Przegląd nowości

Armel Opera Competition and Festival w Segedynie

Opublikowano: niedziela, 10, listopad 2013 18:04

Położony nad rzeką Cisą na południu kraju Segedyn jest trzecim pod względem ludności (niecałe dwieście tysięcy mieszkańców) miastem Wegier i ważnym ośrodkiem uniwersyteckim. Chlubi się też pochodzącym z dziewiętnastego wieku Teatrem Narodowym, będącym dziełem dwóch znanych wiedeńskich architektów: Fellnera i Helmera. Został on zainaugurowany w październiku 1883 roku, ale już dwa lata później większa część całego gmachu strawił potężny pożar. Po błyskawicznie przeprowadzonej rekonstrukcji ponowna inauguracja miała miejsce już w 1886 roku, zaś w dwudziestym wieku, po ośmioletniej renowacji, rzeczony teatr ponownie otworzył swoje wrota w 1986 roku, stając się jedną z najbardziej prestiżowych placówek kulturalnych Węgier, w której mają swoją siedzibę trzy miejscowe zespoły: dramatyczny, operowy i baletowy.

Szeged 1

Pomimo swych małych rozmiarów (na widowni mieści się bowiem zaledwie siedemset osób) Teatr Narodowy w Segedynie prowadził dynamiczną działalność artystyczną, ale o dość lokalnym, nie przekraczającym granic kraju, wymiarze. Sytuacja ta uległa jednak radykalnej zmianie sześć lat temu, kiedy to niezwykle pomysłowa i rzutka Agnes Havas z agencji producenckiej „Armel” z Budapesztu postanowiła powołać do życia właśnie w Segedynie Międzynarodowy Festiwal i Konkurs Operowy (Armel Opera Competition and Festival Szeged) o oryginalnej i jak dotąd zdecydowanie unikalnej formule. Całemu przedsięwzięciu przyświecają trzy podstawowe cele: promowanie mało znanych dzieł i współczesnych kreacji operowych, poszukiwanie nowych form spektaklu operowego oraz wspieranie najbardziej wszechstronnych i uzdolnionych artystów. Ponadto Agnes Havas chętnie zaprasza do współpracy zespoły z mniejszych ośrodków operowych i to właśnie ona decyduje o wyborze pięciu produkcji, jakie są corocznie pokazywane na prowadzonym przez nią Festiwalu.

Konkurs adresowany jest przede wszystkim do śpiewaków (bez ograniczeń wiekowych), którym stwarza się możliwość wystąpienia w nowym przedstawieniu, przygotowanym we współpracy z Festiwalem w jednym z wybranym teatrów na świecie.


Praktycznie odbywa się to w ten sposób, że już wiosną organizuje się w którymś z ważnych ośrodków muzycznych pierwszy etap przesłuchań, w wyniku których złożone ze specjalistów gremium dopuszcza wybranych kandydatów do etapu drugiego. Ów zaś polega na zaproponowaniu im przygotowania partii operowej w jednym z pięciu wybranych uprzednio przedstawień i na wykonaniu jej już na Węgrzech w obecności dyrygenta i reżysera odpowiedzialnych za konkretne przedstawienie. To właśnie oni decydują o ostatecznej obsadzie do każdej z produkcji, która najpierw pokazywana jest w teatrze macierzystym, a następnie podczas Konkursu i Festiwalu w Segedynie, przy czym ilość odbiorców znacznie powiększają transmisje prowadzone przez stacje telewizyjne Duma i Mezzo oraz stronę internetową Arte Live Webe, na której wszystkie spektakle można oglądać jeszcze przez parę tygodni po zakończeniu omawianej imprezy.

Szeged 2

W każdym przedstawieniu pojawiają się dwie konkursowe role, z których na koniec międzynarodowe jury wybiera dwójkę finalistów: najlepszy głos żeński i najlepszy głos męski. Warto przy tym zaznaczyć, iż ocenie podlega nie tylko talent wokalny i piękno głosu kandydata czy kandydatki, lecz również ich zdolności aktorskie, osobowość sceniczna czy umiejętność współpracy z partnerami, dyrygentem i reżyserem. W tym roku te wszystkie walory były oceniane przez jury złożone z tak uznanych profesjonalistów jak: pełniący funkcję przewodniczącego Raymond Duffaut (konsultant artystyczny Oper w Awinionie i Massy, szef Festiwalu Chorégies d’Orange i przewodniczący Francuskiego Centrum Promocji Lirycznej), Pascal Aron (dyrektor stacji telewizyjnej Arte), Guy Coolen (dyrektor Dni Opery w Rotterdamie), Dieter Kaegi (dyrektor generalny Orkiestry Biel-Solothurn w Szwajcarii i dyrektor artystyczny Lismore Music Festival), Fabrizio Melano (z Metropolitan Opera House w Nowym Jorku), Marc-Stefan Sickel (główny menadżer Teatru z Magdeburga), Philippe Agid (Opera Paryska), Tom Remlov (dyrektor generalny Narodowej Opery i Baletu Norwegii) oraz Henry Little (z English National Opera).


W VI edycji 2013 operowego święta w Segedynie (5-15 października) wzięły udział następujące teatry: Opera Poznańska, Teatr Narodowy Serbii z Nowego Sadu, Teatr Narodowy Segedynu, Państwowa Opera i Balet Stambułu oraz English Touring Opera. Polacy przywieźli na Festiwal Oedipus Rex Igora Strawińskiego w reżyserii Jacka Przybyłowicza i pod dyrekcją muzyczną Grzegorza Wierusa. Jest to jedyne przedstawienie, którego niestety nie udało mi się w Segedynie obejrzeć, toteż wspomnę tylko, iż spotkało się ono tutaj z dużym uznaniem obserwatorów i że w głównych rolach wystąpili biorący udział w muzycznych „zawodach” Francuz Christophe Poncet (Edyp) i Belgijka Joëlle Charlier (Jokasta). Christophe Poncet wziął na siebie dużą odpowiedzialność i podjął niemałe ryzyko, albowiem pojawił się również dwa dni później w kreacji nowej opery chorwackiego kompozytora Zorana Juranića The Last Flower of Summer, zaprezentowanej przez Teatr Narodowy Serbii.

Szeged 3

Libretto zredagowane przez samego kompozytora - na podstawie tekstu chorwackiego pisarza Luko Paljetaka - opowiada historię niejakiego Berta (Christophe Poncet), niczym nie wyróżniającego się człowieka, którego życie ulegnie radykalnej zmianie za sprawą niespodziewanego spotkania z dziwną śpiewaczką: panną N.N. (serbska sopranistka Jelena Končar). Kiedy Bert wraca po ciemku do domu, u jego stop przewraca się nagle roznegliżowana kobieta i błaga o pomoc. Główny bohater zabiera ją do swego mieszkania - rozmawiają, popijają wino, a wieczór kończą w łóżku. Przygarnięta kobieta śpiewa piosenkę o „ostatnim kwiecie lata”. Następnego dnia ubrana w piżamę Berta N.N. wychodzi z domu, aby zakupić jakieś ubrania. Po powrocie zaczyna opowiadać gospodarzowi historię swego życia, w której pojawiają się takie postaci jak bogaty wdowiec Carl, który wraz z nią ogląda w Music Hallu pokazy Lorenzo - rzucającego nożami cyrkowca, w którym z kolei N.N. się zakochuje i z którym ucieka do Wenecji, a także Mario, przyjaciel Lorenza. Pewnego dnia N.N. znika, Bert szuka jej na ulicy i przez pomyłkę zaczepia podobną do niej blondynkę, która ku jego zdziwieniu również śpiewa piosenkę o „ostatnim kwiecie lata”. Okazuje się, że owa piosenka pochodzi z kobiecego pisma, w którym wydrukowana również została nosząca ten sam tytuł nowela. Bert uświadamia sobie, że to właśnie jej treść opowiadała mu N.N., przedstawiając ją jakby to było jej własne życie.


Cóż zatem jest prawdą, a co jej zmyśleniem? Bert wyrusza na poszukiwanie tajemniczej kobiety, którą poznał w tak tajemniczych okolicznościach, ale nie wiadomo czy jeszcze kiedykolwiek uda mu się spotkać N.N. Mamy tu zatem do czynienia z historią grającej na uczuciach mężczyzn i manipulującej nimi kobiety, przypominającej niekiedy bohaterkę opery Berga - Lulu. Dzieło Juranića przesiąknięte jest nostalgią, tęsknotą za niespełnioną miłością i pogonią za złudzeniami, a także duszną erotyką. Osadzony w rozszerzonej tonalności język muzyczny chorwackiego twórcy zdradza wpływy Brittena, Strawińskiego i Hindemitha, ale słychać w nim także dalekie odgłosy Ravela i Debussy’ego. Ponadto nie brak w tej operze akcentów humorystycznych, szczególnie wówczas, kiedy łącznikami pomiędzy kolejnymi odsłonami stają się krótkie scenki, podczas których N.N. nastawia płyty z utworami Mozarta: rozbrzmiewają wtedy pastisze utworów wiedeńskiego klasyka.

Szeged 4

Pojawiają się również fragmenty utrzymane w konwencji jazzu lub music hallu, a nawet muzyki cyrkowej. Ogólnie rzecz ujmując świat dźwiękowy Juranića jest nawet dla nie posiadającego szerszej kultury muzycznej słuchacza atrakcyjny i od razu przystępny. Natomiast często odnosi się wrażenie, iż ta zawierająca różnorodne walory partytura mogłaby wiele zyskać w zakresie zwartości i jeszcze większej spójności, gdyby została miejscami nieco skrócona. Pewne wątpliwości wzbudziła też przygotowana przez samego kompozytora inscenizacja, rażąca niekiedy powielaniem banalnych schematów reżyserskich (np. podstarzaly sobowtór głównego bohatera siedzący na proscenium i biernie obserwujący minione wydarzenia z własnego życia) i brakiem ożywczej inwencji. Teraz należy już tylko niecierpliwie czekać na następną realizację sceniczną opery Juranića, która powinna zostać powierzona bardziej doświadczonemu inscenizatorowi. Warto w tym miejscu jeszcze zauważyć symboliczny i wręcz wzruszająco pozytywny wymiar obserwowanej przez festiwalowych gości sytuacji, w której to Zoran Juranić, chorwacki kompozytor i dyrygent, prowadził kreację swego dzieła stojąc na czele serbskiej orkiestry, której zresztą jest na codzień szefem artystycznym. Zważywszy na dramatyczną, a tak przecież niedawną przeszłość dzielącą te dwa narody, taki widok, jeszcze parę lat temu nawet trudny do wyobrażenia, staje się dzisiaj cennym źródłem nadziei.

Pewnym nieporozumieniem okazał się występ gospodarzy, którzy zaproponowali rażącą przeciętnym poziomem realizację Simona Boccanegry Verdiego, spektakl będący w pewnym sensie zaprzeczeniem głównej idei Festiwalu, dążącego przecież do prezentowania prób odnowy gatunku operowego.


Wprawdzie trzy osoby (Tamás Pál, Zsuzsa Molnár i Attila Toronyköy) pracowały tu nad odtworzeniem - według zachowanych dokumentów - scenografii z weneckiej prapremiery rzeczonego dzieła, co z pewnością zasługuje na przychylne przyjęcie, tylko że ostateczny efekt okazał się dla widza niezbyt interesujący i atrakcyjny. Nie do końca przekonała też obsada wykonawcza, w której dwie główne role zostały powierzone solistom biorącym udział w Konkursie. Otóż kreujący partię Jacopo Fiesco Włoch Stefano Olcese dysponuje wprawdzie ciekawą barwą bogato nasyconego basu, ale tym razem zdradzał on spore problemy z utrzymaniem właściwej emisji i nie zawsze sobie radził z czystą intonacją. Zaś w górze skali często śpiewał pod dźwiękiem, co stawiało słuchaczy w dość niekomfortowej sytuacji.

Szeged 5

Z kolei obsadzony w tytułowej roli rumuński baryton Vasile Chişiu rozczarował zakleszczonym, pozbawionym wolumenu i dźwięczności głosem oraz nieznośnie schematyczną i zmanierowaną grą sceniczną. Znacznie lepiej prezentowali się pod każdym względem Adrienn Miksch w partii Amelii i Attila Réti jako Paolo Albiani. Wszakże szkopuł polegał na tym, że wszyscy oni zostali pozostawieni przez reżysera samym sobie i że trudno było w tej realizacji dostrzec choćby zalążek jakiejkolwiek koncepcji gry scenicznej. Wreszcie niewiele dobrego da się powiedzieć o stojącym na czele miejscowej orkiestry dyrygencie Tamásie Pálu, którego pozbawiona odpowiednich barw muzycznych, energii i logicznie prowadzonej narracji interpretacja raziła również przerysowaną i często zagłuszającą solistów dynamiką.

Wiele wspaniałych przeżyć dostarczyła natomiast przywieziona do Segedynu przez Państwową Operę Stambułu inscenizacja Obrotu śruby Brittena. Przygotowała ją turecka reżyserka Aytaç Manizade, która oprócz wokalistyki i aktorstwa studiowała również w przeszłości psychologię, pedagogikę, socjologię i psychiatrię.


Jej oszczędna w środkach, niemalże minimalistyczna wizja sceniczna idealnia oddała atmosferę dwuznaczności i tajemnicy, jaką przesiąknięte jest to oparte na tekście Henry’ego Jamesa dzieło. Manizade bezbłędnie uwypukliła wątki represji burzuażyjnego społeczeństwa, kruchości dziecięcej psychiki, bólu istnienia i obsesyjnego poczucia winy, bolesnych narodzin dojrzałości czy wszechobecnej potęgi seksu. Jednocześnie pozostawiła w swoim odczytaniu treści opery wiele niedopowiedzeń i „ciemnych sfer”, pozwalających odbiorcom na budowanie własnych tropów interpretacyjnych i znaczeniowych. Tą samą drogą podążał prowadzący to przedstawienie austriacki dyrygent Leonhard Garms, muzyk wrażliwy i nadzwyczajnie czujny, wyczuwający intencje solistów i umiejętnie współpracujący z całym zespołem wykonawczym. Bohaterami wieczoru okazała się jednak para młodych i stających do Konkursu artystów z Francji: mam tutaj na myśli dysponującą świetnie ustawionym, pięknie brzmiącym i pełnym ekspresji sopranem Stéphanie Vernerin w roli Guwernantki oraz imponującego w równej mierze walorami idealnie prowadzonego tenoru co osobowością sceniczną Sébastiena Obrechta w intrygującej partii Petera Quinta. Warto też wspomnieć o pozostałych członkach ekipy wokalnej - wszyscy pochodzą z Turcji - z których każdy wydatnie przyczynił się do sukcesu całego przedsięwzięcia: Ayten Telek (Miss Jessel), Lynn T. Cağlar (Mrs Grose), Ilyas Seçkin (Miles) i Sevim Zerenaoğlu (Flora).

Szeged 6

Na zakończenie Festiwalu English Touring Opera przedstawiła nader oryginalną, jednoaktową operę współczesnego kompozytora angielskiego Rusella Hepplewhite’a, napisaną do libretta Tima Yeallanda, a zatytułowaną Laika The Spacedog. Jak łatwo się domyśleć chodzi tu o historię pierwszego psa, który na pokładzie Sputnika został w roku 1957 wystrzelony przez Rosjan w przestrzeń kosmiczną, w celu pokazania całemu światu osiągnięć myśli technicznej Kraju Rad. W utrzymanej w komediowej konwencji akcji biorą udział naukowiec Korolev (francuski baryton Nicolas Rigas), wywierający na niego ciagłą presję i grożący straszliwymi represjami w razie niepowodzenia całej misji Sowiecki Lider, młody naukowiec-fanatyk i miłośnik psów Mikhail (Edward Lee), animator psiej kukiełki (szczycący się polskim pochodzeniem Maciek O’Shea) oraz Valentina (francuska mezzosopranistka Sarah Laulan). W trakcie opery podawane są najrozmaitsze wiadomości z zakresu budowy skał i planet, fizjologii ludzkiego i psiego organizmu, a historyczne postacie występują obok postaci całkowicie fikcyjnych.


Warstwa muzyczna, przeznaczona na mały i złożony głównie z wiolonczeli, klarnetu, fagotu i rozbudowanej perkusji zespół - prowadzi go kompozytor - posiada przede wszystkim funkcję ilustracyjną i nie stroni od wykorzystywania elektronicznych dźwięków, przypominających odgłosy dawnych, działających na Kosmodromie urządzeń technicznych. Laika The Spacedog posiada edukacyjny oraz interaktywny charakter, co sprawia, że widzowie mogą brać czynny udział w przedstawieniu i na przykład śpiewać wraz z wykonawcami dość łatwo wpadające w ucho piosenki. Nic dziwnego, że opera Hepplewhite’a najbardziej oczarowała dziecięcą publiczność i że była już pokazywana w wielu angielskich szkołach podstawowych. Również i w Segedynie na scenie pojawiła się grupa młodych widzów, którzy zostali przez reżysera zręcznie włączeni do akcji scenicznej.

Szeged 7

Jury konkursowe oceniało nominowanych do nagrody śpiewaków podczas opisanych wyżej spektakli oraz przy okazji koncertu finałowego, w trakcie którego każdy z nich wykonał jedną wybraną przez siebie arię. Ostatecznie w kategorii głosów żeńskich zwyciężyła sopranistka z Serbii Jelena Končar, zaś w kategorii głosów męskich - francuski tenor Sébastien Obrecht. Przyznano również nagrodę za najlepsze przedstawienie Festiwalu, za które uznano Obrót śruby Brittena. Osobliwością Konkursu jest również to, że oprócz oficjalnego jury profesjonalnego swoje nagrody dla przedstawionych produkcji przyznaje także jury uniwersyteckie, złożone z pięciu pracujących w miejscowej uczelni profesorów - przedstawicieli różnych dyscyplin naukowych, oraz jury publiczności, złożone z reprezentantów rozmaitych zawodów (historyk, neurolog, księgarz, profesor medycyny, polityk). Pierwsze z tych gremiów uhonorowało Laika The Spacedog, za jej walory pedagogiczne, zaś drugie - realizację opery Brittena.

Wszakże oprócz przyznawanych nagród trudną do przecenienia wartością Festiwalu i Konkursu w Segedynie jest jego niepowtarzalna atmosfera: serdeczna, życzliwa i sprzyjająca nawiązywaniu kontaktów pomiędzy artystami, menadżerami, dyrektorami teatrów czy dziennikarzami. Owe kontakty często przeradzają się w przyjaźnie i niejednokrotnie owocują w przyszłości ciekawą współpracą oraz wspólnym wymyślaniem i realizowaniem projektów artystycznych. I właśnie dlatego to niezwykłe i jedyne w swoim rodzaju święto operowe w Segedynie odgrywa w zakresie rozwoju sztuki lirycznej coraz ważniejszą rolę.

                                                                            Leszek Bernat