Od czasu wydania słowniczka muzycznego Jerzego Habeli minęło ponad pół wieku (wyd. III ukazało się w 1961 roku), a obecność takiej pozycji na rynku wydaje się absolutnie niezbędna. Wiadomo, że potoczna znajomość terminów i pewnych zasad rządzących muzyką jest w naszym społeczeństwie znikoma. Mamy zatem teraz Nowy słowniczek muzyczny wydany przez znanego encyklopedystę Wacława Panka nakładem Wydawnictwa Polskiego z Wołomina.

Od swego poprzednika odróżnia się on zarówno na plus, jak i na minus. Szkoda, że w tym tomiku liczącym 144 strony formatu kieszonkowego, nie ma żadnego rysunku instrumentu ani przykładu nutowego skali, gamy, czy akordu dur lub moll. Przydałaby się takiej książeczce, która zapewne będzie w ciągłym użyciu, trwalsza oprawa. Dobrze natomiast, że są tutaj terminy dotyczące zjawisk nowych, o jakich 50 lat temu nikt nie słyszał, jak np. MP3, MTV, czy choćby dżingel, sampler albo hip-hop. Liczba haseł w Nowym słowniczku jest zdecydowanie większa niż w „starym”, a to m.in. za sprawą wprowadzenia do niego, prócz terminów dotyczących muzyki klasycznej także folku, jazzu, popu i rocka, a więc dziedzin wokół których od lat skupiają się zainteresowania muzykologiczne Wacława Panka. W słowniczku znalazły się też hasła dotyczące najważniejszych instytucji muzycznych, jak np. Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, Polskie Stowarzyszenie Jazzowe, WTM czy Warszawska Jesień. Z pewnością pomysł wydania Nowego słowniczka muzycznego jest przysłowiowym strzałem w dziesiątkę.
Joanna Tumiłowicz