Kompilacja, która została przygotowana, a której premiera odbędzie się 25 marca, to zbiór niezwykle sugestywnych emocjonalnie kompozycji, w których zarówno twórcom, jak i wykonawcom udało się uchwycić pewną dwoistość, wahanie pomiędzy smutkiem, a nawet wściekłością i pasją, która zmusza nas do podejmowania wysiłku życia. Arcydzieła literatury muzycznej pochodzącej z XIX i XX wieku oddają uczucie największego napięcia, ustępującego gdzieniegdzie tylko nieśmiałemu odprężeniu.

Najdoskonalsza do opisania skrajnych uczuć wydaje się muzyka z epoki romantyzmu. Kontrasty i charakterystyczna dla niej egzaltacja targają nami tak silnie, że niejednokrotnie wzruszenie doprowadza słuchaczy do łez. Jak bowiem oprzeć się dojmującemu smutkowi, który z dzieła Schumanna wydobywa znakomity francuski wiolonczelista Gautier Capuçon, albo sile wyrazu Trio Élégiaque Rachmaninowa w interpretacji Denisa Kozhukhina, Renauda Capuçona i Yana Levionnoisa?
W kompozycjach Szostakowicza odnajdujemy czystą nostalgię, zaś w słynnym koncercie fortepianowym Ravela doświadczamy emocji różnorodnych, często skrajnych, lecz przede wszystkim łączących w fascynujący sposób to, co wewnętrzne, z dźwiękami świata zewnętrznego pełnego ruchliwości i gwaru. Fenomenalny kwintet fortepianowy polskiego kompozytora romantycznego Juliusza Zarębskiego wrzuca nas ponownie w świat uczuć najbliższych dojmującemu smutkowi. Pomiędzy giętkimi melodiami Rimskiego-Korsakowa, szeroką frazą Rachmaninowa i płynnością Schumanna balansujemy na granicy rozpaczy, której jednak nie sposób przekroczyć, dopóki w oddali skrzy się choćby iskierka nadziei.
Gdy brakuje słów…
Rozdarcie pomiędzy umiłowaniem życia a upodleniem, pasją a bezradnością jest częścią także naszej rzeczywistości. Czy człowiek w ubóstwie doświadcza jedynie frustracji i rozgoryczenia? Jakie pragnienia kryje twarz, zastygła w masce smutku? Oczy Pomarańczarki nie kryją w sobie prostych odpowiedzi. Są w nich natomiast tysiące wyrazów, których znaczenie wzajemnie przenika się, wyklucza, błądzi w niemej bezsilności zaprzeczenia sensu ludzkiego istnienia, a jednocześnie jego kwintesencji. Obraz Gierymskiego zdaje się stawiać pytanie o to jak można wyrazić, choć część złożonych odcieni ludzkiej duszy? Zamiast słów odnajdujemy w oczach staruszki muzykę. Niejednoznaczną, chwytającą za serce, daleką od radości, a przecież w nieodparty sposób piękną.