Przegląd nowości

Libertyńskie arcydzieło Mozarta

Opublikowano: środa, 30, kwiecień 2014 10:44

Bo intryga fabularna Così fan tutte oparta jest na zakładzie, dotyczącym wątpliwej rzekomo wierności kobiet, jaki bohaterowie zawierają ze starym rajfurem Alfonsem, choć w czasach Mozarta imię to nie było jeszcze znaczące, gdyż nabrało takiego wydźwięku dopiero sto lat później, za sprawą powieści Alexandre’a Dumasa-syna, w której tytułowy bohater parał się właśnie tego rodzaju zajęciem.

Cosi fan tutte,MET 1

Mężczyźni, dla wypróbowania swych narzeczonych, udają się na sfingowaną wojnę, by powrócić w przebraniu i spróbować je uwieść. Śmieszyć może, parafrazując szydercze opinie Tuwima na temat operetki, iż narzeczeni nie poznają swoich narzeczonych, bo przywdziały inne kapelusze lub pary rękawiczek, a one z kolei ich, ponieważ zmienili krawaty lub spinki u mankietów, a w tym konkretnym przypadku przyprawili sobie wąsy, przeobrażając się w oczach służącej Despiny w równie egzotycznych Turków, co Wołochów. Ale takie są konwencje opery, zwłaszcza osiemnastowiecznej, kiedy nie przykładano zbyt rygorystycznej wagi do praw logiki i prawdopodobieństwa.


O libertyńskiej frywolności libretta świadczy aria przebranego za Albańczyka Guglielma Non siate ritrosi, który zachwala swoje męskie powaby i wdzięki, w tym kształtność nóg, a z kolei, kiedy Fiordiligi postanawia podążyć na wojnę w ślad za swoim narzeczonym, to każe Despinie przynieść sobie jego mundur, co niedwuznacznie wskazuje, że ich narzeczeni nocowali w tym domu, skoro w garderobie sióstr przechowywane były ich ubrania.

Cosi fan tutte,MET 2

Wyjątkowo celnym w odniesieniu do całej tej intrygi wydaje się spostrzeżenie Lii Rotbaumówny, inscenizatorki tego dzieła, a która tak oto wyjaśnia mechanizm powstałej sytuacji: Miłość narzeczonych to rycerska galanteria, sentymentalna tkliwość, wszystkie ich uczucia i postępki są w „dobrym tonie” i wszystko jest zawczasu wiadome? Nowa miłość, jak ją maluje muzyka, przynosi posmak przygody, pokusy, grzechu? Przedtem siostry były zaręczone, teraz zostały uwiedzione.

Cosi fan tutte,MET 3

Niektórzy inscenizatorzy kończą operę ślubem dziewcząt z fałszywymi Albańczykami, kiedy pary lepiej się dobrały pod względem charakterów, ale również i wysokości odpowiadających im głosów, inni odkryciem ich zdrady przez „powracających” narzeczonych, usuwając sztucznie dodany happy end, z tytułowym morałem, iż „Tak czynią wszystkie”...


W nowojorskiej Metropolitan (transmisja popołudniowego przedstawienia 26 kwietnia w krakowskim kinie „Kijów”) dekorator Michael Yeargan zasugerował, iż nieuchronnie nastanie zima w ich uczuciach, skoro stały element scenografii – plaża za domem kobiet, z żaglem okrętowym w tle – wraz z ich zdradą pokrywa się śniegiem? Ogólnie inscenizacja odznacza się dyskretną elegancją, rozgrywając się w nieco umownej scenerii, utrzymanej w stonowanej kolorystyce.

Cosi fan tutte,MET 4

Najwięcej ożywienia do dość ospałego przedstawienia wnosi feertyczna służąca Despina w wykonaniu Daniele de Niese, szkoda tylko, że głos śpiewaczki w górze skali brzmi ostro i niewolny jest od tremolowania.

Cosi fan tutte,MET 5

Niewątpliwie prawdziwym bohaterem spektaklu, który wywarł na mnie największe wrażenie, okazał się Matthew Polenzani, śpiewający z wielką kulturą i wrażliwością, pięknym, miękkim dźwiękiem, odwołując się do bogato zróżnicowanej skali dynamicznej, a w tym wielu odmian piana. Jego wykonanie nastrojowej arii nr 17 Un aura amorosa na długo pozostanie w uszach wdzięcznych słuchaczy. Za to znacznym wdziękiem odznaczał się Rodion Pogossov jako Guglielmo, zwłaszcza występując w przebraniu Albańczyka Scipia, które to imię we włoskiej tradycji oznacza po prostu Nieznajomego.


Bardzo ujmująco zabrzmiał w jego interpretacji duet nr 23 z Dorabellą Il core vi donno, z tzw. „serduszkiem”. Stanie się on synonimem zdrady, skoro jego motyw powróci potem w kwintecie zaręczynowym, bezpośrednio poprzedzającym finał.

Cosi fan tutte,MET 7

Jak pod koniec poprzedniego aktu, a także w innych operach tego kompozytora, jest on łańcuchowy, polegając na nieustannych zmianach sytuacyjnych. Perypetia goni w nim perypetię, a co za tym idzie akcja zawrotnie przyśpiesza, do czego nawiąże potem Rossini ze swoim efektem crescenda.

Cosi fan tutte,MET 8

James Levine zrazu prowadził spektakl, jak na mój gust, zbyt solennie, by nie rzec dosadniej, że flegmatycznie, preferując wolne tempa. Generalnie brakowało mu nerwu i typowego dla klasycystycznej muzyki rytmicznego pulsu. Brzmiało zbyt akademicko, a więc poprawnie, niezdolne wszelako wykrzesać żywszych uczuć, czy wzbudzić większego entuzjazmu, nie mówiąc już o niekłamanym zachwycie. W ten sposób przepadł przepiękny tercet po odjeździe narzeczonych, z eterycznymi figuracjami skrzypiec w orkiestrowym akompaniamencie. Nie można tego przypisać chorobie kapelmistrza, ponieważ kilka miesięcy temu brawurowo zadyrygował Falstaffem, nadając mu niezwykle żywe tempo.

                                                           Lesław Czapliński