Przegląd nowości

„Poławiacze pereł” we Wrocławiu, czyli trochę Bollywood

Opublikowano: środa, 20, listopad 2013 12:49

Czy się to komuś podoba czy nie, i czy jest w stanie docenić fakt, to Opera Wrocławska wyrosła nam na teatr, gdzie wielkie widowiska operowe stały się dobrze pojętą tradycją. Megaprodukcje prezentowano w tym mieście niemal we wszystkich możliwych miejscach. Przy bulwarze Włostowica na Ostrowie Tumskim wystawiono Giocondę Ponchiellego, na dachu Galerii Dominikańskiej oglądano Skrzypka na dachu, atrium hotelu Forint było miejscem, gdzie zrealizowano Carmen, na Wyspie Piaskowej pokazano Otella Verdiego, pergola przy Hali Ludowej okazała się idealnym miejscem dla Napoju miłosnego Donizettiego.

Polawiacze perel 354-40

Dwukrotnie wprowadzono operę na stadion sportowy, najpierw była Turandot Pucciniego, po której wystawiono Bal maskowy Verdiego. Jednak najważniejszym miejscem dla tego typu operowych przedsięwzięć była – i jest – wrocławska Hala Ludowa, która od kilku lat nosi nazwę Hali Stulecia.

Polawiacze perel 354-135

Oglądano tutaj nie tylko cały Pierścień Nibelunga Wagnera, ale też Carmen Bizeta, Aidę i Nabucco, Trubadura Verdiego Borysa Godunowa Musorgskiego, Carminę Burana Orffa, Straszny dwór Moniuszki oraz musical Skrzypek na dachu.


Przez te kilkanaście lat zmieniali się wykonawcy, reżyserzy, scenografowie, projektanci kostiumów i realizatorzy dźwięku, nie zmieniała się tylko dyrektor Ewa Michnik, która najczęściej czuwała nad poziomem muzycznym każdej z tych premier, przygotowywanych pod jej kierunkiem i przez nią prowadzonych.

Polawiacze perel 354-17

To właśnie Ewa Michnik przy dyrygenckim pulpicie, znakomicie grająca orkiestra i dobrze przygotowane chóry są gwarantem wysokiego poziomu artystycznego każdego tego typu przedstawienia, które z racji miejsca i rozmiarów inscenizacyjnych rządzą się własnymi prawami. To dlatego publiczność wyjątkowo polubiła wrocławskie megaprodukcje, dowodem na to są tysiące wyprzedawanych kart wstępu na każde z tego typu przedstawień.


Ostatnim wydarzeniem jakie miało miejsce na tej gigantycznej scenie była premiera stosunkowo mało u nas znanej i rzadko wystawianej opery Poławiacze pereł Georga Bizeta. Sześć przedstawień tego dzieła obejrzało ponad 25 tysięcy widzów, co też jest ewenementem w skali kraju, i nie tylko. Wydawałoby się, że ta kameralna z założenia opera o wątłej akcji ograniczonej do czterech osób raczej nie nadaje się na tego typu przedstawienie.

Polawiacze perel 354-24

Tymczasem okazało się, że w rękach obdarzonego wyobraźnią reżysera wcale tak być nie musi. Pełna przestrzeni i rozmachu inscenizacja przygotowana przez Waldemara Zawodzińskiego, który był jednocześnie autorem efektownej scenografii urzekała bajecznymi kolorami, wartką akcją, dynamiką rozbudowanych scen zbiorowych i baletowych. Autorką tych ostatnich była Janina Niesobska. Jednym słowem przedstawienie miało wszystko, czego oczekuje się od wielkich widowisk plenerowych. Akcja toczyła się nie tylko na scenie, jej terenem była też widownia, przez którą maszerują zastępy kapłanek, kapłanów i mieszkańców.


Pozostając przy warstwie wizualnej przedstawienia warto jeszcze wspomnieć o pięknych, utrzymanych w stylu kostiumach autorstwa Małgorzaty Słoniowskiej oraz udanych projekcjach filmowych i efektownej reżyserii świateł, co było również zasługą Waldemara Zawodzińskiego. Wszystko to razem tworzyło atmosferę wspomnianego w tytule bajecznego hinduskiego Bollywood.

Polawiacze perel 354-177

Równie wiele dobrego można napisać o obsadzie, w której brylowała Joanna Moskowicz jako Leila. Towarzyszyli jej, Michał Kowalik w roli zakochanego naczelnika Zurgi, Nikolay Dorozhkin w partii Nadira i młody bas Marek Paśko w roli kapłana Nurabada. Interesującą kreację wokalno – aktorską stworzyła Joanna Moskowicz, która kreśliła obraz zakochanej kapłanki subtelną kreską unikając jakichkolwiek przerysowań. Jej głos zachwyca piękną barwą, wyrównanym w każdym rejestrze brzmieniem, znakomitą ekspresją i wokalną maestrią oraz wysoką kulturą muzyczną. Stworzona przez nią kreacja ujmuje dziewczęcym urokiem i subtelnością. Dzielnie jej dotrzymywał kroku Michał Kowalik z pełną swobodą pokonujący, dobrze brzmiącym i pewnie prowadzonym głosem, trudności swojej partii i tworzący postać z krwi i kości. Podobnie jest w przypadku Dorozhkina.

Polawiacze perel 354-72

Ewa Michnik przy dyrygenckim pulpicie, jak zwykle, precyzyjnie prowadziła nie tylko orkiestrę ale również sceny ansamblowe i potężne chóry, które w tej operze prezentując głos ludu sporo mają do powiedzenia. No cóż niech żałują ci którzy tego pięknego widowiska nie obejrzeli!

                                                                          Adam Czopek