Przegląd nowości

Podchmielony Mozart z Mariuszem Kwietniem w tle

Opublikowano: czwartek, 19, czerwiec 2014 10:42

Mozart chyba lubił dobre trunki, bo był hedonistą, czyli miłośnikiem przyjemnego życia, potrafiącym cieszyć się nim i korzystać z jego uroków. A więc nie miałby prawdopodobnie za złe realizatorom krakowskiej inscenizacji Wesela Figara, że Hrabia Almaviva wciąż pociąga z kieliszka, a inni wprost z butelki, by na koniec akcja stoczyła się dosłownie do piwnic, gdzie wszyscy już są opici. Bo upija się wódką, a szlachetnymi winami można się co najwyżej opić.

Mariusz Kwiecien,wesele 1

Przedstawienia jego Wesela Figara z Mariuszem Kwietniem we wspomnianej roli Hrabiego Almavivy otworzyły tegoroczny, XVIII Letni Festiwal Opery Krakowskiej. Aliści, na wiodąca postać wysunęła się subretka, jak określano to emploi w dawnej terminologii teatralnej, czyli pokojówka Zuzanna, w którą wcieliła się Iwona Socha. Śpiewaczka ta posiadła sztukę ekspresyjnego i melodycznego podawania nawet niemelodycznych recytatywów secco, w nieumiejętnym wykonaniu mogących uchodzić za nużące, niewiele wnoszącymi od strony muzycznej, poza prowadzeniem pomiędzy ariami i ansamblami wątków, składających się na intrygę i rozwój akcji.


Poza tym artystka nie tylko dysponuje głosem o pięknej barwie, bez najmniejszych emisyjnych nierówności, ale potrafi z niego czynić właściwy użytek sceniczny, dostarczając nie tylko satysfakcji czysto wokalnej (w arii nr 13 Madama qui non è w drugim akcie, jak i nr 28 Deh, vieni, non tardar, kiedy występuje w przebraniu Hrabiny w ostatnim, maskaradowym akcie), lecz tworząc z jego pomocą pełnokrwistą postać. Dużą muzykalnością odznaczało się wykonanie drugiej arii Hrabiny przez Katarzynę Oleś-Blachę (nr 20 Dove sono i bei momenti). Artystka dobierała zróżnicowane plany dynamiczne, kiedy trzeba i wymaga od tego sytuacja     śpiewając mezza voce. Nadto bardzo wrażliwie operowała barwą.

Mariusz Kwiecien,wesele 2

Wydaje mi się, że Mariusz Kwiecień, na co dzień przyzwyczajony do wielkich sal operowych, nie do końca potrafi odnaleźć się w stosunkowo niewielkiej przestrzeni akustycznej Opery Krakowskiej. Baryton tego artysty nieco ściemniał, a więc dojrzał do udzielenia głosu postaci zblazowanego arystokraty, znużonego nieco życiem i zmuszonego do szukania coraz to nowych podniet, zdolnych ożywić jego już nieco stępiałe zmysły. Od czasu premiery pogłębił interpretację swojej arii nr 18 Vedrò mentre io sospiro, w której daje wyraz na przemian swym rozczarowaniom i złości, a więc zmiennym nastrojom, składającym się na kryzys połowy życia, o którym jednak ani librecista Lorenzo Da Ponte, ani Mozart nie mieli okazji jeszcze słyszeć.


Tessytura partii Figara nie do końca mieści się w skali głosu Krzysztofa Szumańskiego, o czym świadczyła jego pierwsza aria (cavatina nr 3 Se vuol ballare Signor Contino). W kolejnej (nr 10 Non più andrai, farfallone amoroso) już zapanował nad głosem, a ostatnią (nr 27 Oh Susanna, Susanna) zaśpiewał całkiem efektownie, w czym sekundowały mu precyzyjnie strojące waltornie, jakby odpowiadające echem.

Mariusz Kwiecien,wesele 3

Tym razem dobre wrażenie pozostawiła Monika Korybalska w spodenkowej roli Cherubina, nie tylko precyzyjnie wykonując swe krótkie canzony (nr 6 Non so più cosa son, cosa faccio w pierwszym akcie oraz nr 12 Voi che sapete che cosa è amo” w następnym), ale i z nieodzownym w tej roli niekłamanym wdziękiem. Z partii epizodycznych we wdzięcznej pamięci zapisali się: Agata Widera-Burda jako Barbarina, z dużym wyczuciem wykonująca nastrojową ariettę Barbariny (nr 24 L'ho perduta... me meschina...), krótką, ale należącą do tych najlepiej rozpoznawalnych motywów muzycznych, dla wielu nawet bez świadomości źródła i kontekstu pochodzenia, a także Krzysztof Dekański w charakterystycznej roli ogrodnika Antonia. Bardzo pięknie zabrzmiał też sekstet nr 19 Riconosci in questo amplesso w trzecim akcie. Znaczne postępy od czasu premiery poczyniła orkiestra prowadzona przez Tomasza Tokarczyka. Już w Uwerturze dała znać o sobie wieloplanowość z głównym tematem, wędrującym przez kolejne grupy instrumentów, z figuracjami w drzewie.

Niezależnie od wskazanych zalet, największe brawa i tak należą się przede wszystkim samemu Mozartowi!

                                                              Lesław Czapliński