Przegląd nowości

Norah i Arnold

Opublikowano: czwartek, 02, styczeń 2014 15:50

Można powiedzieć, że Polskie Radio, Program II w końcówce roku 2013 wzbogaciło swoich słuchaczy o dwie znakomite realizacje Traviaty Verdiego. Pisałam już o retransmisji premiery z La Scali, z udziałem doskonałych solistów (Piotra Beczały i Diany Damrau). W wieczór sylwestrowy otrzymaliśmy bezpośrednią transmisję koncertowego wykonania tego samego dzieła z sali Filharmonii Narodowej w Warszawie.

Norah Amsellem 1

Tutaj w roli Violetty wystąpiła francuska gwiazda teatrów operowych świata (m.in. Royal Opera House Covent Garden, Metropolitan Opera, La Scala, Vienna Staatsoper opery w Berlinie, Monachium, Paryżu, Turynie, Madrycie, Barcelonie, Florencji, Seattle, Filadelfii, Waszyngtonie, Buenos Aires) Norah Amsellem. Partnerowali jej wyłącznie polscy soliści: Arnold Rutkowski - Alfredo (tenor), Artur Ruciński - Germont (baryton), Anna Lubańska - Flora oraz służąca Annina (mezzosopran) oraz soliści z Chóru Filharmonii Narodowej. Całością dyrygował maestro Jacek Kaspszyk.


Wykonanie koncertowe pozwoliło się skupić na samej muzyce, na śpiewie i akompaniamencie orkiestrowym. O ile w Mediolanie publiczność zareagowała owacją tylko pod adresem sopranistki wykonującej tytułową rolę, to podczas tego wieczoru każda dobrze wykonana aria, każdy duet był nagradzany brawami, a najbardziej popisowe fragmenty spotkały się z gromkimi owacjami.

Arnold Rutkowski 81-10

Prowadzenie całości przez dyrygenta wydawało się niekiedy zbyt masywne, ale to oczywiście sprawa ustawienia mikrofonów i reżyserii sygnału dźwiękowego. Było kilka momentów, gdy orkiestra się spóźniała, ale takie sytuacje należały do wyjątków. Na początku opery wydawało się też, że oboje soliści, Norah i Arnold zbyt mocno „falują” swymi głosami, stosują nadmierną wibrację, która jest często przywarą śpiewaków starszego pokolenia. Jednak już pierwsza popisowa aria Traviaty zniwelowała to przykre wrażenie.


Duże i pozytywne zaskoczenie wzbudziła partia tenorowa w wykonaniu Arnolda Rutkowskiego. Ten młody śpiewak robi szybką karierę międzynarodową i najwyraźniej idzie po śladach Piotra Beczały. W Polsce dał się poznać m.in. wykonaniem głównych ról tenorowych w Operze Wrocławskiej, jednak tego epizodu nie wymienia nawet w swej oficjalnej biografii w internecie. W tej chwili śpiewa głównie w teatrach niemieckich, m.in. Deutsche Oper am Rhein Dusseldorf, Staatsoper Berlin i Staatsoper Hamburg, ale także Finnish National Opera w Helsinkach, Volksoper w Wiedniu, Teatro de la Opera w San Juan, Phoenix Metropolitan Opera, Michigan Opera Theatre w Detroit, Royal Opera House w Stockholmie i Opera de Toulon.

Artur Rucinski 347-3

Jego tenor brzmi dźwięcznie, jest ciemny w barwie i z łatwością pokonuje najeżone wysokimi nutami partytury Verdiego. Trzecim solistą w Traviacie był baryton Artur Ruciński, który także próbuje swych sił w różnych teatrach zachodnich i rosyjskich, ale silniej jest związany z Teatrem Wielkim - Operą Narodową w Warszawie. Głosowo spisał się świetnie. Potrafił miękko i ciepło śpiewać fragmenty liryczne, a mocno, bez forsowania, wręcz dramatycznie operować głosem w chwilach wyrażających zdecydowanie. Dobrze też wokalnie wypadła Anna Lubańska, której partie zbyt skromne ilościowo stawiały ją jednak w drugim szeregu. Na uznanie zasługuje wykonanie drobnych partii wokalnych przez solistów z Chóru Filharmonii Narodowej przygotowanego bardzo dobrze przez Henryka Wojnarowskiego. Chórzyści obsadzili m.in. role lekarza, barona, posłańca itd. Wieczór zakończył się życzeniami i bisem najbardziej znanego i radosnego fragmentu operowego : Libiamo ne' lieti calici.

                                                                      Joanna Tumiłowicz