Czyli tak zwana artystyczna część dawnych akademii ku czci, w których słowo poetyckie przeplatało się z oprawą muzyczną, niekiedy poprzestającą na wyimkach, wyjętych nawet nie z całych utworów, lecz ich poszczególnych ogniw (III części Sonaty skrzypcowej a-moll Ignacego Jana Paderewskiego, fragment transkrypcji na skrzypce piosenki Zygmunta Koniecznego la Grande valse brillante do słów Juliana Tuwima). Na szczęście pozostałe miniatury przedstawione zostały w integralnej postaci, dzięki czemu można było cieszyć się pięknym dźwiękiem skrzypiec pod smyczkiem i palcami Krzysztofa Jakowicza, któremu dyskretnie akompaniował Robert Morawski.

A więc z ludowa zagranym Obertasem Henryka Wieniawskiego, odsłaniającym swój folklorystyczny, momentami dość dosadny rodowód, dla którego przeciwwagę stanowił elegancki i majestatyczny Polonaise brillante A-dur tego samego kompozytora, w pełni korespondujący z wystrojem Sali Balowej łańcuckiego Pałacu, w której odbywał się omawiany koncert. Mnie jednak najwięcej satysfakcji dostarczyły transkrypcje Szopenowskie: Mazurka a-moll oraz Nokturnu Es-dur, w których na przemian dochodziły do głosu przetworzenie tanecznych rytmów oraz nostalgiczna zaduma. A w transkrypcji Pawła Kochańskiego Pieśni Roksany z „Króla Rogera” Karola Szymanowskiego mogło zdać się, że to już nie skrzypce grają, lecz śpiewają ludzkim głosem. Chciałoby się więcej tak głęboko przemyślanych interpretacji, sprawiających zarazem wrażenie niewymuszonej spontaniczności.
Zwłaszcza że początkowo w występie Daniela Olbrychskiego dawały znać o sobie niedostatki dykcyjnej natury, utrudniające zrozumienie wygłaszanych przezeń wierszy, na przykład „Mochnackiego” Jana Lechonia, przywołującego recital tego poety w lotaryńskim Metzu po upadku Powstania Listopadowego, dostarczającego wieczorowi poetyckich ram o tematyce muzycznej.

Obok „Do przyjaciół Moskali”, ustępu z „Dziadów” Adama Mickiewicza, zabrzmiały strofy „szlachetnych Rosjan”: Siergieja Jesienina oraz Bułata Okudżawy. Recytując ostatnie wiersze Władimira Wysockiego aktor starał się przywołać jego samego, przybierając charakterystyczny tembr głosu tamtego. No, ale cóż, ja słyszałem i widziałem Wysockiego na żywo w Brechtowskim „Dobrym człowieku z Syczuanu” oraz nade wszystko w legendarnym „Hamlecie” w przekładzie Borisa Pasternaka i reżyserii Jurija Lubimowa, podczas pamiętnego, pierwszego występu w Polsce słynnej Taganki, a ostatniego w życiu, jak się miało niebawem okazać, samego Wysockiego. Olbrychski posiada wykształcenie muzyczne, uczył się bowiem gry na skrzypcach. Potrafi zatem wygłosić „Grande Valse brillante” Juliana Tuwima z uwzględnieniem jego tanecznego rytmu, w pełni wydobywając swoiste crescenda dynamiczne i agogiczne. Na bis, w celu moderacji rozhuśtanych nastrojów po śmierci Wojciecha Jaruzelskiego, w przededniu jego pogrzebu, odwołał się do „Kolędy” Wojciecha Młynarskiego, napisanej po wprowadzeniu stanu wojennego, wolnej wszakże od wszelkiej zawziętości i nieprzejednania.
Lesław Czapliński