Przegląd nowości

Marko Letonja i Orchestre Philharmonique de Strasbourg

Opublikowano: środa, 02, kwiecień 2014 18:25

Orkiestra Filharmoniczna Strasburga to jeden z najbardziej prestiżowych i ciekawych zespołów Francji, którego szefem muzycznym jest od roku 2012 słoweński dyrygent Marko Letonja. Studiował on fortepian i dyrygenturę w Akademii Muzycznej w Lublanie, a następnie rozwijał swój talent pod opieką Antona Nanuta oraz w Akademie für Musik und Darstellende pod kierunkiem Otmara Suintera.

Strasburg,Marko 1

Od 1991 do 2003 roku Letonja pełnił funkcję dyrektora muzycznego Orkiestry Filharmonicznej Słowenii i w tym samym czasie błyskotliwie rozwijał międzynarodową karierę współpracując z takimi solistami jak Mścisław Rostropowicz, Vadim Repin czy Thomas Quasthoff. Jednocześnie pojawiał się za pulpitem dyrygenckim najsłynniejszych teatrów operowych (Grand Théâtre w Genewie, mediolańska La Scala, wiedeńska Staatsoper etc.). W latach 2003 – 2006 był szefem muzycznym Orkiestry Symfonicznej i Opery w Bazylei, od roku 2008 jest głównym dyrygentem Orchestra Victoria w Melbourne, zaś od dwóch lat dyrektorem muzycznym Tasmanian Symphonie Orchestra. Trzeba jeszcze zaznaczyć, że obok występów symfonicznych na czele wspomnianej Orkiestry Strasburga, Marko Letonja prowadzi regularnie spetakle operowe w miejscowej Opéra national du Rhin.


Jeśli chodzi o samą Orkiestrę Filharmoniczną Strasburga, to miałem już okazję ją niegdyś w tym miejscu przedstawiać. Przypomnę zatem tylko, że istnieje ona od 1855 roku i że swoje bogate tradycje zawdzięcza kolejno takim dyrygentom jak Hans Pfitzner, Otto Klemperer, George Szell, Hans Rosbaud, Ernest Bour, Alceo Galliera, Alain Lombard, Theodor Guschlbauer, Jan Latham-Koenig i jako ostatni – przed obecnym szefem – Marc Albrecht. Wśród dyrygentów występujących gościnnie widnieją nazwiska Felixa Mottla, Edouarda Colonne, Paula Paray, Hermanna Scherchena, Ernesta Ansermeta, Charles’a Muncha i Wilhelma Furtwänglera. Natomiast własne dzieła prowadzili tutaj Berlioz, Brahms, Saint-Saëns, Mahler, Richard Strauss, Reger, d’Indy, Boulez, a z kompozytorów polskich: Lutosławski i Penderecki. Swoją międzynarodową renomę zespół zawdzięcza częstym transmisjom telewizyjnym, obecności na słynnych festiwalach oraz licznym nagraniom płytowym obejmującym dzieła z okresu od XVIII do XX wieku – wiele z nich zostało wyróżnione cennymi nagrodami. Trudno też przecenić znaczenie odbywanych w wielu europejskich (i nie tylko) krajach tournées, na których trasie znalazła się również Polska. Osobom zainteresowanym historią Filharmoników z Alzacji gorąco polecam niezwykle rzetelnie i interesująco zredagowaną książkę „Le Conservatoire et l’Orchestre Philharmonique de Strasbourg”, której autorką jest Geneviève Honegger, żona zmarłego w 1955 roku szwajcarskiego kompozytora Arthura Honeggera.

W prezentującej bieżący sezon orkiestry książeczce programowej można przeczytać(w tekście Stéphane’a Friédéricha), że ścierające się ze sobą od dawna awangardowe czy postmodernistyczne kierunki – często uwięzione w ślepych uliczkach – mają już coraz mniej zagorzałych bojowników. Według autora dzisiejsza publiczność dokonuje wyborów repertuarowych już nie pod wpływem sporów dotyczących rozmaitych języków dźwiękowych czy estetyk muzycznych, lecz obierając sobie za główne kryterium zawarte w danym utworze emocje. Dzisiejszy świat dźwięków jest już dużo bardziej otwarty i tolerancyjny, podlega też stałej ewolucji i przemianom. Celem Marko Letonji wydaje się być zatem zachęcanie słuchaczy do przeżycia fantastycznej przygody odkrywania najróżniejszych zjawisk muzycznych, bez podejmowania jakichkolwiek prób stawiania pomiędzy nimi barier czy sztucznych linii podziału. Takie podejście znajduje swe pełne odzwierciedlenie w układanych przez Letonję - i współpracującą z nim ekipę artystyczną – programach poszczególnych koncertów. Oczywiście najprościej by było ograniczyć się do prezentowania powszechnie znanych „przebojów” symfonicznych i zapraszania słynnych solistów, co zawsze zapewnia szybką sprzedaż biletów i komplet słuchaczy na sali. Na szczęście zamiast koncertowej rutyny i stosowania sprawdzonych recept, Letonja stawia na maksymalne zróżnicowanie programów i współpracę z ciekawymi, czasem wręcz zaskakującymi osobowościami artystycznymi. Wiąże się to zawsze z pewnym ryzykiem, ale bez tego nie ma przecież w żadnej dziedzinie perspektyw rozwoju.


Na początku sezonu uczczono zatem w Strasburgu setną rocznicę urodzin Brittena wykonaniem jego War Requiem, ale w trakcie tego samego wieczoru zaproponowano na przykład Cantus in Memoriam Benjamin Britten Pärta. Nie zabraknie stałych pozycji repertuarowych, jak Symfonia n°2 Mahlera (kwiecień) i Requiem Berlioza (czerwiec), czy dajmy na to – z zupełnie innego okresu – Water Music Haendla. Natomiast zaskoczeniem było pojawienie się w programie (listopad 2013) armeńskiej baśni „Nazare le Brave” z muzyką Jean-Christophe’a Garzia, występ Maxa Raabe i jego zespołu Palast Orchester, interpretujących przeboje muzyki niemieckiej z okresu Republiki Weimarskiej (luty 2014) czy dajmy na to pomysł wykonania muzyki z filmu „Piraci z Karaibów” (maj). W bieżącym sezonie szczególnie uprzywilejowane miejsce przyznano muzyce reprezentującej kulturę słowiańską i nordycką.

Strasburg,Marko 3

Pod batutą Marko Letonji zabrzmiało więc Święto wiosny Strawińskiego (w stuletnią rocznicę powstania tego dzieła), a także utwory Szostakowicza i Rimskiego- Korsakowa. Miło też poinformować, że 6 maja Antoni Wit zaprezentuje program złożony z utworów Smetany, Rachmaninowa oraz Karłowicza (Stanisław i Anna Oświęcimowie) i Kilara (Kościelec). Dla niektórych melomanów będzie to z pewnością pierwsza okazja do poznania wymienionych kompozycji polskich twórców. Marko Letonja przywiązuje też dużą wagę do oswajania publiczności z pozycjami współczesnych kompozytorów, wśród których tym razem wyróżnieni zostaną Kaija Saariaho, Pascal Dusapin i Toru Takemitsu. Na pewno warto zapowiedzieć projekt wykonania w kwietniu Koncertu na altówkę Bretta Deana, w którym partię solową zagra sam kompozytor (jeszcze do niedawna grający w zespole Filharmoników Berlińskich). Tak jak zazwyczaj, tak i w tym sezonie wraz z Orkiestrą Strasburga występują doskonali dyrygenci (Bernard Labadie, Thomas Zehetmair, Theodor Guschlabauer, Friedemann Layer czy Eckehard Stier) oraz wybitni soliści (Isabelle Faust, Lars Vogt, Kit Armstrong, Steven Osborn, Nikolaï Demidenko, Kirill Gerstein, Radek Baborák, Sébastien Giot). Ponadto omawiając aktywność artystyczną orkiestry nie można pominąć koncertów kameralnych, w których biorą również udział jej członkowie, a także rozmaitych działań edukacyjnych organizowanych głównie z myślą o środowiskach szkolnych i publiczności familijnej.


Frapującym jest fakt, że pomiędzy muzykami Orkiestry Filharmonicznej Strasburga i jej obecnym szefem panuje pełne porozumienie, a nawet łączą ich więzy otwarcie manifestowanej życzliwości i szczerej sympatii, co przecież – jak wiemy – nie jest szeroko rozpowszechnioną regułą. Oczywiście ma to ogromne znaczenie dla owocnej i efektywnej pracy, a także wpływa bezpośrednio na poziom artystyczny zespołu. Marko Letonja cieszy się wśród instrumentalistów dużym autorytetem i zaufaniem, on zaś ze swojej strony nie żałuje czasu, zapału, energii i starań, aby muzycy mogli czerpać ze swojej działalności jak najwięcej satysfakcji i zawodowego spełnienia. Korzystają na tym słuchacze, nawet jeżeli są czasem zaskoczeni proponowanym im programem koncertu, i szczelnie wypełniają salę, mając pewność, że są traktowani poważnie i z szacunkiem.

Strasburg,Marko 2

Mogłem to stwierdzić osobiście, w trakcie mojej wizyty w Strasburgu, do którego wybrałem się na zaproszenie dyrekcji orkiestry i jej biura prasowego (szczególnie gorące podziękowania kieruję do pana Patrick Minard i pani Viviane Andolfi). Dodatkową motywacją był oryginalnie zaplanowany program koncertu (27 marca), pozwalający usłyszeć rzadko lub prawie nigdy nie wykonywane utwory (to jest zresztą jeden z celów Marko Letonji). Na otwarcie wieczoru zabrzmiała muzyka do baletu w jednej odsłonie: Parade Erika Satie, zainspirowana tekstem Jean Cocteau, a wykreowana w 1917 roku w paryskim Théâtre du Châtelet. Tematem baletu jest reklamowa parada w stylu amerykańskim, stająca się tutaj pretekstem do napisania rodzaju fantazji, mającej wiele wspólnego z teatrem muzycznym. Ta minimalistyczna w formie partytura Satiego odwołuje się do najprzedziwniejszych „instrumentów” (na przykład koło rowerowe czy podłużne balony, które wprawione w ruch wydają rodzaj świstu) i wykorzystuje pełny skład „poważnej” orkiestry symfonicznej w zaskakująco nietypowy i parodystyczny sposób. Fałszywa naiwność tej z założenia prymitywnej, całkowicie anarchicznej muzyki celowo stawia słuchacza w dość niekomfortowej sytuacji, ale ostatecznie wprawia go również w szczere rozbawienie.


Precyzyjnie prowadzeni przez Letonję Filharmonicy ze Strasburga doskonale wczuli się w ironiczny klimat tej dającej dość ograniczone pole do popisu muzyki i wykazali się dużym poczuciem tak tutaj niezbędnego humoru. Podobnie zresztą jak podczas wykonywania drugiej pozycji z pierwszej części koncertu, a mianowicie wyjątkowo specyficznego utworu Heinza Karla Grubera (ur. 1943) Frankenstein!! Un Pan-Demonium pour chansonnier et orchestre (Pandemonium na piosenkarza i orkiestrę), nota bene odpowiadającego charakterem kompozycji Erika Satiego. Pochodzący z Wiednia Gruber jest kontrabasistą i kompozytorem, szansonistą i aktorem, a także dyrygentem.

Strasburg,Marko 4

Współpracował niegdyś z ansamblami uprawiającymi muzykę współczesną, ale nie jest zakładnikiem jakiejś bliżej określonej estetyki. Interesuje się bowiem w równej mierze piosenką, muzyką lekką i filmową, co muzyką symfoniczną, nie cofając się przed żadnym dźwiękowym doświadczeniem czy eksperymentem. W jego katalogu znajdują się utwory reprezentujące najróżniejsze gatunki, jednak z przewagą kompozycji wokalnych, orkiestrowych i koncertowych. Wykonane w Strasburgu dzieło opiera się na rymach dziecięcych wywiedzionych z tekstu wiedeńskiego pisarza Hansa Carla Artmanna (1921-2000) i znajduje się na pograniczu kabaretu i opery, przywołując rozmaite postacie z komiksów i popularnych filmów. Kompozytor wskrzesza jakby pojawiających się w dziecinnym śnie (lub koszmarze) bohaterów: Frankensteina, Supermana, Robin Hooda, Batmana, Drakulę, John Wayne’a czy Jamesa Bonda, a ich ujęte w dźwięki mini-historyjki posiadają komiczny, choć nieraz także wręcz makabryczny charakter. Orkiestracja wykorzystuje tradycyjny zespół symfoniczny, ale wzbogaca go o szeroki wachlarz instrumentów-zabawek (trąbka samochodowa, pianino-zabawka, najróżniejsze trąbki i flety z plastiku, dziecięce perkusje), które niejako dublują poszczególne sekcje instrumentalne lub występują samodzielnie.


Wszakże najważniejszą rolę w wykonaniu całej kompozycji odgrywa piosenkarz-szansonista - w tym przypadku jest nim sam Heinz Karl Gruber. Zachowuje on całkowitą powagę, kontroluje oszczędne gesty i w imponującym stylu wykorzystuje wszelkie możliwe środki wokalne: śpiewa, szepce, naśladuje wykonawcę pieśni lirycznych, ale unika stylu bel canto, prezentuje szeroką paletę dynamiczną głosu. Do tego stosuje bogatą mimikę twarzy i gra na dziecięcych instrumentach. Także i w tym przypadku muzycy ze Strasburga bezbłędnie odnaleźli się w specyficznej przecież konwencji i pod czujną, wszak lekką batutą Letonji w pełni oddali zabawny, a czasem jednak niepokojący klimat tej szczególnej kompozycji (wykreowanej w roku 1978 przez Royal Liverpool Orchestra pod dyrekcją Simona Rattle).

Strasburg,Marko 5

Po przerwie Marko Letonja zaproponował utwór innego współczesnego kompozytora - Bernarda Herrmanna (1911-1975), znanego przede wszystkim z twórczości w zakresie muzyki filmowej. Wystarczy choćby przypomnieć jego ścieżki dźwiękowe do takich filmów jak „Wojna światów”, „Obywatel Kane” i „Wspaniałość Ambersonów” Orsona Wellesa, „Psychoza”, „Ptaki” i „Vertigo” Alfreda Hitchcocka, a także filmów Francoisa Truffaut i Martina Scorsese („Taxi Driver”). Podczas rzeczonego koncertu zabrzmiała właśnie suita „Vertigo” (w wersji polskiej „Zawrót głowy”) do wzmiankowanego wyżej filmu Hitchcocka, muzyka oscylująca na pograniczu opery bez słów i poematu symfonicznego. Marko Letonja sugestywnie wydobył obsesyjne tematy i spiralne efekty tej stale balansującej pomiędzy molowym i durowym trybem muzyki. Hipnotyczny rytm i niemalże wywołujące tytułowy zawrót głowy zawirowania dźwiękowe – bezbłędnie sprzężone z ruchami kamery Hitchcocka – zostały przez słoweńskiego dyrygenta oddane w zaiste wzbudzający uznanie sposób. Potrafił on też celnie ukazać precyzyjnie przez Herrmanna zaplanowane zderzenia odcinków o niemalże klasycznej równowadze z motywami o współczesnej proweniencji, a nawet z klasterami.


Ostatnią pozycją wieczoru była wzorcowo wykonana Symfonia h-moll n°6 Szostakowicza, dzieło zaskakujące praktycznie nigdzie indziej nie stosowaną w symfonice gradacją temp. W pierwszej, lirycznej i bardzo melodycznej części Largo temat najpierw pojawia się w niskich instrumentach smyczkowych i dętych drewnianych, a następnie przechodzi do innych instrumentów i ogarnia całą orkiestrę. Letonja po mistrzowsku podkreślał słabo osadzone harmonie, plastycznie malował ponure i tragiczne klimaty tego ogniwa, intrygująco kreślił meandryczne linie melodyczne.

Strasburg,Marko 6

W części drugiej, Allegro, ekspansywną i błyskotliwą partię orkiestry dyrygent łagodnie doprowadził do niespodziewanego i tajemniczego piana, zaś w końcowym Presto nadał interpretacji jeszcze szybsze tempo i ekspresyjno-żywiołowy charakter. Pod jego batutą Orkiestra Filharmoniczna Strasburga ujmowała intensywnie nasyconym dźwiękiem, bezbłędnie utrzymanymi proporcjami dynamicznymi, wewnętrzną spoistością i rozległą skalą płynnego ruchu. Mamy tu niewątpliwie do czynienia z zespołem o uniwersalnym emploi, zdyscyplinowanym oraz porywającym kolektywną muzykalnością i maestrią techniczną. Pod dyrekcją Marko Letonji Filharmonicy ze Strasburga udoskonalają swoją sztukę i są w stanie podejmować coraz ambitniejsze i niekonwencjonalne wyzwania artystyczne, czego omawiany koncert był wymownym przykładem. Trudno się zatem dziwić, że ich występy cieszą się coraz większą popularnością i przyciągają także i międzynarodową publiczność.

                                                                                 Leszek Bernat