Za takowy uznać można wieczór autorski Ewy Lipskiej, której do wtóru przygrywała Capella Bydgostiensis. Dla porządku zaznaczę, iż bardzo cenię tę poetkę i jej twórczość. Tyle tylko, że ta pani znalazła się w niewłaściwym miejscu i o nieodpowiedniej porze, by nie budzić uzasadnionej irytacji. Wygłaszane przez nią wiersze posiadają niekwestionowane, samoistne walory literackie, ale w żaden sposób nie korespondowały z towarzyszącą im muzyką Czterech pór roku Antonia Vivaldiego. Gdyby organizatorom dało się kiedyś namówić Josepa Carrerasa do występu w łańcuckim Pałacu z schubertowskim cyklem Pięknej młynarki, to wtedy jak najbardziej współbrzmiałby z nim skierowana do pani Schubert seria wierszy Ewy Lipskiej. Ale to muzyka i poezja przyszłości?! Gdy się już jakoś pogodziło z wtrętami artystki z innego świata, można się było skupić na świecie wykonywanych utworów.

Capella Bydgostiensis, powstała u zarania lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku i na początku kierowana była przez Stanisława Gałońskiego, którego, wraz z Tadeuszem Ochlewskim i jego „Con moto cantabile”, uznać można za pioniera wykonawstwa muzyki dawnej w Polsce, choć pojmowanego całkiem inaczej niż dziś. Tym razem wystąpiła prowadzona od skrzypiec przez Michała Maciaszczyka. W ich interpretacji arcypopularny cykl programowej muzyki Vivaldiego (partytura zaopatrzona została w odpowiadające każdej porze roku opisowy sonety) ukazał festiwalowej publiczności oblicze bardzo odległe od obowiązującej dziś historycznej poprawności muzycznej.
Wskazywał już na to dobór instrumentarium. A więc powierzenie harfie roli basso continuo oraz wprowadzenie wydawałoby się już zupełnie anachronicznego akordeonu w celu wywołania efektów natury ilustracyjnej, co sprawiło, że mieliśmy do czynienia nie tyle nawet z transkrypcją, co swego rodzaju aranżacją. W swojej grze muzycy w znacznej mierze sięgnęli do wzbogaconej artykulacji, służącej przede wszystkim maksymalizacji czynnika wyrazowego, a graniczącej niekiedy z przesadą nieobcą w końcu barokowi (na przykład szerokie zastosowanie col legno w IV Koncercie f-moll RV 297, przywołującym wizję zimy). Temu celowi służyły wyraziste, by nie powiedzieć skrajne kontrasty dynamiczne (np. w środkowym ogniwie Adagio e piano – Presto e forte z II Koncertu g-moll RV 315, odnoszącego się do obrazu lata). Za to niekłamanym wdziękiem lirycznym odznaczało się środkowe Adagio molto z III Koncertu F-dur RV 293 „Jesieni” , z wyeksponowanym na pierwszym planie niebiańskim dźwiękiem harfy. A zapamiętanie z jakim wykonane zostało finałowe Presto z „Lata” przywodziło wręcz skojarzenie z muzykami, grającymi na ludowym festynie.

Wcześniej, w pierwszej części harfistka Paulina Porazińska wystąpiła w przeznaczonym na ten instrument Concertinie z akompaniamentem smyczków Jean-Michela Damase’a. Mimo stosunkowo nieodległego czasu swego powstania, nie jest to utwór radykalny pod względem techniki kompozytorskiej i, jak przystało na francuskiego autora, utrzymany w granicach dobrego gustu.
Operuje umiarkowanie nowoczesnym językiem dźwiękowym, z rzadka tylko sięgającym do bardziej wyszukanych efektów brzmieniowych, a dając głównie pole do popisu dla solisty, czemu w pełni sprostała młoda artystka.

W porównaniu z tą kompozycją zgoła rewolucyjnie zabrzmiało otwierające koncert Divertimento Beli Bertóka, a przecież od czasu jego powstania upłynęło z górą półwiecze. A na dodatek muzycy Capella Bydgostiensis z niezwykłą brawurą oddali motoryczny charakter części skrajnych, nie zatracając przy tym niczego z przejrzystości mikromotywicznej pracy tematycznej, właściwej dla stylu tego kompozytora. A środkowe Molto adagio, zagrane eterycznym dźwiękiem i prawie niedostrzegalnie wyłaniając się jakby z niebytu, niosło w sobie tę ekscytującą atmosferę enigmatyczności wolnych części bartokowskich kompozycji, dla tych swych cel wykorzystywanych często do ilustracji i przywoływania odpowiednich nastrojów w filmach, na przykład Lśnieniu Stanleya Kubricka. Koncert ten, z przywołanym na wstępie niezbyt fortunnym połączeniem z poezją, jeszcze raz potwierdził prawdziwość tytułowych słów z opery Antonia Salieriego Prima la musica e poi le parole (Pierwszeństwo muzyki nad słowami)!
Lesław Czapliński