Przegląd nowości

Il divino Rossini

Opublikowano: wtorek, 13, maj 2014 15:24

Rossini zwykł był mawiać, że Mozart stanowił dla niego niedościgniony wzór w młodości, przedmiot zazdrości w wieku dojrzałym i pociechę starości. To samo można by odnieść i do jego muzyki, a zwłaszcza oper komicznych, będących w istocie o wiele trudniejszym i bardziej wymagającym gatunkiem od opery seria. Poza tym znaczny podziw budzi, ile potrafi wydobyć on naturalnych cech muzycznych z samej włoszczyzny oraz zawartych w niej pokładów brzmieniowego dowcipu.

Kopciuszek,MET 1

I właśnie „Kopciuszka” tego kompozytora pokazano na zakończenie tegorocznych transmisji kinowych z nowojorskiej Metropolitan Opera. Moim zdaniem to najbardziej udane przedstawienie tego sezonu, tworzące spójną całość zarówno od strony muzycznej, jak i scenicznej.


Umiarkowanie nowoczesna inscenizacja Cesare Lieviego (scenografia Maurizia Balò), zwłaszcza w zakresie operowania chórzystami (przy pierwszym ich pojawieniu się niektórzy umieszczeni zostali na szczycie dekoracji), nigdy jednak nie pozostająca w sprzeczności z muzyką, lecz łącząca precyzyjny realizm i komizm sytuacyjny oraz prowadzenie postaci zgodnie z rytmem i tempem, ściśle wynikającymi z partytury.

Kopciuszek,MET 2

Może jedynie w finale pierwszego aktu nadużyto gagów rodem z komedii slapstickowych (obrzucanie się makaronem), a rozegranie zakończenia drugiego na tle gigantycznych rozmiarów weselnego tortu było kiczem nie ujętym w żaden parodystyczny cudzysłów.

Kopciuszek,MET 3

Intryga w tej operze w znacznej mierze oparta jest na efekcie z „Igraszek trafu i miłości” de Marivaux, a więc zamianie strojami i rolami pomiędzy księciem Don Ramiro a jego lokajem Dandinim w celu dokonania incognito matrymonialnego rekonesansu.


A nad jego odpowiednim przebiegiem czuwa powiernik księcia, filozof Alidoro, okazujący się aniołem stróżem Angeliny (co po włosku oznacza Anielę), czyli tytułowego Kopciuszka, dosłownie, albowiem przed zabraniem jej na bal objawia się ze złotymi skrzydłami, wcześniej, dla wybadania prawdziwych intencji postaci, zjawiając się w przebraniu żebraka, którego tylko ona jest skora wesprzeć.

Kopciuszek,MET 4

Do śpiewu Joyce DiDonato w tytułowej partii w górze skali wkradało się niemiłe wibrato, ale w swoim popisowym, wirtuozowskim Rondzie, zamykającym całą operę, w pełni zapanowała nad tym i wykonała je z brawurą, oczekiwaną w tym popisowym numerze, a przy tym i ze znaczną muzykalością, dobierając zróżnicowaną artykulację i dynamikę, z wyraziście zaznaczoną i kryształowo brzmiącą staccatową koloraturą, wycinaną niczym diamentem. Scenicznie wyraźnie odstawał od pozostałych wykonawców Juan Diego Flórez, jakby zabłąkał się pomiędzy nich z dawnej, dziewiętnastowiecznej opery, być może ze swojej rodzinnej Limy.


Z lekka parafrazując Alessandra Baricco można powiedzieć, że nie jest on aktorem, lecz tenorem. Swoją obecność ogranicza zatem do dwóch, podstawowych środków wyrazu: rozkładania dłoni oraz ekspresyjnej gry brwiami jak przystało na amante latino. Można było nawet odnieść wrażenie, iż rola lokaja w tej przebierance jest mu znacznie bliższa.

Kopciuszek,MET 5

Poza tym na początku również wokalnie sprawiał wrażenie nieco niepewnego, potem jednak odzyskał całkowitą swobodę, zwłaszcza w swej niebotycznej górze. Potrafił ponadto wydobyć zróżnicowane odcienie dynamiczne, kiedy trzeba sięgając w celach wyrazowych i po falset. Na marginesie mam pretensję do kostiumologa o przyodzianie artysty w zniekształcające jego figurę przedłużone w stanie spodnie. Jak przystało na rasowego tenora jest on niskiego wzrostu, ale bynajmniej nie cierpi na otyłość. Dopiero w finale wystąpił w przyzwoicie skrojonym surducie frakowym, przywracającym jego sylwetce smukłość.

Kopciuszek,MET 6

Prawdziwymi ozdobami tego przedstawienia okazali się: Alessandro Corbelli jako Don Magnifico, ucharakteryzowany na osła ze swojego snu, o czym śpiewa w swojej arii na wejście, a także Pietro Spagnoli jako Dandini, rzeczywiście sprawiający bardziej arystokratyczne wrażenie od swego właściwego suwerena. Obydwaj odznaczają się zresztą nie tylko doskonałą sztuką wokalną, ale i autentycznymi vis comicae.


Obydwie siostry tytułowego Kopciuszka: Tyzbe i Klorynda, zgodnie z tradycją ukazane zostały w przerysowany i karykaturalny sposób, w tym przypadku wsparte poprzez kontrastowość ich sylwetek w stylu Pata i Patachona. Od strony muzycznej pozostawały wszakże bez zarzutu.

Kopciuszek,MET 7

Prowadzącemu przedstawienie Fabio Luisiemu w uwerturze nie w pełni powiodło się uzyskanie wyrazistego crescenda tematu, stanowiącego oś finału pierwszego aktu, w którym podejmują go również głosy wokalne, a co dyrygentowi udało się już przeprowadzić poprzez czytelne narastanie od piana do forte. Tego rodzaju problemów nie miała przed laty Ewa Michnik, dyrygująca przedstawieniami tego dzieła w Operze Krakowskiej, z fenomenalną głosowo Bożeną Zawiślak, która stworzyła w partii Kopciuszka niezapomnianą kreację. Słuchając cudownej muzyki Rossiniego można odnieść wrażenie, że zwłaszcza do niej stosuje się opinia Arystotelesa, że „wpływa ona na uszlachetnianie obyczajów”, czyniąc słuchających jej lepszymi!

                                                                  Lesław Czapliński