Przegląd nowości

„Tosca” assoluta

Opublikowano: piątek, 15, listopad 2013 16:28

„Tosca” wraz z „Carmen” i „Traviatą”, to trzy tytuły ze światowej literatury operowej, które są rozpoznawalne dla prawie każdego. Do pewnego stopnia jest ona operą autotematyczną, skoro jej tytułowa bohaterka jest primadonną, zadomowioną w Rzymie po obaleniu papieża Piusa VI, a wraz z nim zakazu występów dla kobiet.

Tosca,MET 2

Stąd uzasadnioną bywa sztuczność jej zachowań, skłonność do ich teatralizacji, czy szerzej egzaltacji, a taką strategię sceniczną przyjęła Patricia Racette, jej odtwórczyni w nowojorskiej Metropolitan Opera na transmitowanym do kin popołudniowym przedstawieniu 9 listopada.

Tosca,MET 4

Akcja opery rozgrywa się wszakże po upadku Republiki Rzymskiej, ustanowionej przez bonapartystów na terenie Państwa Kościelnego, a więc w drugiej połowie czerwca 1800 roku. Do restauracji starego porządku doszło za sprawą wojsk Ferdynanda neapolitańskiego, którego żona – Maria Karolina, siostra zgilotynowanej Marii Antoniny - przebywa właśnie w Rzymie i na jej cześć tytułowa bohaterka wykonuje okolicznościową kantatę, a później chce wyjednać u niej ułaskawienie dla swego ukochanego Maria. Na marginesie warto odnotować, że Maria Karolina odwiedziła w 1814 roku Lwów, a Karol Lipiński skomponował wtedy okolicznościową Uwerturę D-dur.


O ile pierwszy akt jest profesjonalnie i w każdym calu drobiazgowo wyreżyserowany, a może nawet i przereżyserowany ze względu na nagromadzenie detali, to drugi, najbardziej dramatyczny, został puszczony na żywioł, a konkretnie własne doświadczenia sceniczne w tych rolach poszczególnych wykonawców. Wydawać się może, iż gabinet śledczy ulokowano w kulisach Opery, gdzie grana jest prawdopodobnie „Walkiria” Wagnera, skoro Scarpię zabawiają kobiety przywodzące na myśl właśnie germańskie wojowniczki.

Tosca,MET 1

Albo w domu publicznym, zważywszy ich bujne kształty, wyzierające zza przeźroczystej materii toalet. A później zamienia się w sadystyczne theatrum, na co wskazuje zakładany przez Scarpię czarny surdut, gdy przystępuje do przesłuchania Cavaradossiego, a z czym korespondują również czarne stroje jego przybocznych, przy czym Spoletta, niczym pirat, przesłonięte ma jedno oko. Tosca, w szkarłatnej sukni, a wiec poniekąd w ochronnych barwach, zabijając Scarpię, obficie zbroczona zostaje jego krwią. Do następnego aktu wszakże zdąży się w przerwie przebrać w gustowną, czarną toaletę. Trzeci, najefektowniejszy scenograficznie (rozgrywa się na tarasie Zamku św. Anioła, dawnego mauzoleum Hadriana, a teraz więzienia), dość surowy pod względem wystroju, wskutek czego wywiera największe wrażenie.


Luc Bondy w skrajnych aktach dopracował role postaci w najdrobniejszych szczegółach (na przykład ustawienie i poprowadzenie charakterystycznego Zakrystiana), wydobywając z wykonawców dramatyczny wyraz, nawet z Roberta Alagni, na co dzień nie wykazującego naturalnych atutów aktorskich. Ogrywany przez Scarpię wachlarz markizy Attavanti (niczym Jago chusteczką, ja posłużę się wachlarzem, wyznaje, obmyślając swą intrygę), gdy wypada mu z ręki, przesuwa końcem laski. Podczas wstępu do ostatniego aktu oraz pieśni Pastuszka oczekujący na egzekucję Cavaradossi rozgrywa ze swym strażnikiem ostatnią partię szachów, czyżby o możliwość spełnienia ostatniego życzenia, bo raczej nie o życie?

Tosca,MET 3

„Tosca” to opera werystyczna, co w pełni usprawiedliwia tego rodzaju pedantyzm w podejściu do realiów, ale już nie skłonność reżysera do malowniczego efekciarstwa. Na początku, z pomocą kaskadera Angelotti spuszcza się po linie, jakby dotarł do kościoła Sant’Andrea della Valle po jego dachu, mimo że zaraz sam wyznaje, że w każdym przechodniu upatrywał szpicla. Z kolei malowany przez Cavaradossiego obraz Marii Magdaleny, z odsłoniętą lewą piersią, raczej nie pozwala uwierzyć w jego wybitny talent artystyczny. W finale pierwszego aktu, podczas Te Deum, pojawia się św. Mikołaj i to taki prawdziwy, jaki przynosił w dawnych czasach dzieciom prezenty, a więc starzec z siwą brodą, w mitrze i z pastorałem, który ledwo jest w stanie utrzymać w trzęsących się dłoniach.


Zakończenia kolejnych aktów zapowiadają kulminacje następnych: w finale pierwszego Scarpia świętokradczo całuje skraj szat figury Madonny, przyniesionej w dziękczynnej procesji, co w następnym powtórzy w odniesieniu do Toski, ta z kolei po zasztyletowaniu Scarpii w pierwszym odruchu przymierza się do skoku z okna, co stanie się faktem na sam koniec opery, gdy rzuci się w przepaść z tarasu zamku św. Anioła, by nie wpaść w ręce oprawców.

W omawianym przedstawieniu zabrakło wielkich osobowości. Patricia Racette i Roberto Alagna to przede wszystkim artyści doświadczeni. Spektakl w znacznej mierze dźwigał na swym głosie Alagna. Z wielką swobodą wznosił go wzwyż w dwóch eksklamacjach, wyrażających jego przywiązanie do idei republikańskich: podczas natknięcia się w kościele na zbiegłego Angelottiego, gdy obiecuje go ocalić, oraz podczas przesłuchań, mimo tortur okazującego radość po sprostowaniu wieści o bitwie pod Marengo, w której faktycznie zwyciężył Napoleon. Z wielką kulturą, ale i blaskiem w głosie zaśpiewał też dwie główne swoje arie: „Recondita armonia” w pierwszym oraz pożegnalną w trzecim – „E lucevan le stelle”.

Tosca,MET 5

Patricia Racette w swej błagalnej arii „Vissi d’arte, vissi d’amore” wyraziła doznawany ból i cierpienie z powodu obawy o losy ukochanego za pomocą subtelności barwowych i dynamicznych. Rozczarował natomiast George Gagnidze jako Scarpia, śpiewający dość matowym i spłaszczonym głosem, zwłaszcza w pierwszym akcie, kiedy powinien on potężnie rozbrzmiewać na tle chóralnego

Te Deum. Zabrakło mu dramatycznego tembru, dopiero w drugim akcie jego głos nabrał ciemniejszej barwy, uwiarygodniając w ten sposób postać okrutnego i lubieżnego szefa tajnej policji. Poza tym razić mogła, zwłaszcza pierwszym akcie, maniera nadużywania wytrzeszczu oczu jako głównego środka ekspresji aktorskiej.

Ze swej strony prowadzący przedstawienie włoski kapelmistrz Riccardo Friza zapisał się w pamięci niezwykłym zakończeniem drugiego aktu, a mianowicie „ogłuszającym” wyciszeniem, tym sposobem o wiele bardziej kontrastując z dramatycznymi wypadkami, które do niego prowadzą.

                                                                       Lesław Czapliński