Przegląd nowości

Marian Porębski, tenor o którym należy pamiętać

Opublikowano: piątek, 04, kwiecień 2014 19:22

Jeszcze jedna zupełnie zapomniana kariera polskiego śpiewaka, którego zaliczano do grona cenionych tenorów bohaterskich. Z racji rozbudowanego repertuaru w operach i dramatach Wagnera często określano go mianem tenora wagnerowskiego. Mimo, że znany i podziwiany w Europie, w Polsce pozostawał artystą niemal zupełnie nieznanym, czemu trudno się dziwić bo cały okres kariery artystycznej spędził na francuskich scenach. Były to czasy kiedy osiągnięcia polskich artystów raczej przemilczano niż nadawano im rozgłos.

Marian Porebski 4

W przypadku tego artysty byłoby o czym pisać bo od chwili debiutu w styczniu 1944 roku w Grand Theatre w Bordeaux przez blisko trzydzieści lat nie schodził ze sceny odnosząc sukcesy w partiach oper Julesa Masseneta (Werther), Jacquesa Halévyego (Żydówka), Camila Saint Saënsa (Samson i Dalila), Hektora Berlioza (Potępienie Fausta), Ernesta Reyera (Sigurd, Salammbo). Miał również w repertuarze partie tenorowe w operach Giuseppe Verdiego (Trubadur, Otello, Bal maskowy) i Giacomo Pucciniego (Tosca, Madama Butterfly). Jednak najczęściej i najchętniej przyjmował propozycje śpiewania wielkich partii wagnerowskich, Zygfryda i Zygmunda w Pierścieniu Nibelunga, Tristana w Tristanie i Izoldzie, Lohengrina, Tannhäusera.


Recenzenci pisali, że: „Marian Porębski dysponował potężnym głosem tenorowym o zdecydowanie dramatycznej sile. Jego technika była niezawodna, a interpretacja i gra sceniczna wyjątkowo trafna”. – „Nowy Kurier” Kazimierz Roman. Kariera tego artysty związana była przede wszystkim ze scenami francuskimi w Bordeaux, Lile, Lyonie, Tuluzie, Marsylii, Montpellier, Nicei, Orange i Awinionie. Przyjmował propozycje z teatrów operowych w Brukseli (Theatre de la Monnaie) i Liege (Royal Theatre). Oklaskiwano go również, jak podaje jego żona, w Szwajcarii i na Korsyce.

Marian Porebski 1

Urodził się w Sosnowcu 17 lipca 1910 roku. Ojciec, Marek Porębski, był felczerem w szpitalu górniczym w Sosnowcu. W wolnym czasie śpiewał i grał na organach w kościele, to po nim odziedziczył Marian muzyczny talent. Matka, Wiktoria z Kadłubców, zmarła bardzo młodo. Naukę śpiewu rozpoczął w prywatnej szkole Ewy Horbaczewskiej w Sosnowcu. Muzyki zaś uczył się u Stanisławy Korwin-Szymanowskiej, siostry Karola Szymanowskiego w szkole muzycznej w Katowicach. Przez rok studiował również w Studium Opery Warszawskiej dokąd po przesłuchaniu skierowali go Wanda Wermińska i Jerzy Czaplicki.


Wybuch wojny pokrzyżował nie tylko jego artystyczne ale i życiowe plany. Mobilizacja, przydział do załogi pociągu pancernego były początkiem jego wojennej drogi. Po kapitulacji przedarł się przez Rumunię do Francji, gdzie trafił do ośrodka formowania polskich sił zbrojnych na Zachodzie w obozie Coetquidan w Bretanii. Pod koniec 1940 roku znalazł się na terenie tzw. wolnej Francji z rządem w Vichy. W czasie okupacji przybrał nazwisko „Mario Crépin” i związał się z francuskim ruchem oporu. Internowany w obozie Caylus koło Tuluzy, gdzie miał możność studiować na Uniwersytecie. Studiował na wydziale humanistycznym, a jednocześnie pracował nad emisją głosu i przygotowaniem repertuaru operowego. W roku 1943 francuski impresario wystawił mu fikcyjny kontrakt co uchroniło go przed aresztowaniem przez Gestapo, które otoczyło dom polskich studentów w Tuluzie. Został wówczas ranny.

Marian Porebski 3

Debiutował w styczniu 1944 roku na scenie Grand Théâtre de Bordeaux w roli Vasco da Gama w Afrykance Giacomo Meyerbeera. Sukces jaki wtedy odniósł był na tyle głośny, że otworzył mu drzwi teatrów operowych we Francji. „Porębski śpiewał po francusku wybaczmy mu więc pewne niezręczności językowe i sceniczne ale oddajmy hołd jego głosowi o wyjątkowo miłym brzmieniu i płynności, zdolnego do pokonywania najbardziej niebezpiecznych eskapad wokalnych. Młodego śpiewaka zmuszono do bisu wielkiej arii „Ô Paradis!” – pisała nazajutrz po debiucie gazeta w Bordeaux. Recenzje z pierwszych występów zarzucały śpiewakowi pewne nieporadności francuskiej wymowy, jednak praca na językiem szybko zaowocowała tym, że podobne uwagi zniknęły z prasowych opinii. Skupiano się w nich bardziej na opisie walorów głosowych i aktorskim talencie; po premierze Sigurda w Tuluzie 12 kwietnia 1946 roku napisano, że „…śpiewał Sigura w sposób cudowny, ujmując przy tym dźwięcznością głosu i umiejętnością wydobycia z partii wszelkich niuansów”. Recenzenci zgodnie pisali o pieczołowitości opracowania każdej prezentowanej partii i jego wyjątkowym talencie aktorskim.


Śpiew nie był jedyną pasją Mariana Porębskiego, który z równą pasją oddawał się pedagogice i chętnie nauczał śpiewu. Miał zawsze sporą grupkę uczniów, jedną z nich była młodziutka szesnastoletnia Dominika Kwaśnik, późniejsza jego asystentka, partnerka sceniczna, z czasem żona. W 1970 roku (rejestracji dokonano w 1990 roku) razem założyli zespół wokalny Ensemble Vocal Marian Porebski, z którym przez kilkanaście lat występowali na francuskich estradach. Założeniem tej grupy było „zachować, rozpowszechniać i przekazywać prawdziwe tradycje sztuki śpiewu”. Trzon zespołu tworzyli najczęściej jego uczniowie, którzy w ten sposób zdobywali pierwsze doświadczenia sceniczne. Skład grupy i jej liczebność były zawsze podporządkowane prezentowym utworom. Oczywiście Ensemble Vocal Marian Porębski występował również w Polsce, Kraków (1992), Szczecin (1996), Bilcza (2006).

Jednak powojenna tęsknota gnała go do kraju. W 1946 roku wrócił do miejsca gdzie żyła cała jego rodzina. Okazało się, że w międzyczasie rozpadło się jego przedwojenne małżeństwo. Żona otrzymała pisemną wiadomość o jego śmierci, więc mając się za wdowę wyszła ponownie za mąż i urodziła dwoje dzieci. W tej sytuacji jedynym wyjściem był rozwód. Na dodatek nie bardzo umiał się odnaleźć w powojennej polskiej rzeczywistości. Wraca do Francji, gdzie rozpoczyna występy na scenach operowych najważniejszych francuskich ośrodków kulturalnych. Największy rozkwit jego kariery i popularności przypadł na drugą połowę lat czterdziestych i lata pięćdziesiąte oraz pierwszą połowę lat sześćdziesiątych. To w tym okresie propozycje kolejnych występów sypią się niczym z rogu obfitości. W sezonie 1946/1947 opera w Tuluzie zaprosiła go do partii Rudolfa w Cyganerii Pucciniego, tytułowego Sigurda i Eleazara w Żydówce Halévyego. Sezon 1947/1948 spędził najpierw w Algierze, gdzie wystąpił w partii Manrica w Trubadurze Verdiego. Na jego drugą część przeniósł się z tą samą partią do belgijskiego Liege. W międzyczasie oklaskiwano go w Nicei w roli tytułowego bohatera opery Sigurd Reyera. Sporo kart historii zapisał Marian Porębski w Operze w Lille, gdzie podziwiano jego kreacje w Herodiadzie Masseneta (1951), Otellu Verdiego (1952), Żydówce (1952) oraz Królu z Ys Éduarda Lalo (1953). Scena Opery w Lille była świadkiem wielkiego sukcesu Mariana Porębskiego w inscenizacji La Passion d’Alberta Dupuis wystawionej 10 marca 1951 roku. Partia Chrystusa w tym dziele – według zgodnej opinii – należała do jego największych osiągnięć wokalno-aktorskich. „… W partii Chrystusa był perfekcyjny wokalnie. Jego gra jest umiarkowana i pozbawiona emfazy. To była prawdziwa kreacja wokalna i aktorska”. – napisała gazeta w Lille. Równie częstym gościem był w Marsylii, gdzie wykonywał partie Radamesa w Aidzie, Zygfryda w Pierścieniu, Lohengrina i Wertera.W paryskiej Opera Comique zaśpiewał z wielkim powodzeniem partię Samsona w Samsonie i Dalili Camila Saint-Saënsa. Teatr festiwalowy w Orange był miejscem sukcesu w roli Fausta w scenicznej wersji Potępienia Fausta Berlioza. Bywał też gościem festiwalu w Aix-en-Provence. Stając się znanym i cenionym śpiewakiem zdecydował, że nie przyjmie żadnej propozycji stałego kontraktu, wolał zostać wolnym artystą występującym gościnnie.


Jak już wspomniałem warunki głosu o potężnym wolumenie, sile i blasku oraz dobra technika wokalna pozwoliły mu na śpiewanie wielkich partii w operach i dramatach Wagnera. Nie posłuchał rady Ewy Horbaczewskiej, swojej pierwszej nauczycielki śpiewu, która w liście datowanym na 17 maja 1946 pisze: „ …Tylko moje dziecko na Wagnera niezbyt się porywaj, bo to są końskie partie”. A jednak się porwał, i to z pełnym sukcesem. Przygodę z muzyką tego twórcy rozpoczął od partii Lohengrina, którą kreował w Montpellier (wcześniej podziwiano go na tej scenie w roli Fausta w operze Gounoda), Marsylii, Tuluzie, i Mulhouse. Podczas przedstawienia w tym ostatnim mieście w 1951 roku debiutowała u jego boku Régine Crespin, z czasem jedna z największych francuskich śpiewaczek operowych, szczególnie ceniona w repertuarze wagnerowskim. Ustawiczna praca nad głosem pozwoliła mu na wprowadzenie do swojego repertuaru morderczych partii Zygmunda i Zygfryda w Pierścieniu Nibelunga, Tristana w Tristanie i Izoldzie oraz nieco mniej wymagających Eryka w Der fliegende Holländer i Tannhäusera. Pisano o tych kreacjach, że są utrzymane w duchu wielkich tradycji wykonawczych w Bayreuth.

Marian Porebski 5

A jednak tęsknota za Polską z latami nie ginęła, wręcz nasilała się. Wielokrotnie przyjeżdżał do kraju i usiłował wejść w operowy świat, były to jednak starania niemal bezowocne. Udało mu się zaledwie kilka razy stanąć na polskich scenach. Pierwszą polską sceną, na której stanął była Opera Śląska w Bytomiu, gdzie na zaproszenie Stefana Beliny-Skupiewskiego 1 i 9 października 1949 roku zaśpiewał partię Radamesa w Aidzie. Wrócił na bytomską scenę 31 stycznia 1963 roku i zaśpiewał gościnnie rolę tytułowego bohatera w operze Werther Masseneta. W tym samym roku oklaskiwano go w Operze Wrocławskiej, gdzie kreował Radamesa w Aidzie Verdiego i Eleazara w Żydówce. I to już cała historia polskich występów scenicznych Mariana Porębskiego. W 1969 roku próbował kolejny raz zainteresować swoją osobą dyrektorów scen operowych. W tym celu nawiązał kontakt z Wandą Wermińską, która w 1938 roku skierowała go do Studia Operowego w Teatrze Wielkim w Warszawie. Zachowały się dwa pisma w tej sprawie. W jednym z nich 15 października 1969 roku Wermińska pisze list polecający do Roberta Satanowskiego, w tym czasie dyrektora Teatru Wielkiego w Poznaniu.


Kilka dni później 24 października Wanda Wermińska i Jerzy Czaplicki wydają poświadczone notarialnie oświadczenie na temat studiów Porębskiego w Studium Operowym przy Operze Warszawskiej. Efekt tych pism był żaden. Nikt nie był zainteresowany wykorzystaniem głosu i talentu Mariana Porębskiego na polskiej scenie operowej. Nieco więcej szczęścia miał na estradzie koncertowej. Koncerty z jego udziałem miały miejsce w Katowicach, Sosnowcu, Rybniku, Częstochowie.

Marian Porebski 2

A jednak tęsknota za krajem nie wygasa, więc Marian Porębski po ponad 50 latach spędzonych we Francji w 1990 roku decyduje się razem z żoną Dominiką Porębską-Quaśnik wrócić do kraju nie zrywając przy tym kontaktów z Francją. Przez blisko dziesięć lat szukają w Polsce swojego miejsca, co nie przychodzi im łatwo. Najpierw trafiają do Krakowa później przenoszą się do Opola, Częstochowy, w końcu osiadają w Szczecinie. A jednak to nie było to czego szukali. Wreszcie w 2000 roku trafili do Kielc, gdzie Dominika Porębska-Quaśnik, profesor muzykolog otrzymała od ręki etat pracownika naukowego w Instytucie Edukacji Muzycznej Akademii Świętokrzyskiej. Z Kielc trafili do Bilczy, gdzie urzeczeni pięknem krajobrazu kupili dom, w którym zamieszkali, i gdzie założyli swoje artystyczne archiwum, które miało być zaczątkiem ich muzeum operowego.

Marian Porębski zmarł nagle 24 lipca 2008 w Bilczy. Miał 98 lat i do ostatnich dni zachował wspaniałą formę psychiczną i fizyczną. Zgodnie z życzeniem został pochowany we Francji.

                                                                        Adam Czopek

Zainteresowanych melomanów większą ilością wiadomości o tym śpiewaku

odsyłamy na stronę  http://www.evmp.pl/, gdzie znajdują się również Jego nagrania