Opera Śląska w Bytomiu zapisała się w artystycznym życiorysie Wiesława Ochmana w sposób wyjątkowy. Na tej scenie stawiał swoje pierwsze kroki jako śpiewak. Debiut 24 czerwca 1960 roku, partią Edgara w „Łucji z Lammermor” G. Donizettiego stał się początkiem jednej z największych karier polskich artystów w powojennej historii naszego teatru operowego. Również w tym teatrze wyreżyserował swój pierwszy spektakl operowy – Don Giovanni W. A. Mozarta, którego premiera 29 maja 1999 roku okazała się dobrym początkiem działania i na tym polu. Przedstawienia przez niego reżyserowane oglądano nie tylko w Bytomiu, ale też w Warszawie, Szczecinie i Łodzi.

Nic, więc dziwnego w tym, że na miejsce jubileuszu 55. lecia swojej pracy artystycznej wybrał Operę Śląską w Bytomiu, którą darzy szczególnym uczuciem, do której przez całą karierę chętnie wracał, i gdzie wyreżyserował kilka znakomitych przedstawień. Jednym z niech jest Borys Godunow M. Musorgskiego, którego premiera 5 czerwca 2004 roku okazała się kolejnym sukcesem w jego bogatym życiorysie artystycznym. Premiera Borysa Godunowa była też ważnym wydarzeniem w historii Opery Śląskiej, gdzie ten monumentalny dramat Musorgskiego wystawiono po raz pierwszy. Zresztą z tym wspaniałym dziełem związany jest obszerny okres kariery Wiesława Ochmana. Przez wiele lat, uchodził za najlepszego wykonawcę partii Dymitra Samozwańca oraz kniazia Szujskiego i odnosił w nich sukcesy na największych światowych scenach. Jak wyznał, zaśpiewał blisko 150 przedstawień Borysa Godunowa. Myślę, ż to właśnie leżało u podstaw decyzji o wznowieniu tej inscenizacji z okazji jubileuszu artysty.
Dziwne były koleje losu tego dzieła, które w 1870 roku jako nietypowe zostało odrzucone przez dyrekcję Opery Carskiej w Petersburgu. Dwa kolejne lata zajęło Musorgskiemu dokonywanie zmian w partyturze i tekście. Właśnie wtedy dokomponował „akt polski” na zamku wojewody Mniszcha w Sandomierzu, podzielił całość na 4 akty z prologiem i zgodnie z sugestią Rimskiego – Korsakowa zmienił zakończenie dramatu, który kończy się nie śmiercią cara Borysa lecz sceną rewolucji pod Kromami.

W tej wersji wystawiono Borysa Godunowa, z dużym sukcesem. w lutym 1874 roku w Teatrze Maryjskim w Petersburgu. Jako pierwszy basową partię Borysa Godunowa zaśpiewał Iwan Mielnikow. Warto pamiętać, że ogromne sukcesy, na światowych scenach, donosili w tej partii dwaj polscy śpiewacy: Adam Didur i Zygmunt Zaleski. Pierwszy z panów śpiewał amerykańską premierę Borysa w nowojorskiej MET, drugi przez kilkanaście lat odnosił sukcesy nie tylko w mediolańskiej La Scali, ale również na innych europejskich scenach. Na polskie sceny trafił Borys Godunow we Lwowie, premiera 12 października w 1911 roku, partię tytułowego cara śpiewał wówczas Adam Didur. Warszawa poznała dzieło 3 marca 1926 roku, partię Borysa Godunowa śpiewał Tadeusz Orda, dyrygował Adam Dołżycki.
Przygotowana w 2004 roku przez Wiesława Ochmana inscenizacja, a wznowiona 26 października 2013, mimo upływu lat pozostaje efektownym przedstawieniem ujmującym dramaturgiczną zwartością i świetną charakterystyką postaci dramatu. Ochman potraktował ją jak wielki osadzony w historycznych realiach fresk nastawiony na ukazanie kontrastu między prostym ludem, a tymi co rządzą. Poddani odziani w nędzne szare szaty są kontrapunktem dla bajecznie bogatych strojów cara i jego otoczenia. Ubierając Szujskiego (Feliks Widera) w elegancki garnitur, a jego pomocników we współczesne wojskowe mundury, reżyser na tę postać kładzie szczególny akcent i od samego początku jasno określa jego pokrętny i zbrodniczy charakter. Znajduje to potwierdzenie w scenie śmierci Borysa, której Szujski przygląda się cynicznie, a po niej zdziera ze zwłok płaszcz koronacyjny i rozkazuje zamordować następcę tronu. To już wyraźna zapowiedź sięgnięcia po władzę.

Każda ze scen dramatu ma swoją wewnętrzną logikę, klimat i rytm, a dzięki błyskawicznym zmianom dekoracji ( na ciemnej scenie przy podniesionej kurtynie) akcja przenosi się z miejsca na miejsce wartko i płynnie. Wszystko to sprawia, że zrealizowaną z rozmachem (jak na niewielką bytomską scenę), podzieloną na dwie części, inscenizację odbiera się jako wyjątkowo spójną. Jej uzupełnieniem jest prosta, efektowna plastycznie i kolorystycznie, scenografia i utrzymane w stylu epoki kostiumy. Dobrym pomysłem okazała się decyzja o śpiewaniu” po polsku, a nie w oryginalnej wersji, interesująco opracowanego choreograficznie „aktu polskiego”.
Wartościowe kreacje wokalno-aktorskie stworzyli w tym wznowieniu przede wszystkim panowie Zbigniew Wunsch w roli tytułowego cara, Bogdan Kurowski w partii Warłaama, Romuald Tesarowicz w roli Pimena oraz Adam Woźniak, Rangoni. Borys w ujęciu Wunscha jest postacią głęboko tragiczną, jednak nie pozbawioną wewnętrznego ciepła. W pierwszej scenie dumny majestatyczny władca, w drugiej przez chwilę szczęśliwy kochający ojciec, którego po chwili dopadają przerażające wizje dokonanych zbrodni.

Wreszcie w trzeciej jego przejmujące pożegnanie z synem i wstrząsająca swoją wymową scena śmierci. Zaprezentował przy tym dobrze brzmiący, w każdym rejestrze nośny, głos o bogatej barwie, któremu potrafił nadać właściwą ekspresję. Równie wiele dobrego należy napisać o kreacji Kurowskiego, który z charakterystycznej postaci Warłaama zrobił prawdziwy majstersztyk prezentując przy tym pysznie brzmiący głos o dużym wolumenie i świetną jego emisję. Z kolei Tesarowicz jako Pimen to przede wszystkim wysoka kultura wokalna. Z satysfakcją słuchało się też głosu Adama Woźniaka. Panom dzielnie dotrzymywała kroku Joanna Kściuczyk-Jędrusik w roli dumnej, opętanej rządzą władzy polskiej wojewodzianki Maryny Mniszchówny. Dla pełnego obrazu należy jeszcze dodać dobrze śpiewające chóry, przed którym reżyser postawił niemałe zadania aktorskie.
Zaprezentowano partyturę w wersji opracowanej w 1940 roku przez Dymitra Szostakowicza. Tadeusz Serafin bardzo solidnie przygotował orkiestrę i prowadził dzieło dynamicznie, z wyobraźnią i typową słowiańską rozlewnością frazy, wydobywając przy tym pełnię barw i całą skalę niuansów partytury. Nie brakuje w jego ujęciu właściwej ekspresji i dramaturgicznej dynamiki.

Uroczystości jubileuszu Wiesława Ochmana odbyły się bezpośrednio po zakończeniu przedstawienia. Pierwszym ich akcentem było odczytanie listu gratulacyjnego od Bronisława Komorowskiego, Prezydenta RP. Później wśród składających gratulacje znaleźli się włodarze województwa, i kilku śląskich miast. Pojawił się też rektor Akademii Górniczo-Hutniczej, której Wiesław Ochman jest doktorem honoris causa. Oczywiście nie mogło zabraknąć w tym dniu specjalnego listu od Tadeusza Serafina, dyrektora Opery Śląskiej w Bytomiu i zespołu jej solistów, którzy uhonorowali jubilata bochnem chleba, solą i … słoikiem smalcu. Wśród wielu listów gratulacyjnych jakie otrzymał jubilat były też z Opery Narodowej i Związku Artystów Scen Polskich. Jubileuszowi towarzyszyły dwie wystawy: „Hiszpańskie impresje” oraz „Wiesław Ochman na scenach świata” ze zbioru autora tego tekstu. Pierwsza była prezentacją malarstwa Jubilata, druga, na którą składają się zdjęcia, afisze pokazywała jego wędrówkę i dokonania na najważniejszych scenach i estradach świata..
Adam Czopek