Opera Krakowska zdecydowała się na śmiały krok wprowadzenia na polską scenę operowej bodaj najpopularniejszej opery Sergiusza Prokofiewa, której światowa premiera miała miejsce 30 grudnia 1921 roku w Lyric Opera w Chicago.

Dzieło to jednak, mimo wybitnych walorów muzycznych, z racji trudności i wymagań jakie stawia wykonawcom i zespołowi realizatorów, nigdy nie zdobyło wielkiej popularności na światowych scenach. Pojawia się na nich wyjątkowo rzadko, a jeżeli już jest wystawione to jakoś nigdy nie może zbyt długo pozostać na afiszu.

Libretto, którego autorem jest kompozytor, oparte na bajce Carlo Gozziego, kipi od bajkowych treści i pomysłów, co okazało się punktem wyjścia dla Michała Znanieckiego do stworzenia przedstawienia o zawrotnie szybkiej akcji, dramaturgicznej wyrazistości i zwartości. Jednak nie jest to bajka dla dzieci, nawet tych niegrzecznych!
Z fantazją poprowadzony Prolog, w oryginalnej wersji będący kłótnią między zwolennikami komedii i tragedii, do której włączają się dziwacy, został przez reżysera przeniesiony do sali telewizyjnej domu opieki dla starych i chorych ludzi, którzy spierają się o to, który program telewizyjny będą oglądać.

Wszystko co po tym oglądamy jest konsekwencją tego sporu przekazywaną w telewizyjnym obrazie, który niejako narzuca punkt widzenia umowności całej historii. Najpierw lekarze i pielęgniarki pozbywając się atrybutów swojego zawodu stają się głównymi bohaterami toczącej się w dynamicznym tempie akcji przenoszonej często na widownię.

Świetnie przygotowany przez Zygmunta Magierę chór jest w tej sytuacji bardziej jej komentatorem niż uczestnikiem akcji. Całe przedstawienie jest zrealizowane z humorem przez pryzmat spojrzenia na współczesność, ale ze sporym dystansem do operowo-bajkowej rzeczywistości, co sprawia, że publiczność znakomicie się bawi od pierwszej do ostatniej sceny.
Dawno już nie obserwowałem tak wybornej zabawy na widowni. Jedyne co mnie nie do końca przekonywało to mało czytelny finał rozgrywany w tej samej przestrzeni co Prolog z tym jednak, że w międzyczasie sala telewizyjna przemieniona została na salę gimnastyczną, w której odbywają się zajęcia rehabilitacyjne.

Warto jeszcze choćby tylko jednym zdaniem wspomnieć o interesującej scenografii Luigi Scoglio wspomaganej licznymi projekcjami. Interesująco rozwiązano tez choreografię i ruch sceniczny.

Należy też podkreślić czytelną dramaturgię i charakterystykę każdej z występujących na scenie postaci, a jest ich w tej operze kilkanaście. Tutaj popis w tworzeniu teatru dali znakomici tak pod względem wokalnym jak i aktorskim wszyscy bez wyjątku artyści. Doskonały był Wojciech Gierlach w roli nieco zagubionego i nieco nieporadnego Króla Treflowego. Świetną kreację partii Księcia hipochondryka dał Pavlo Tolstoy.
Nieco z innej planety postać Maga Celio stworzył Wojtek Śmiłek. Świetni w swoich charakterystycznych komediowych rolach byli: Anna Bernacka – czarnoskóra Smeraldina o dużych gabarytach, Przemysław Firek – potężna kucharka wywijająca potężną warząchwią, a przede wszystkim świetnie prezentująca się na scenie Ewa Biegas w partii złej wróżki Fata Morgany.

Dzielnie im sekundowali Katarzyna Oleś-Blacha jako Ninetta oraz Mariusz Godlewski w roli Leandra. Można powiedzieć jedno – w tej obsadzie nie było słabych punktów!

Równie wysoką ocenę należy wystawić stronie muzycznej tej premiery. Tomasz Tokarczyk nie tylko zadbał o wyeksponowanie blasku, barwności i pełnego bogactwa muzyki Prokofiewa, ale też z wielką precyzją prowadził premierowe przedstawienie. Świetnie przygotowana orkiestra z zapałem pokonywała niemałe trudności tej partytury.
Adam Czopek