Gdy w 1959 roku Marta Eggerth pojawiła się w Polsce i wystąpiła na estradzie koncertowej, jeden z krytyków napisał: „Czym tak bezkompromisowo podbiła Marta Eggerth serca warszawskiej i nie tylko warszawskiej publiczności? Składa się na to wiele czynników, z których najważniejsze to nieodparty urok i wdzięk śpiewaczki, głos zachwycający barwą i czystością, wreszcie umiejętność nawiązania bezpośredniego kontaktu z widownią od pierwszej chwili pojawienia się na scenie” (Z. Z. „Śpiewamy i tańczymy” nr 5/1959r.).

Marta Eggerth była obiektywnie rzecz ujmując śpiewaczką wybitną, znaną i popularną w świecie. Dla Polaków jednak bardziej przeszła do historii jako małżonka Jana Kiepury. Wielkiego tenora poślubiła w 1936 roku i odtąd przez 30 lat (do przedwczesnej śmierci Jana Kiepury w 1966 roku) stanowili zgodny, niemal wzorcowy duet artystyczny. „Będzie to brzmieć zbyt banalnie, lecz trudno mi było nie stwierdzić całkiem obiektywnie, że matka przez 30 lat zajmowała w życiu ojca miejsce centralne, partycypowała w jego sukcesach, planach i osiągnięciach zarówno w pracy artystycznej, jak i w życiu rodzinnym” - powiedział ich syn, Marian Wiktor (W. Pawłowski, „Tygodnik Kulturalny”, 29.05.1977r.).
Dowodem na to stwierdzenie niech będą choćby ich wspólne występy na Broadwayu, w Mayestic Theatre w „Wesołej wdówce” w latach 1943–1946 XX wieku. A było tych przedstawień ponad 2000!. Marcel Pravy (1911-2003), wybitna indywidualność w świecie sztuki, doktor prawa i filozofii, muzykolog, honorowy członek dyrekcji wiedeńskiej Opery (nazywany Pan Opera), od 1936 roku sekretarz Jana Kiepury, tak wspominał: „Zawsze występował [Jan Kiepura] z żoną, Martą Eggerth, wspaniałą śpiewaczką i aktorką, a poza tym piękną, uroczą kobietą. Muszę przyznać, że razem robili furorę” (J. Zachuta, „Dziennik Polski”, 30.08.2002r.).

Działalność artystyczna śpiewaczki trwała długo, nawet bardzo długo, bo od 1922 roku do 2006 (oczywiście z intensywnością stosowną do wieku). Marta Eggerth, jak podały agencje z końcem roku 2013, zmarła w swoim domu, w Rye koło Nowego Jorku, 26 grudnia 2013 roku. Jej credo artystyczne zawsze brzmiało: „W śpiewie wyrażam tyle rzeczy z mego życia. Moja dusza jest nimi wypełniona.
Jeśli tylko udaje mi się coś z tego przekazać słuchaczom, odrobinę prawdy o tym czym jest życie – czuję, ze wykonałam swoje zadanie” wspomina śpiewaczka (A. Okońska, „Ruch Muzyczny” nr 10/13.05.2012r.).

A wszystko zaczęło się w Budapeszcie, gdy 17 kwietnia 1912 roku w rodzinie węgierskiego bankiera Paula Eggertha i żydowskiej śpiewaczki operowej i nauczycielki Tilly Herzog, urodziła się córka Marta. Była „cudownym dzieckiem”. Mając 11 lat, po przesłuchaniu (zaśpiewała na nim arię z opery „Madama Butterfly”!) wystąpiła w mało znanej operetce „Mannequin”. Kolejne lata to występy w Teatrze Węgierskim w Budapeszcie oraz w Węgierskiej Operze Państwowej, a także w teatrach Danii, Holandii i Szwecji. A ówczesny jej repertuar, to lalka Olimpia w „Opowieściach Hoffmanna” Offenbacha i Małgosia w „Jasiu i Małgosi” Humperdincka. Sama artystka wspomina: „Moja matka Tilly Herzog była sopranem koloraturowym, a ja miałam może pięć procent jej nadzwyczaj dźwięcznego, obdarowanego cudowną barwą głosu, ale bardzo chciałam śpiewać i jako dziesięciolatka występowałam już całkiem serio. Okrzyknięto mnie nawet cudownym dzieckiem.
Może to brzmi trochę niewiarygodnie, ale pisano dla mnie operetki z rolami dla dzieci. Miałam sporo szczęścia” (J. Zachuta, „Dziennik Polski”, 30.08.2002r.). Ważnym epizodem w życiu artystycznym młodziutkiej śpiewaczki były występy w operetce Imre Kálmána „Fiołek z Montmartre”. Martę zarekomendowała swemu bratu, jego siostra. Spektakle odbywały się w Wiedniu i Hamburgu, a Marta dublowała słynną Adelę Kern. Potem była jeszcze hamburska inscenizacja „Zemsty nietoperza” J. Straussa i partia Adeli.

W roku 1927 sztuką sceniczną i wokalną Marty Eggerth zainteresował się film. Związała się z berlińską wytwórnią UFA. A jej debiut filmowy, to pierwszy dźwiękowy film węgierski „Jedyna panna na świecie” (rola Katinki, reżyseria; Gaál Béla). Wśród tych filmów było kilka znanych operetek, może nie tyle sfilmowanych ze sceny ile opartych na fabule i treści, zwłaszcza muzycznej, oryginałów. Były to więc „Czardaszka” (Sylva Varescu, 1934), „Kwiat Hawajów” (Laya, 1932/33), „Carewicz” (Mary Colin, 1933), „Skowronek” (Margit,1936), „Kraina uśmiechu” (Lissy Licht, 1952). Najważniejszym jednak, z punktu widzenia dalszego życia i działalności artystycznej, okazał się jej film „Dla ciebie śpiewam” („Mein Herz ruft nach dir”, reż. Carmine Gallone, 1934) z Janem Kiepurą.
Piosenki dla tego filmu skomponował Robert Stolz. Z udziałem Jana Kiepury były jeszcze: „Czar cyganerii” (muzyka R. Stolz, reż. Geza von Bolvary, 1937), „Valse brillante” (adaptacje wokalne: Paul Bonneau, reż. Jean Boyer, 1949), „Kraina uśmiechu” (muzyka F. Lehár, reż. Hans Deppe, 1952). Swoistą ciekawostką jest fakt, iż w filmie „Valse brillante” Marta i Jan brawurowo interpretują wokalną wersję „Marsza tureckiego” Mozarta.

Przypominając zaś swe narodowe pochodzenie Kiepura śpiewa mazurki Wieniawskiego po polsku, a Marta czardasza J. Hubaya po węgiersku. W latach przedwojennych Marta wystąpiła w 30 filmach muzycznych. W sumie nakręciła ich 41. Ich szczegółowe zestawienie przynoszą strony internetowe (pl.wikipedia.org/marta_eggerth). To właśnie kino uczyniło z niej wielką gwiazdę .Zachowała się następująca recenzja jednego z jej filmów „Gdy kochać nie wolno” (tytuł oryginalny „Casta diva”): „Powstanie i przebieg kariery kompozytorskiej Belliniego, romantyczny fragment miłosny i jego tragiczne zakończenie – oto w paru słowach opowiedziana treść tego filmu. Marta Eggerth, wypożyczona przez wytwórnię angielską, nie czuje się dobrze w roli małej, nieszczęśliwie zakochanej Włoszki, ma jednak parę mocniejszych momentów w końcowych partiach filmu. Kilka fragmentów z oper Belliniego, a przede wszystkim z „Normy”, wykonała przepięknie” (R. R. „Kino”, 11.07.1937r.).
Wojna, siłą rzeczy, znacznie ograniczyła i zmniejszyła aktywność sceniczną i koncertową małżeńskiego duetu. Przewidując eskalację narastającego faszyzmu i nastrojów antysemickich i mając samemu (oboje) korzenie żydowskie, małżonkowie w dwa lata po ślubie zamieszkali na południu Francji, a w 1939 roku wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych.

Podczas gdy Jan wypełniał swój kontrakt z Metropolitan Opera w Nowym Jorku, Marta dostała propozycję objęcia roli w musicalu „Higher and Higher” („Wyżej i wyżej”, muzyka Richard Rodgers) w Schubert Theatre na Broadwayu.

„Miała też i swój operowy debiut w Ameryce: u boku męża w „Cyganerii” w Chicago Civic Opera” (A. Okońska, „Ruch Muzyczny” nr 10/13.05.2012r.). Były również koncerty w Rio de Janeiro, São Paulo, na Kubie i w Kanadzie. W okresie 1942-1943 związała się z Metro-Goldwyn-Mayer, ale zagrała tylko w dwu filmach (z Judy Garland i Gene Kellym). Na własną prośbę została zwolniona z wypełniania kontraktu. „Praca dla Metro-Goldwyn-Mayer przyniosła Marcie kolejne życiowe rozczarowanie.
Gwiazda filmu europejskiego zeszła nagle w cień gwiazd amerykańskich” (A. Okońska, „Ruch Muzyczny” nr 10/13.05.2012r.). Po wojnie,w 1947 roku, wrócili więc małżonkowie z małym synkiem Janem Tadeuszem (1944) do Europy. Zatrzymali się we Francji. Marta krótko występowała w Operze Paryskiej i zagrała w kilku filmach. Do Ameryki powrócili w połowie lat 50 – tych już z dwójką dzieci, w Paryżu urodził się bowiem Marian Wiktor (1950). Osiedlili się w posiadłości w Rye (Rye Westchester Country).

Niespodziewany cios przyszedł w sierpniu 1966 roku, gdy nagle zmarł Jan. To był dla Marty prawdziwy wstrząs. „Od tamtej chwili nie występowała przez dobrych kilkanaście lat. Nie chciałam już nigdy więcej śpiewać, wspomina – ale matka powiedziała mi: śpiewałaś przed Janem. Śpiewałaś już jako mała dziewczynka. Powinnaś nadal śpiewać.
To będzie dobrze dla twoich dzieci, zobaczą, że nie poddałaś się. A nie wolno ci się poddać. Do głosu matki przyłączyli się z czasem także synowie i przyjaciele” (A. Okońska, „Ruch Muzyczny” nr 10/13.05.2012r.). Marta posłuchała. I tak w swe 80-te urodziny (1992) wystąpiła w wiedeńskiej „Robert Stolz Revue - Servus Du”.W urodziny 90-te (2002) śpiewała w wiedeńskim Theater an der Wien, w kwietniu 2006 roku zaśpiewała w nowojorskiej Scandinavia House/Victor Borgehall.
Na scenę wróciła do musicali, epizodów filmowych, koncertów dobroczynnych, recitali łączonych z opowieścią o jej życiu, a przede wszystkim do kursów mistrzowskich, na których chętnie, z olbrzymią serdecznością i fachowością doskonaliła talenty wokalne. Jej dewizą pedagogiczną było: „O śpiewaniu decyduje motywacja. Nie mogę powiedzieć ci jak masz śpiewać, mówię ci tylko zrozum, poczuj o czym śpiewasz”. Z rodzinnym krajem męża łączyły ją serdeczne więzi. Często przyjeżdżała do Polski, z mężem, a po jego śmierci sama lub z którymś z synów. Zupełnie dobrze nauczyła się mówić po polsku. „Sławna artystka uroczo wygląda i doskonale mówi po polsku” (J. Parzyński, „Przekrój” nr 1703/1977r.).Powtarzała: „Dla mojego męża ogromnie ważne było to, byśmy mogli ze sobą rozmawiać w jego macierzystym języku” (E. Solińska, „Życie Warszawy”, 27/28.05.1989r.).

W roku 2012 Prezydent RP odznaczył Martę Eggerth-Kiepurową Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.
Przy opracowywaniu tego szkicu korzystałem głównie z:
- Wacław Panek: Jan Kiepura (1902-1966) – biografia artysty (praca doktorska, Opole 2006)
- Agnieszka Okońska – „Sto lat życia? To za mało” (art. „Ruch Muzyczny” nr 10/2012r.)
- strona internetowa pl.wikipedia.org/marta_eggerth
Jacek Chodorowski