Multikino w tym sezonie proponuje operowej publiczności kilka odświeżonych nagrań wideo arcydzieł muzycznych. Niedawno mieliśmy do czynienia z cyfrową rekonstrukcją historycznego nagrania filmowej inscenizacji opery Giacomo Pucciniego Madama Butterfly z 1974 roku. Same nazwiska realizatorów mogą przyprawić o drżenie. Przy pulpicie dyrygenckim stanął Herbert von Karajan. Widowisko wyreżyserował Jean-Pierre Ponelle, a do głównych ról zaproszono Mirellę Freni i Placido Domingo.

Również pozostałe role powierzono sławnym śpiewakom: Suzuki – Christa Ludwig, Sharpless – Robert Kerns, Goro – Michel Senechal, Yamadori – Giorgio Stendoro i Bonza – Marius Rintzler. Orkiestra i chór pochodziły z Wiednia, a nagrania dokonała firma DG.
We wcześniejszej rejestracji audio partnerem Mirelli Freni był Luciano Pavarotti, ale reżyser wybrał jednak późniejszy zapis studyjny dźwięku z Placido Domingo w głównej partii tenorowej. Filmowa wersja opery jest więc zrealizowania jako play-back, a to pozwoliło twórcom filmu na dużą swobodę w kreowaniu akcji na ekranie i tworzenie scen, w których bohaterowie np. wcale nie ruszają ustami, a śpiew jest jakby ich głosem wewnętrznym. Przy okazji ujawnił się wspaniały talent aktorski Mirelli Freni, która wcześniej nie występowała w Madama Butterfly na operowej scenie, podobnie zresztą jak Christa Ludwig – jej powiernica i służąca.
Jak wygląda cyfrowa rekonstrukcja legendarnego nagrania? Można powiedzieć, że ani głosy nie brzmią „jak ze starej płyty”, ani obraz nie trąci myszką. Opera stawia nie tylko na estetykę brzmienia, ale także psychologiczny rys postaci, co Jeanowi-Pierrowi Ponelle udało się znakomicie. Może jedynie duet miłosny Butterfly i Pinkertona rozgrywający się w dosyć rachitycznie rosnącej trawie, którą Cio-Cio-San nazywa ogrodem, wygląda trochę kontrowersyjnie.
Sprawdziła się z tej realizacji bardzo ważna zasada, o której często zapominają współcześni realizatorzy. A mianowicie w operze muzyka jest najważniejsza. Jej wspaniałe wykonanie artystyczne nadaje tempo i głębię realizacji. Obraz tak ważny dla wielu wtedy tylko podbija wartość wykonania i nie zawsze trzeba się silić na jakieś wspaniałe, „odlotowe” pomysły reżysersko- scenograficzne.
Z niecierpliwością czekamy teraz na kolejne cyfrowe rekonstrukcje dzieł operowych sprzed 30-40 lat z serii LEGENDS. Ciekawe czy kreacje współczesnych gwiazd opery też za jakiś czas staną się legendarne?
Joanna Tumiłowicz