figara nie do końca mieści się w skali głosu Krzysztofa Szumańskiego, o czym świadczyła jego pierwsza aria (cavatina nr 3 Se vuol ballare Signor Contino). W kolejnej (nr 10 Non più andrai, farfallone amoroso) już zapanował nad głosem, a ostatnią (nr 27 Oh Susanna, Susanna) zaśpiewał całkiem efektownie, w czym sekundowały mu precyzyjnie strojące waltornie, jakby odpowiadające echem.

Tym razem dobre wrażenie pozostawiła Monika Korybalska w spodenkowej roli Cherubina, nie tylko precyzyjnie wykonując swe krótkie canzony (nr 6 Non so più cosa son, cosa faccio w pierwszym akcie oraz nr 12 Voi che sapete che cosa è amo” w następnym), ale i z nieodzownym w tej roli niekłamanym wdziękiem. Z partii epizodycznych we wdzięcznej pamięci zapisali się: Agata Widera-Burda jako Barbarina, z dużym wyczuciem wykonująca nastrojową ariettę Barbariny (nr 24 L'ho perduta... me meschina...), krótką, ale należącą do tych najlepiej rozpoznawalnych motywów muzycznych, dla wielu nawet bez świadomości źródła i kontekstu pochodzenia, a także Krzysztof Dekański w charakterystycznej roli ogrodnika Antonia. Bardzo pięknie zabrzmiał też sekstet nr 19 Riconosci in questo amplesso w trzecim akcie. Znaczne postępy od czasu premiery poczyniła orkiestra prowadzona przez Tomasza Tokarczyka. Już w Uwerturze dała znać o sobie wieloplanowość z głównym tematem, wędrującym przez kolejne grupy instrumentów, z figuracjami w drzewie.
Niezależnie od wskazanych zalet, największe brawa i tak należą się przede wszystkim samemu Mozartowi!
Lesław Czapliński