Przegląd nowości

Siedem mgnień łańcuckiego festiwalu: ostatnie akordy

Opublikowano: piątek, 06, czerwiec 2014 14:50

Ostatnie akordy LIII Festiwalu Muzycznego w Łańcucie należały do włoskich muzyków: pianistki Leonory Armellini oraz kapelmistrza Massimo Caldiego, prowadzącego Śląską Orkiestrę Kameralną, działającą pod auspicjami tamtejszej Filharmonii. Razem wykonali Koncert fortepianowy G-dur op. 15 nr 3 Giuseppe Cambiniego, pozostającego w cieniu swych sławniejszych rówieśników jak Luigi Boccherini czy Joseph Haydn.

Lancut,Armellini

Armellini specjalizuje się w wykonawstwie muzyki klasycystycznej. Na tydzień przed występem w Łańcucie zaprezentowała w warszawskim Studiu koncertowym im. Witolda Lutosławskiego Koncert fortepianowy C-dur Franciszka Lessla. Zgodnie z estetyką tamtej epoki jej gra odznacza się zatem równomiernym uderzeniem, zapewniającym perlistość dźwięku, unikając zarazem większych kontrastów dynamicznych i agogicznych. Artystka skupia się bardziej na wydobyciu i wyrazistym ukazaniu przejrzystości i spójności formy niż na czynniku wyrazowym. Trudno jednoznacznie orzec, na ile dwuczęściowość utworu Cambiniego, zredukowanego do dwóch szybkich części: allegra sonatowego i ronda, była świadomym wyborem autora, a na ile skutkiem działania losu, który być może przyczynił się do zaginięcia środkowego ogniwa.


Dla przywrócenia odpowiednich proporcji oraz pożądanego klimatu, zakłóconych brakiem wolnej części, po wybrzmieniu ostatnich akordów utworu Cambiniego, wykonawcy postanowili uzupełnić program o nastrojową Romancę z II Koncertu fortepianowego f-moll op. 21 Fryderyka Chopina (pianistka uczestniczyła w ostatnim konkursie szopenowskim), z tym że ograniczoną wyłącznie do akompaniamentu smyczkowego.

Lancut,Caldi

Ponadto Massimiliano Caldi rozpoczął koncert od włoskiego utworu, a mianowicie pochodzącego z lat sześćdziesiątych, a zrewidowanego u progu siedemdziesiątych Koncertu na smyczki Nino Roty. Kompozycja ta utrzymana jest w historyzującej poetyce, nawiązującej zarówno do form barokowych, co klasycystycznych. Dwie pierwsze części: Preludium. Allegro ben moderato e cantabile oraz Scherzo. Allegretto comodo odznaczają się w znacznym stopniu tematyczną jednorodnością. Temat, znany z preludium, powraca w oryginalnym Scherzu, w którym dopiero w triu daje znać o sobie właściwy dla tego rodzaju ogniw temat pełen wewnętrznego wigoru. Po melancholijnej Arii. Andante quasi adagio dopiero motoryczny finał Allegrissimo nasuwa bliższe skojarzenia z ostinatowymi motywami, zapamiętanymi z ilustracji muzycznych tego autora do filmów Federico Felliniego.

Z kolei orkiestra od najlepszej strony miała okazję zaprezentować się w popularnych Wariacjach na temat Franka Bridge’a op. 10 Benjamina Brittena, również cechujących się upodobaniem do stylizacji. Młody kompozytor musiał mieć w uszach I Symfonię D-dur „Klasyczną” Siergieja Prokofiewa, gdy wypełniał zamówienie, otrzymane od prestiżowego festiwalu muzycznego w Salzburgu, ponieważ i w tym przypadku mamy do czynienia z lekka parodystycznym ujęciem tradycyjnych ogniw suitowych, nawiązujących do tradycji muzycznej z różnych krajów. A więc nieco egzaltowana Aria włoska, motoryczne, francuskie Bourée, przerysowany Walc wiedeński, trochę karykaturalny Marsz, a wszystko wieńczy w finale „uczona” fuga. Śląscy muzycy nie tylko sprostali sprawnemu wykonaniu tekstu nutowego, ale potrafili, nie tracąc nic z precyzji gry, autentycznie wziąć udział w zabawie dźwiękowej, zaproponowanej przez kompozytora.

                                                                         Lesław Czapliński