Prawdziwie dramatycznych sopranów, potrafiących wykonywać olbrzymie i trudne partie jak choćby Ryszarda Wagnera i Ryszarda Straussa, bez „szkody” dla własnego głosu, można wśród polskich śpiewaczek doby współczesnej znaleźć zaledwie kilka. Niewątpliwie najlepszą z nich była Hanna Rumowska-Machnikowska, sopran dramatyczny zdolny udźwignąć najcięższe partie operowe. Śpiewaczka, w Szwecji nazywana „gorącym wagnerowskim sopranem”, porównywana była do Birgit Nilsson, Leonie Rysanek, czy Astrid Varnay z racji nieprzeciętnego talentu dramatycznego, a także ze względu na piękny, ciemny i potężny w brzmieniu głos.

Hanna Rumowska urodziła się w Warszawie 15 maja 1934 roku. Głos kształciła w Państwowej Średniej Szkole Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie w klasie prof. Wiktora Brégy (1903-1976, wybitny polski tenor i pedagog wokalistyki). Była także słuchaczką studium wokalnego przy mediolańskiej La Scali. Szkołę muzyczną ukończyła w 1958 roku.
W artykule „Róże dla kobiet. Hanna Rumowska”, jego autorka, D. Sochacka pisze: kończąc szkołę nie uchodziła bynajmniej za rewelację – po prostu dlatego, że nikt jej nie znał. Szkoła chętnie pokazywała na popisach swych najlepszych uczniów. Młodziutkiej Hanny Rumowskiej nie można było pokazać, bo uciekała z estrady albo przerywała w połowie zaczętą pieśń. Była chorobliwie nieśmiała. Mimo to zaangażowano ją do Opery Warszawskiej („Kobieta i życie” nr 25 z 20 czerwca 1971 roku). I w 1959 roku na jej scenie zadebiutowała jako Leonora w „Trubadurze” G. Verdiego. Debiut był udany.

Ale z tremą walczyła przez cały okres swego artystycznego życia. Po debiucie scenicznym przyszedł pierwszy sukces międzynarodowy. Została laureatką Grand Prix na prestiżowym Międzynarodowym Konkursie Wokalnym, Tuluza 1960. Byłam bardzo wzruszona, gdy ogłaszano wynik Konkursu. Jako nagrodę, prócz przewidzianej regulaminem sumy, otrzymałam wspaniałą wazę z sewrskiej porcelany. Najbardziej uradowały mnie szczere gratulacje wielkiej Toti dal Monte (jot., „Śpiewamy i tańczymy”, nr 5 z 1961 roku). Na sławnej Toti, będącej członkiem jury, śpiew Rumowskiej wywarł duże wrażenie. Gratulowała naszej śpiewaczce szlachetnie brzmiącego, świetnie wyszkolonego głosu. Sukces był niewątpliwy, a droga do kariery międzynarodowej szeroko otwarta. W roku 1967 została zaproszona do udziału w Międzynarodowym Spotkaniu Młodzieży w Bayreuth. Wystąpiła tam w młodzieńczej operze Wagnera „Die Feen” (Boginki) śpiewała partię Ady. Spektakl (dyr. John Bell) z jej udziałem został nagrany na płyty.
Na codzień artystka z powodzeniem występowała w swym macierzystym teatrze, także gościnnie na scenach polskich i zagranicznych: Europa, Australia, USA, Kuba. Stworzyła kilkadziesiąt niezapomnianych kreacji operowych, m.in. Elżbiety de Valois w „Don Carlosie”, Amelii w „Balu maskowym”, Aidy, Lady Makbet, Madelaine w „Andrea Chénier”, Toski, Madame Butterfly, Turandot, Manon Lescaut, Lizy w „Damie Pikowej”, Leonory w „Fideliu”, Marszałkowej w „Kawalerze Srebrnej Róży”, Katarzyny Izmaiłowej, Maryny w „Borysie Godunowie”, Halki, Senty w „Holendrze tułaczu”, Elżbiety w „Tannhäuserze”, Brunhildy w „Walkirii”.

Recenzenci pisali m.in.: Toskę śpiewa Hanna Rumowska, bardziej dojrzała wokalnie, dysponująca pięknym i świetnie postawionym głosem, posiada przy tym bardzo dobre warunki zewnętrzne (L. Kydryński, „Dziennik Polski” z 11 lutego 1964) oraz Znakomitą Halką była Hanna Rumowska, która stworzyła żywy i bardzo prawdziwy typ nieszczęśliwej góralskiej dziewczyny, ujmując słuchaczy swym zawsze pięknym i mocnym głosem (J. Kański, „Trybuna Ludu” z 5 listopada 1975).
Pewnym przełomem repertuarowym w jej wykonawstwie operowym stała się partia Roksany w „Królu Rogerze” K. Szymanowskiego. Nagranie płytowe tej opery z 1965 roku z udziałem artystki, zostało pięć lat później nagrodzone paryską nagrodą Grand Prix du Disque. Śpiewaczka świadomie podjęła wyzwanie pokonania trudności technicznych i sięgania po właściwe środki wokalne dla tej wymagającej partii. Dalszym krokiem rozwoju artystycznego była Elektra. Artystka wspomina: Kiedy przed premierą „Elektry” w Warszawie (1971 rok) Jan Krenz zaproponował mi śpiewanie tytułowej partii, miałam poważne opory. Po prostu bałam się trudności, jakie stwarza muzyka Ryszarda Straussa.

To partia wymagająca od śpiewaczki żelaznej wprost kondycji i przygotowania aktorskiego. Partia Elektry przyniosła mi szczęście (S. Drabarek, „Kurier Polski” z 8/10 stycznia 1977). Istotnie. Występowała w roli Elektry m.in. w teatrach operowych Holandii (Amsterdam, Rotterdam, Haga), Francji, Niemiec (Brema, Düsseldorf, Frankfurt, Monachium, Hamburg), w wiedeńskiej Staatsoper. W Hamburgu w 1975 roku przyjęła nagłe zastępstwo za niedysponowaną Birgit Nilsson. Elektra stała się swoistą wizytówką artystki i na pewno najgłośniejszą i najwybitniejszą jej sceniczną kreacją. „Trybuna Ludu”, (erg, z 10 marca 1977) pisała: jedną z większych popisowych ról dla sopranu dramatycznego jest tytułowa rola w „Elektrze” Ryszarda Straussa. W tym właśnie dziele coraz większą sławę zdobywa na scenie międzynarodowej polska śpiewaczka, solistka Teatru Wielkiego w Warszawie, Hanna Rumowska-Machnikowska.
Wystąpiła niedawno na premierze „Elektry” w Amsterdamie pod batutą M. Gielena. Jej kreację w roli tytułowej oceniono bardzo wysoko. Śpiewaczka otrzymała propozycję występów w Londynie, Genewie i Chicago oraz zaproszona została do przygotowania następnej holenderskiej premiery operowej – „Katarzyny Izmaiłowej”. A. W. Pawłowski („Tygodnik Kulturalny” z 27 maja 1984) napisał po łódzkiej „Walkirii”: jej głos, nie mający wprawdzie typowej barwy sopranu dramatycznego, charakteryzuje jednak wielka swoboda, zwłaszcza w średnich i górnych tonach, które to atuty kwalifikują do pokonywania wagnerowskich trudności.

W roku 1995 Polskie Nagrania opublikowały CD (PNCD 322) z moniuszkowskim recitalem artystki (pieśni i arie z opery „Halka”) prezentującą niewielki ułamek jej dorobku fonograficznego. Reprezentatywny o tyle, iż muzyka polska stanowiła zawsze mocną pozycję jej recitali i koncertów.
Hanna Rumowska-Machnikowska zmarła w Warszawie 28 kwietnia 2014 roku.
Jacek Chodorowski