Rozmowa z Arturem Jaroniem, pianistą, dyrektorem XX Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego im. Krystyny Jamroz w Busku-Zdroju

Woś, Pawlik i Kaczyński
Kiedy festiwal startował dziewiętnaście lat temu myślał Pan jak będzie wyglądać jego dwudziestolecie?
Nie pamiętam, co wtedy myślałem. Chciałem poprowadzić imprezę, która będzie spełniała moje oczekiwania i ambicje, i będzie dawała możliwość nawiązania kontaktów w świecie artystycznym. To, że udało nam się dotrwać do tego jubileuszu na w miarę stabilnym poziomie, dobrze świadczy o samej imprezie i środowisku Buska-Zdroju.
Formuła festiwalu od początku była szeroka...
Nasz festiwal jest świętem muzyki, a to daje możliwość zaprezentowania różnych jej gatunków na najwyższym poziomie. Nie uciekamy od jazzu, spektakli muzycznych, a wartością nadrzędną każdej edycji jest postać patronki, która była wielką śpiewaczką i należy żałować, że jej losy artystyczne tak się potoczyły, że wielki świat nie usłyszał o niej. Głos Krystyny Jamroz nawet jak na dzisiejsze czasy brzmi wyjątkowo i jest trudny do powtórzenia.

W jakim miejscu festiwal jest dzisiaj?
W czołówce imprez w kraju. Gromadzi coraz więcej stałej publiczności, która przyjeżdża specjalnie na festiwal i rezerwuje miejsca z rocznym wyprzedzeniem. Chyba wszyscy artyści w Polsce już wiedzą, że tu trzeba przyjechać i pokazać się, a potem odnotować to w biografii.
Choć formuła festiwalu wykrystalizowała się, nie wiem, czy w przyszłości nie dokonamy w niej zmian, bo już sama dwudziesta edycja jest bardziej rozśpiewana od poprzednich, dominuje na niej wokalistyka. Warto podkreślić, że koncerty festiwalowe nie ograniczają się tylko do Buska.

Wspaniały, festiwalowy klimat jest także w Wiślicy, Solcu-Zdroju, Kurozwękach, Pińczowie, czy najbardziej oddalonym miejscu od Buska – Glinianach (gmina Ożarów), gdzie nasze imprezy cieszą się niebywałą popularnością a władze gminy regularnie przyjeżdżają na koncerty do Buska. Ostatnio do miast satelitarnych festiwalu dołączył Chmielnik i Muzeum Narodowe w Kielcach. Władze regionu powinny być zadowolone, bo pojawiła się turystyka związana z miejscami, w których odbywają się koncerty. Festiwal pełni także rolę kulturotwórczą. W Chmielniku gramy w pięknie odrestaurowanej synagodze, tym samym promujemy ochronę naszych zabytków. Dwudziesty festiwal będzie muzycznym podsumowaniem tego, co działo się tu przez dwadzieścia lat. Wystąpią na nim artyści, których śmiało możemy nazwać przyjaciółmi.
Jest Pan nie tylko dyrektorem festiwalu, ale występuje Pan na nim jako solista i akompaniator. Czy jakiś koncert szczególne zapadł Panu w pamięć?
Nie do zapomnienia są niebywałe chwile muzykowania z Teresą Żylis-Garą, Małgorzatą Walewską czy Gwendolyn Bradley. Do dziś łączą nas więzi sympatii. Bardzo miło wspominam pierwsze spotkanie w roli solisty z Jerzym Maksymiukiem jako dyrygentem.

A jeśli chodzi o koncerty ważne dla festiwalu, to występ Wiesława Ochmana w drugiej edycji był kamieniem węgielnym pod fundament imprezy. Artyści, którzy występowali tu w następnych latach swoją obecnością stawiali kropkę nad „i”, potwierdzając jej renomę: Bogusław Kaczyński, Teresa Żylis-Gara, legendarny George Zamfir, Mischa Maisky. Do dzisiaj wspominam recital wspaniałego pianisty Dmitrija Baszkirowa, a do anegdot festiwalowych weszła opowieść o tym, jak redaktor Jan Popis polewał wodą stare krzesła na widowni w sanatorium Marconi, żeby nie skrzypiały w czasie koncertu. W międzyczasie Busko wypiękniało także dzięki festiwalowi, wymieniono fotele w Marconim, rozbudowano Dom Kultury. Po dwudziestu latach gospodarze miasta mają powód do satysfakcji: artyści i publiczność mogą tu czuć się naprawdę europejsko.
Przez pierwsze kilka lat musiał Pan przekonywać artystów, by chcieli wystąpić w Busku. Czy teraz to się zmieniło?
Oczywiście. Teraz propozycje spływają same. Koncerty proponują menedżerowie i sami artyści. A ja dbam też o promocję młodych artystów. Możemy się pochwalić, że uznana dzisiaj skrzypaczka Anna Maria Staśkiewicz występowała u nas jako wybitna uczennica szkoły muzycznej II stopnia, w klasie Marcina Baranowskiego. W tym roku wystąpi z recitalem w Muzeum Narodowym w Kielcach.

W pierwszej edycji festiwalu wzięła udział dzisiejsza solistka Teatru Wielkiego-Opery Narodowej, Magdalena Idzik...
Magda była wtedy absolwentką kieleckiej szkoły muzycznej. Dzięki pojawieniu się na festiwalowej scenie dostała nagrodę ministra kultury za debiut, a dziś jest uznaną artystką. W 2002 roku, kielczanka, Renata Drozd, zajęła II miejsce w I Ogólnopolskim Konkursie Młodych Sopranów im. Krystyny Jamroz w Busku-Zdroju (I miejsca wtedy nie przyznano), a dziś zna ją cała Polska między innymi z telewizyjnych programów Waldemara Malickiego.
W tym roku obie śpiewaczki wystąpią na koncercie pod hasłem „Stąd jesteśmy, tu wracamy”. Żałuję, że niewielu artystów związanych z ziemią kielecką, może wziąć w nim udział ze względów organizacyjnych, a że jest ich całkiem pokaźna liczba udowadnia Adam Czopek w przygotowywanej do druku książce „Świętokrzyskie soprany, tenory i basy”. Niektórzy artyści związani w różny sposób z naszym regionem pojawią się na festiwalu z osobnymi koncertami. Joanna Woś wystąpi na jego zakończenie, swój program będzie miał mój starszy kolega z kieleckiej szkoły muzycznej, laureat nagrody Grammy Włodek Pawlik oraz Roma Owsińska, Jakub Oczkowski i Barbara Szymańska.

Na co szczególnie chciałby Pan zaprosić publiczność?
To jest ogromny dylemat, bo nigdy nie wiadomo, co naprawdę może okazać się hitem. Publiczność lubi głośne nazwiska, a tu nagle okazuje się, że mniej znany artysta dał taki koncert, że ludzie wychodzili oczarowani.
Ja jestem emocjonalnie przywiązany do każdego koncertu. Na pewno ważny będzie wieczór inaugurujący festiwal, podczas którego zostanie otwarta wystawa poświęcona Krystynie Jamroz ze zbiorów Adama Czopka, pokazany film „Pamięci Krystyny Jamroz” w reżyserii Janusza Cegiełły i Tadeusza Kopla a na scenie wystąpią: Małgorzata Walewska, Renata Drozd i Magdalena Idzik oraz laureaci Konkursu Wokalnego im. Krystyny Jamroz Kielce 2014. Myślę, że za kilka lat to ta młodzież będzie stanowić siłę polskiej wokalistyki.

Tegoroczna edycja jest nieco dłuższa od ostatnich...
Z racji jubileuszu festiwal trwa dziewięć dni, a w programie mamy czterdzieści dwa koncerty. Ubolewam, że nie doczekał festiwalu Wojciech Kilar, bardzo chciał przyjechać do Wiślicy, gdzie będzie grana jego „Missa pro pace”. Cieszę się z obecności Krzysztofa Pendereckiego, pod którego batutą w koncercie zatytułowanym „Missa brevis” wystąpi orkiestra kameralna Sinfonietta Cracovia i chór Filharmonii Krakowskiej.
Na festiwalu wystąpi cała plejada polskich śpiewaków; nie zabraknie wiernego nam od drugiej edycji Wiesława Ochmana i częstego festiwalowego gościa – Małgorzaty Walewskiej oraz wielkiej, amerykańskiej gwiazdy Gwendolyn Bradley, która będzie miała w Busku swoje „Słoneczko”.

Będzie okazja posłuchać wybitnych instrumentalistów związanych z Buskiem od lat: Konstantego Andrzeja Kulki i Stanisława Drzewieckiego, który gościł na festiwalu jeszcze jako Staś, cudowne dziecko muzyki. Przyjadą do nas orkiestry Filharmonii Śląskiej i Świętokrzyskiej, zespoły Opery Śląskiej i Teatru Muzycznego w Gliwicach. Pojawią się gwiazdy poprzednich edycji: znakomity pianista Daniił Trifonow, dyrygent i kompozytor Krzesimir Dębski, Janusz Radek z zespołem. Liczę, że honorowym obywatelem Buska zostanie Bogusław Kaczyński, który będzie miał jak zawsze swój koncert.
W ubiegłym roku koncert przygotowany i prowadzony przez niego trwał ponad cztery godziny a publiczność nie chciała puścić artystów ze sceny...
Bogusław Kaczyński, jako ostatni, co tak pięknie o muzyce mówi, to jest osobne wydarzenie festiwalowe. Dlatego w tym roku będzie miał koncert w sobotę, żeby ludzie mogli się nacieszyć nim i jego artystami, także po programie, a udział w nim weźmie między innymi ulubienica buskiej publiczności Grażyna Brodzińska.

Czy Pan też wystąpi?
Na otwarcie festiwalu wykonam kompozycję Henryka Kuźniaka z „Wirtuozami Lwowa”, w Glinianach będę towarzyszyć solistom, zagram też z Gwendolyn Bradley w Busku-Zdroju podczas „Wieczoru muzyki gospel” oraz tradycyjnie z moim zespołem Strauss Ensemble w Solcu i Busku oraz po raz pierwszy w Bogucicach z Renatą Drozd i Wiesławem Ochmanem. Na festiwalu wystąpi też mój syn Maciek, który dziewiętnaście lat temu biegał z pieluchą a teraz jako dojrzały młodzieniec, student czwartego roku Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, u profesora Marcina Baranowskiego, z włoskim pianistą Pierluigim Camicią wykona sonatę Brahmsa.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Lidia Zawistowska
XX Międzynarodowy Festiwal Muzyczny im. Krystyny Jamroz w Busku-Zdroju
odbywa się w dniach 27 czerwca – 6 lipca