Richard Rodgers (1902-1979) to bodaj najbardziej związany z historią musicalu kompozytor amerykański. To jeden z tej wielkiej piątki twórców tego gatunku: Irving Berlin, George Gershwin, Jerome Kern, Cole Porter i właśnie Rodgers. Uważany jest za jednego z tych, którzy „zrewolucjonizowali” produkcje Broadwayu, nadali nowy kierunek musicalowej formie odrywając ją ostatecznie od europejskich rodowodów i tradycji – pisał Lucjan Kydryński, autor „Przewodnika operetkowego”. W życiu artystycznym Rodgersa należy wyróżnić dwa okresy współpracy z literatami (autorami tekstów piosenek): Lorenzem Hartem (1919-1942), a po jego śmierci z Oscarem Hammersteinem II (1943-1960).

Ostatnim, powstałym we współpracy z Hammersteinem był musical zatytułowany „The Sound of Music” (Dźwięk muzyki). I ten właśnie utwór miał swą najnowszą premierę w Gliwickim Teatrze Muzycznym (27.03.2014) pod tytułem „Dźwięki muzyki” – przyjęto tytuł spopularyzowany przez adaptację filmową. Libretto musicalu napisali Hovard Lindsay i Russe Crouse (na podstawie książki „The Story of the Trapp Family Singers” – „Historia śpiewającej rodziny Trappów) w świetnym polskim tłumaczeniu Andrzeja Ozgi (reżyser, aktor, piosenkarz specjalizujący się w teatrze muzycznym).Reżyserowała spektakl Maria Sartova (śpiewaczka wokalnie wykształcona przez Adę Sari i Ginę Cigna), także ceniona, również w Polsce, reżyserka oper i operetek. Scenografię (bardzo skromną ale gustowną) i światła opracował Yves Cullet, kostiumy – Tatiana Kwiatkowska, choreografię – Jacek Badurek, projekcje – Dawid Ostrowski. Kierownictwo muzyczne objął Wojciech Rodek.
„Dźwięki muzyki” miały swą światową premierę w 1959 roku w Nowym Jorku. Polska premiera musicalu odbyła się rok temu (2013) w Nowym Teatrze w Słupsku. Trudno jednak nie zauważyć, iż wspólne to dzieło Rodgersa i Hammersteina rozsławił film. W 1965 roku na ekrany kin amerykańskich wszedł film produkcji 20th Century Fox zatytułowany „Dźwięki muzyki”.

Dzięki zgrabnemu połączeniu muzyki i słowa, film ten stał się najpopularniejszym filmem muzycznym w latach 60. tych. W filmie wystąpili w głównych rolach: Julie Andrews, Christopher Plummer, Peggy Woods. Reżyserował Robert Vise.

Aktualną gliwicką produkcję należy ocenić bardzo wysoko. Doskonała reżyseria spowodowała bardzo przekonujące ujęcia postaci zarówno tych głównych, pozostałych i siedmiorga dzieciaków, których dzieje opowiada Maria, niedoszła zakonnica, potem guwernantka, w końcu druga żona ojca dzieci, kapitana Georga von Trappa.
Rzecz dzieje się w Austrii, w latach 1937-1938. Na czoło gliwickich wykonawców wysuwa się odtwórczyni roli Marii, Ewa Łobaczewska. Ta jeszcze studentka Studium Wokalno – Aktorskiego w Białymstoku, absolwentka także miejscowego uniwersytetu (filologia angielska) jest aktorsko swobodna, wokalnie bardzo dobra (ciepły, emisyjnie poprawny głos). Dodając do tych walorów naturalny wdzięk, miłą aparycję, ma wszystko, co potrzebne tej postaci. To interesująca artystka, oby udało się jej umiejętnie wykorzystywać i rozwijać swój niewątpliwy talent. W omawianym spektaklu partnerował jej Artur Święs. To aktor dramatyczny, amant, o bardzo dobrych warunkach scenicznych, występujący często i chętnie w musicalach. Kolejną większą partią wokalną jest przeorysza klasztoru, do którego miała wstąpić Maria. Śpiewa ją swym pięknym w barwie i swobodnym w brzmieniu głosem czołowa sopranistka gliwickiego Teatru, Jolanta Kremer. Znana jest ona przede wszystkim jako kreatorka div operetki klasycznej. Jolanta Kremer udowadnia po raz kolejny, iż czuje się pewnie także w musicalu. A w całym tym musicalu wszyscy (łącznie ze znakomitymi dzieciakami, bardzo przeżywającymi swój występ) mają co śpiewać, ci wcześniej wymienieni oczywiście najwięcej.

Choć musical Rodgersa w swej treści lirycznej i konstrukcji zachowań głównych bohaterów ma, wydawałoby się, coś z operetki klasycznej, i kończy się szczęśliwym finałem dla wszystkich właściwie wykonawców, nie mieści się jednak w konwencji tradycyjnej, bowiem dyskretne, widocznie rosnące zainteresowanie sobą głównych bohaterów, stanowi właściwie tło musicalu. Najważniejsze są przecież dzieci!
I tak właśnie jest to pokazane w Gliwicach.
Jacek Chodorowski