Balet komiczny w dwóch aktach z prologiem do muzyki Ludwiga Minkusa wystawił Teatr Wielki w Łodzi. Jako autorów libretta podano Mariusa Petipę oraz Aleksandra Połubiencewa, który nie tylko zrekonstruował dzieło swego XIX-wiecznego kolegi, ale uzupełnił o własny autorski pomysł. Klamrą spinającą sceniczną opowieść uczynił Amora zaś tytułowego Don Kichota i jego nieodłącznego sługę Sancho Pansę zepchnął do roli postaci epizodycznych.

Najpoważniejsze zadania sceniczne i taneczne zostały jednak rozdzielone pomiędzy trzy pary kochanków, którym Amor „doskwiera” w rozmaitym stopniu. Główni bohaterowie to młody fryzjer Basilio i córka karczmarza Kitri. Ich losy wyrażane tańcem śledzimy przez cały spektakl, podziwamy też niezwykłą baletową sprawność japońskich solistów, zwłaszcza Ryo Takaya, który rzeczywiście tańczył z absolutnym oddaniem dla swej roli. Jego partnerka Minori Nakayama urzekała lekkością i wdziękiem. Stylistycznie ich popisy były projekcją klasycznego baletu w dobrym wydaniu.
Druga para to torreador Espada i tancerka uliczna Mercedes, którzy reprezentują hiszpański koloryt, zarówno w stroju, ruchu, jak i w rytmach i melodiach m.in. Fandango i Seguidilli. Głównymi atutami Dominika Muśko i Ekateriny Kitaevej-Muśko były dostojeństwo i elegancja. Niestety towarzyszący im zespół nie zawsze potrafił utrzymać się w rytmie, a już zupełnym „obciachem” było zawsze rozrzucone w czasie wybijanie rytmu na bębenkach baskijskich, nad którym członkowie corps de ballet nie mogli jakoś zapanować.

Trzecią parę stanowił Gamache, bogaty szlachcic, oraz przydzielona mu przez Amora ponętna i chutliwa mieszczka Dolores. Do zadań solistycznych Krzysztofa Pabjańczyka i Bogumiły Sołek należało rozśmieszanie publiczności korzystając z arsenału właściwego dla tańca charakterystycznego. Elementy komiczno-charakterystyczne prezentowali także Jerzy Gęsikowski, jako oberżysta i ojciec Kitri, a także Wojciech Domagała, czyli Sancho Pansa. Popis o charakterze klasycznym przypadł też w udziale dwom przyjaciółkom Kitri – Marcie Borczakowskiej i Anecie Kosmowskiej.
Narrator, a właściwie narratorka opowieści Hannah Sofo, nie miała szczególnie trudnych zadań tanecznych, była zbyt sztywna, ale zwracała na siebie uwagę dziewczęcym wdziękiem. Najmniej ruchów wykonał tajemniczy i kostyczny Tomasz Jagodziński jako błędny rycerz z La Manchy. Mimo dosyć wątłej intrygi, jaką opowiadali bohaterowie baletu, przedstawienie wzbudziło uznanie publiczności, która zapewne jest trochę zmęczona asemantycznymi poszukiwaniami współczesnych choreografów.

W tym przypadku mieliśmy do czynienia z czymś krańcowo odmiennym, ze spektaklem baletowym wykonanym w XIX-wiecznym stylu, z barwnymi kostiumami i bogatymi malunkami na płótnie, które służyły za dekoracje. Autor tej oprawy, Wiaczesław Okuniew jest doświadczonym twórcą, znanym nie tylko w Rosji, ale nawet w mediolańskiej La Scali, na festiwalu Arena di Verona, w Tokio, Seulu i Nowym Jorku.

Do sukcesu przedstawienia przyczyniła się też orkiestra Teatru Wielkiego w Łodzi, która pod czujnym okiem Tadeusza Kozłowskiego „oddychała” razem z tancerzami, dostarczała im właściwej podstawy melodycznej i rytmicznej. Ciekawostką muzyczną był orkiestrowy wstęp do każdego aktu przypominający trochę wstęp do Koncertu es-moll Chopina.
Joanna Tumiłowicz