Czyli szlachetnej, a zarazem wymagającej muzyki komnatowej, od której, wszystko, co w Łańcucie festiwalowe, zaczęło się, nosząc zrazu skromne miano Dni Muzyki Kameralnej. I do tej formuły zdawał się nawiązywać występ Jadwigi Rappé oraz Kwartetu Smyczkowego „Opium”. Tworzą go od dziesięciu lat cztery instrumentalistki: Agnieszka Marucha, Anna Szalińska, Magdalena Małecka i Olga Łosakiewicz-Marcyniak, które już raz wystąpiły w Łańcucie przed dwoma laty, towarzysząc Annie Seniuk w wieczorze muzyczno-literackim.

Kwartet smyczkowy to królewski gatunek muzyki kameralnej, odpowiednik symfonii, dzielący z nią czteroczęściową budowę cykliczną. I takim właśnie jest wczesny, I Kwartet smyczkowy c-moll op. 9 Maxa Brucha, ściśle stosujący się do ustalonych przez poprzedników praw tej formy muzycznej. W pełni zapowiadajacym późniejszy styl tego tórcy jest elegijne Adagio, nawiązujące do modnych w tamtej dobie „śpiewów instrumentalnych” bez programowych tekstów literackich, a co za tym idzie pozostawiających wyobraźni słuchacza wszelkie skojarzenia pozamuzyczne. W grze artystek zabrakło mi jednak większego zróżnicowania wyrazowego, operowania bardziej zdecydowanymi kontrastami brzmieniowymi, a więc środków nieodzownych przy wykonawstwie muzyki romantycznej.
Do estetyki tamtej epoki nawiązuje również jednoczęściowy, młodzieńczy I Kwartet smyczkowy op. 22 Carla Orffa, odległy od wyobrażeń o jego stylu muzycznym, ukształtowanych przez późniejsze wielkie formy wokalno-instrumentalne z ich daleko posuniętą redukcją do pierwiastka czysto rytmicznego.
W kompozycjach Piotra Mossa oraz Wernera Egka do Kwartetu „Opium” dołączyła Jadwiga Rappé. Napisane przez Piotra Mossa „le Lien entre les jours” do francuskiego przekładu wierszy „Het verband tussen de dagen” flamandzkiej poetki Miriam van Hee nie stanowi zwykłego cyklu pieśni, albowiem ogniwa śpiewane przeplatają się z tymi czysto instrumentalnymi, oznaczonymi jako intermedia, a zamyka Epilog przeznaczony wyłącznie na solową wiolonczelę. Na mnie największe wrażenie wywarło właśnie drugie Intermedium, stanowiące swoistą pieśń bez słów, w której dominuje żywioł liryczny.

Z kolei także francuskojęzyczne „Kuszenie św. Antoniego” Wernera Egka (właściwie Wernera Mayera, który pospolicie brzmiące po niemiecku nazwisko zastąpił trudnym do wymówienia pseudonimem, zgodnie z wrodzoną mu skromnością stanowiącym anagram „Ein Grosser Komponist”, a co za tym idzie oznaczający „po prostu” wielkiego kompozytora) to seria epigramatycznych poematów lirycznych, w których partia solowa posiada recytacyjny charakter. Wbrew jej gatunkowemu określeniu jako pastiszu, nie można się dosłuchać zbyt wielu archaizacji.
Niestety, w utworach tych, utrzymanych w średnicowej tessyturze i odwołujących się głównie do stylu deklamacyjnego, w którym muzyka ściśle podąża za przekazem słownym, piękny alt artystki, głęboki i ciemno zabarwiony, miał niewiele okazji do zaprezentowania swoich niezaprzeczalnych walorów. Śpiewaczka z dużą dozą pokory skupiła się przede wszystkim na oddaniu przekazu werbalnego, pojmując swoją rolę służebnie wobec zarówno tekstu muzycznego, jak i słownego. Okazała się w tym posłuszna niegdysiejszemu wezwaniu Ady Sari, by „nie kochać siebie w muzyce, lecz muzykę w sobie”!
Lesław Czapliński