W koncercie kameralnym w sali Laboratorium CSW w Warszawie przygotowanym przez aktywnie działającą Polską Orkiestrę Sinfonia Iuventus najciekawsze były utwory Ignacego Zalewskiego, kompozytora - rezydenta w tym sezonie koncertowym młodego zespołu. Ponoć to właśnie muzycy SI zaproponowali kierownictwu, aby Ignacy Zalewski otrzymał tę zaszczytną funkcję.
Zobowiązuje ona kompozytora, aby napisał jeden utwór symfoniczny specjalnie dla „swego” zespołu, co już był wykonał, a także aby doprowadził do wykonania w tym czasie przynajmniej trzech własnych utworów. Dla kompozytora jest to sytuacja bardzo korzystna, bo uzyskuje gwarancję, że jego praca na coś się przyda, będzie słuchana, komentowana, promowana w różnych miejscach, a poza tym dostarczy nieco pieniędzy. Dla orkiestry też może to być ciekawe i pożyteczne doświadczenie. Rozszerza swój repertuar o nowe, nikomu jeszcze nie znane kompozycje, ćwiczy swój warsztat i kontaktuje się bezpośrednio z twórcą, który być może ma inną niż wykonawcy wizję swego utworu.
Szefowie orkiestr nie zawsze wspominają uwagi żyjącego i obecnego kompozytora jako przyjemne, ale na pewno są to kontakty interesujące i pouczające dla ich zawodowej praktyki. Dyrygując dziełami Mozarta czy Beethovena mogą się jedynie porównywać z setkami wcześniejszych wykonań i klasycznych już nagrań, ich inwencja artystyczna pozwala działać w ściśle określonych, ale dosyć wygodnych ramach. W przypadku twórczości całkiem nowej trzeba układać myśli muzyczne na terenie zupełnie dziewiczym, bez jakichkolwiek wzorów, nie znając do końca rezultatu tych poszukiwań, a dodatkowo ścierając się z uwagami autora, który „wie lepiej” o co w tym wszystkim chodzi.
Na koncercie kameralnym muzycy Sinfonii zagrali na wstępie Koncert na 10 instrumentów Zalewskiego. Zespół składający się z muzyków sekcji smyczkowej (skrzypce, wiolonczela i kontrabas) oraz dętej i fortepianu występował bez dyrygenta, choć właściwie pałeczkę dzierżył tutaj perkusista, który miał przypisane przez kompozytora najbardziej odpowiedzialne zadanie. Koncert (ponoć jest też jego wersja na cały skład orkiestry symfonicznej) okazał się kompozycją neoklasyczną w stylu, umiarkowanie awangardową, bardzo sprawnie jednak operującą warsztatem kompozytorskim. Motywy i tematy inicjowane przez poszczególne instrumenty były proste, kilkudźwiękowe, jednak głównym tworzywem spajającym całość okazał się rytm, i to wcale nie prosty, prymitywny, rockowy, ale dosyć wyrafinowany metrycznie i kolorystycznie. Pozostali instrumentaliści musieli ze swymi solówkami wpisać się w zaplanowany przez kompozytora krajobraz, w którym zdarzały się rozmaite odmiany rytmów prostych i złożonych. Muzycy prowadzili więc z perkusistą ciekawy dialog, zarówno rytmiczny, jak i melodyczny, bowiem artysta ten korzystał głównie z instrumentów o określonej wysokości, choć wydających dźwięki po uderzeniu pałeczką.
Drugim utworem Zalewskiego był zamykający koncert Poemat na orkiestrę smyczkową prezentowany w formie nagrania (dokonanego przez firmę DUX z udziałem Radomskiej Orkiestry Kameralnej pod kierunkiem Macieja Żółtowskiego) dodatkowo z bardzo interesującą i profesjonalnie dopasowaną do muzyki prezentacją multimedialną Krzysztofa Kozłowskiego. Tutaj jeszcze silniej dało o sobie znać neoklasyczne zauroczenie Ignacego Zalewskiego i jego doskonałe panowanie nad muzycznym tworzywem. Poemat miejscami pobrzmiewał najznakomitszymi przejawami twórczości Grażyny Bacewicz, ale nie był wtórny wobec tych znakomitości, zaś towarzyszące mu animacje wideo wydawały się szalenie logiczne i dowodzące dużej muzycznej wrażliwości autora oprawy wizualnej.
We wspomnianym koncercie kameralnym wykonano także utwory Strawińskiego, Lutosławskiego i Messiaena, Na ich tle kompozycje Ignacego Zalewskiego nabrały jakby większej wartości, choć oczywiście fragmenty Kwartetu na koniec czasu Messiaena wprowadzały słuchaczy w absolutnie niepowtarzalny krajobraz brzmieniowy.
Joanna Tumiłowicz