Kielecki Teatr Tańca, tuż przed odbywającym się w kwietniu XIV Festiwalem Tańca, pokazał trzy premierowe spektakle.

Pierwszy z nich, zatytułowany „Stół bez szczęścia”, to kameralna opowieść o rodzinie składającej się z ojca, matki i córki, a myśl przewodnią widowiska jego autorka Elżbieta Szlufik-Pańtak sformułowała następująco: „Czasami trzeba być obok i czyjąś małą dłoń zamknąć w swej dużej dłoni. Czasami trzeba spojrzeć głęboko i uważnie w beztroskie oczy dziecka, bo dziecko boi się świata”. Jak wskazuje tytuł, głównym bohaterem opowieści jest... stół, pod którym dziecko ukrywa się przed rodzicami, przy którym rodzina od czasu do czasu spędza miłe chwile i na którym mąż z żoną kłócą się zawzięcie. To jest zresztą najmocniejsza scena przedstawienia, znakomicie ułożona przez choreografa i perfekcyjnie zatańczona przez Grzegorza Pańtaka i Ewelinę Kubot-Łącką. Elżbieta Szlufik-Pańtak nieprzypadkowo skoncentrowała się na wydarzeniach przy stole. Kiedyś był on miejscem, w którym spotykała się rodzina, by wspólnie zjeść posiłek. Dziś nie ma na to czasu. Stół stał się więc tylko meblem, niemym świadkiem rodzinnych dramatów.
Spektakl, przymierzany do małej sceny KTT, na dużej nabrał tanecznego rozmachu, nie zatracając przy tym kameralności niektórych sekwencji. Kiedy Ewelina Kubot obejmuje się ręką włożoną do męskiej marynarki, niemal czujemy jej ból i rozpacz. Minimalistyczna scenografia (stół, trzy krzesła, wieszak), jednobarwne kostiumy i subtelna muzyka Abla Korzeniowskiego (fragmenty ścieżki dźwiękowej do filmu „W.E. Królewski romans” ) doskonale splatają się z choreograficzną wizją autorki, a na pochwałę zasługuje także odtwarzająca rolę córki Małgorzata Kowalska.

Drugi z kolei spektakl „Sen Jakuba”, to widowisko taneczno-baletowe, do którego inspiracją była kompozycja Krzysztofa Pendereckiego „Sen Jakuba” oraz cytat z Księgi Rodzaju: „A gdy Jakub zbudził się ze snu pomyślał: Prawdziwie pan jest na tym miejscu a ja nie wiedziałem. I zdjęty trwogą rzekł: O, jakże miejsce to przejmuje grozą! Prawdziwie jest to dom Boga i brama do nieba”.

Inspiracja, owszem, jest ważna, ale publiczność wcale nie musi jej znać. Na widowisko składają się bowiem sceny jak z marzeń sennych, trochę w nich strachu, trochę radości i zabawy, a gdy tancerze idą w górę po drabinie i znikają w ciemności razem z nimi przepada mistyka. I właśnie dlatego spektakl ogląda się z przyjemnością, zwłaszcza, że choreografia Grzegorza Pańtaka z elementami baletu i piękne plastycznie sceny z ogniem, postawiły przed tancerzami naprawdę trudne zadanie. I – trzeba przyznać – wszyscy wywiązali się z niego znakomicie. Na brawa zasłużyli więc: Dawid Kwarciany w roli Jakuba oraz Gracja Górniak, Alicja Horwath-Maksymow, Ewelina Kubot-Łącka, Joanna Polowczyk, Sara Sobieraj, Jerzy Kaźmierczak, Jan Madej, Dawid Matlak i sam choreograf jako tancerz.
Ostatni spektakl wieczoru zatytułowany „Monochrome”, to popis taneczny całego kieleckiego zespołu. Autor przedstawienia, Jacek Przybyłowicz (przez wiele lat związany z izraelskim Kibbutz Contemporary Dance Company, w latach 2009-2014 dyrektor baletu Teatru Wielkiego w Poznaniu), nazwał je „kalejdoskopem tanecznych afabularnych obrazów”. I tak jest w rzeczywistości.

Wyobraźnia choreografa przenosi nas w kosmiczny świat czerni i różnych odcieni szarości, którego klimat buduje energetyczna muzyka amerykańskiej grupy Nine Inch Nails. Monochromatyczna jest jednak tylko scenografia, a właściwie jej brak, bo spektakl aż kipi od emocji w scenach kameralnych ale przede wszystkim w scenach zbiorowych, pięknie i zatańczonych, i zakomponowanych plastycznie. Finał z czarnymi, połyskującymi w świetle balonami, na długo zostaje w pamięci. Nie bez znaczenia jest tu światło, którym mistrzowsko operował Marc Heinz.

Kielecki Teatr Tańca, który przyszłym roku będzie świętować dwudziestolecie (początkowo był zespołem prywatnym, od 1998 roku działał jako stowarzyszenie a od marca 2004 stał się samorządową instytucją kultury, finansowaną z budżetu miasta) co roku stara się pokazać na scenie coś nowego zarówno w formie jak i treści. W artystycznym świecie udało mu się wypracować pozycję, dzięki której może współpracować z wybitnymi choreografami o międzynarodowej renomie. Ale sam też radzi sobie doskonale, czego dowodem są spektakle przygotowane przez miejscowych artystów.
Lidia Zawistowska