Przegląd nowości

34. Festival d’Ambronay: „Maszyna marzeń”

Opublikowano: poniedziałek, 28, październik 2013 19:58

W dniach od 13 września do 6 października w położonym na południu Francji - pomiędzy Bourg-en-Bresse i Lyonem - Opactwie Ambronay rozgrywał się nie od dziś już znany w całej Europie i na świecie trzydziesty czwarty już z kolei Festiwal Muzyki Barokowej. Samo opactwo powstało pod koniec VIII wieku za panowania Karola Wielkiego i od razu poddało się regule Świętego Benedykta. W XI wieku na mocy specjalnego przywileju papieskiego zyskało całkowitą niezależność i było bezpośrednio podporządkowane jedynie Rzymowi. Z czasem żyjący w nim mnisi zaczęli jednak powoli odchodzić od zasad życia wspólnotowego, a koniec życia religijnego tego miejsca przyszedł w okresie Rewolucji Francuskiej, kiedy to, podobnie jak w przypadku wielu innych tego typu obiektów we Francji, rzeczone opactwo zostało wystawione na sprzedaż jako dobro całego narodu. Od tego momentu w niszczejących murach mieściło się kolejno więzienie, spichlerz, przytułek, szkoła, koszary i pomieszczenia socjalne.

Festiwal w Ambronay 1

W roku 1980 jeden człowiek, Alain Brunet, doprowadził do założenia w opactwie Stowarzyszenia Sztuki i Muzyki, które również z jego inicjatywy rozpoczęło organizowanie festiwalu muzyki dawnej. Zaczęło się od paru skromnych koncertów, a obecnie działa tutaj (od roku 2003) organizm zwany Centre culturel de rencontre, który nie tylko odpowiada za coroczny festiwal, ale także za niezwykle zróżnicowane działania artystyczne rozłożone na wszystkie miesiące roku: rezydencje artystów, spotkania szkolne, sympozja, wystawy, badania muzykologiczne, wydawnictwa płytowe i książkowe. Mamy tu więc teraz do czynienia z prestiżowym i wyjątkowo prężnym ośrodkiem artystycznym, który skutecznie kształci znawców i praktykujących muzykę dawną artystów, stwarzając im świetne warunki do pracy, ale także - co niezmiernie ważne - przygotowuje przyszłych odbiorców sztuki dźwięków: kształci nową publiczność, rozwija u niej nieprzeczuwalne nawet wcześniej pasje, zachęca do osobistego rozwoju. Warto jeszcze przypomnieć, że to właśnie tutaj w roku 1999 powstało Europejskie Stowarzyszenie Festiwali Muzyki Dawnej, które inicjuje i koordynuje wszelkie działania dotyczące promocji muzyki minionych wieków.


To również tutaj nieco wcześniej, bo w roku 1993, utworzono Europejską Akademię Barokową, na której czele za każdym razem staje inna zasłużona osobistość muzyczna (kolejno Jordi Savall, William Christie, Christophe Coin, Christophe Rousset, Ton Koopman, Gabriel Garrido, Rinaldo Alessandrini, Paul McCreesh, Hervé Niquet, Jean Tubéry, Serge Saitta, Martin Gester, Sigiswald Kuijken i Leonardo Garcia Alarcón), aby z wcześniej wybranymi podczas licznych przesłuchań młodymi adeptami sztuki muzycznej przygotować wykonanie któregoś z ważnych dzieł dawnego repertuaru. Opracowany w ten sposób spektakl lub koncert wyrusza później na długie tournée obejmujące wiele europejskich miast, co skutecznie powiększa grono potencjalnych odbiorców.

Festiwal w Ambronay 2

Jako się rzekło inicjatorem i głównym motorem tych wszystkich działań jest niestrudzony Alain Brunet, który już od trzydziestu pięciu lat stoi na czele manifestacji będącej już obecnie jednym z najważniejszych miejsc spotkań miłośników muzyki barokowej. Teraz przyszedł czas na zasłużoną emeryturę i Brunet odstępuje funkcję dyrektora dużo od niego młodszemu, wszak mocno w środowisku muzycznym osadzonemu Danielowi Bizeray, byłemu dyrektorowi teatrów operowych w Rouen i Saint-Etienne, a także znanej wielu polskim muzykom Fundacji w Royaumont. Oficjalne odejście Alain Bruneta nie oznacza jednak, iż nie będzie on już miał wpływu na stworzoną przez siebie manifestację. Przeciwnie, padają liczne zapowiedzi, iż jego nieustający zapał, entuzjazm, wiedza i doświadczenie będą tutaj nadal potrzebne i właściwie wykorzystywane. Nie zmienia to faktu, że obecna edycja festiwalu przybrała formę pożegnania jego dotychczasowego szefa i zapewne dlatego w przeciągu całego czasu jego trwania do Ambronay przyjechali najbardziej słynni artyści, którzy przez te wszystkie minione lata budowali renomę tego wyjątkowego pod każdym względem święta muzyki i którzy niejednokrotnie właśnie tutaj rozpoczynali swoją karierę. I tak nie zabrakło takich barokowych gwiazd jak wymienieni już wyżej William Christie, Jordi Savall, Christophe Rousset, René Jacobs, Paul McCreesh, Hervé Niquet, a wśród solistów: Stéphanie d’Oustrac, Philippe Jaroussky (który poprowadził też masters classes), Vivica Genaux, Ann Hallenberg, Mari Eriksmoen i inni.


Hasło wywoławcze tegorocznego wydania festiwalu brzmiało: „La Machine à Rêves” czyli „Maszyna marzeń”, przy czym jak precyzuje Alain Brunet chodziło tutaj w równej mierze o marzenia wykonawców i kompozytorów, jak i o ideę oczarowania i oderwania od codzienności wszystkich odbiorców. Marzenia to też przenoszenie się w sferę ducha i do innych niż te znane nam już przestrzenie kultury i tradycji. Można jeszcze dodać, iż dyrektor miał z pewnością również na myśli swoje własne spełnione marzenia artystyczne i osobiste, bo ten festiwal to przecież piękne i potężne dzieło jego barwnego życia.

Festiwal w Ambronay 3

Ważnym protagonistą tegorocznego festiwalu był przebywający w Ambronay na rezydencji argentyński instrumentalista i dyrygent Leonardo Garcia Alarcón, który właśnie w Ambronay rozpoczynał swoją błyskotliwą karierę. Przypomnijmy, że muzyk ten studiował grę na klawesynie i organach i że przez wiele lat był asystentem Gabriela Garrido, po czym w roku 2005 założył swój własny zespół Capella Mediterranea, z którym występuje na różnych festiwalach i w słynnych salach koncertowych. Obecnie Alarcón jest profesorem w Konserwatorium w Genewie, a zarazem pełni funkcję dyrektora artystycznego Choeur de Chambre de Namur.

Już od dawna marzył o tym, aby móc zainaugurować Festiwal w Ambronay Nieszporami Monteverdiego i zamknąć go operą Orfeusz tego samego kompozytora, czyli dziełem, które tak bardzo się przyczyniło do rozwoju gatunku. Marzenie Argentyńczyka mogło się wreszcie w tym roku spełnić i rzeczywiście na otwarcie festiwalu zabrzmiały w opactwie Vespro della Beata Vergine, czyli zbiór utworów wokalnych i instrumentalnych napisanych ku czci Matki Boskiej, których komponowanie zajęło Monteverdiemu aż dziesięć lat. W ich wykonaniu wzięli udział tak doborowi soliści jak Mariana Flores - która w sierpniu podbiła publiczność na festiwalu Sopot Classic - Céline Scheen (soprany), Fabian Schofrin (kontratenor), Zachary Wilder, Fernando Guimarăes (tenory), Victor Torres (baryton) i Sergio Foresti (bas) oraz wymieniony wyżej Choeur de Chambre de Namur i oczywiście zespół Capella Mediterranea. Stojący na ich czele Leonardo Garcia Alarcón potrafił nasycić te kompozycje ogromną ekspresją i wykreować klimat uduchowienia, wobec którego zdradzający wzruszenie słuchacze nie pozostali obojętni.


W dodatku jego interpretacja pozwoliła dostrzec nowatorstwo tej muzyki, chociażby w zakresie dzielenia głosów chóralnych czy niebywałych jak na tamte czasy innowacji na płaszczyźnie rytmu. Wsłuchiwaliśmy się zatem w skupieniu w zaśpiewane z dużą wrażliwością przez głosy męskie Duo Seraphim czy subtelnie oddaną przez dwa soprany atmosferę Pulchra es. Niespodziewane w utworach tej natury akcenty radości, święta i niemalże tanecznych porywów zostały przez dyrygenta uwydatnione z dużą maestrią, pozwalając lepiej zrozumieć dlaczego ówczesne władze weneckie zdecydowały się bez wahania na mianowanie Monteverdiego kapelmistrzem Bazyliki św. Marka.

Festiwal w Ambronay 4

Następnego dnia zostaliśmy zaproszeni na koncert Ensemble Incastri, który wystąpił w ramach programu Rezydencji Młodych Zespołów, czyli inicjatywy wspierającej początkujących, a wyróżniających się swoim wysokim poziomem muzyków w budowaniu kariery artystycznej oraz ułatwiającej im dokonanie pierwszego nagrania płytowego. Nie umniejszając umiejętności zespołu Incastri ani talentu jego członków, należy żałować, iż na tak ważną dla nich publiczną prezentację wybrali oni, przecież nie bez powodów tak rzadko wykonywany, Oktet F-dur Franza Schuberta. Zawiłości i tajniki tej wspaniałej partytury przekroczyły bowiem możliwości ansamblu, który borykał się z uzyskaniem precyzji w szczegółach, wypracowaniem właściwych proporcji brzmieniowych i znalezieniem odpowiedniego klucza do mogącego zaintrygować słuchacza odczytania dzieła. Sytuację pogarszał dodatkowo fakt zaprogramowania tego koncertu w Sali Monteverdiego, w której ze względu na panującą tu dość wysoką temperaturę nawet doświadczeni wykonawcy mają kłopoty z utrzymaniem prawidłowego stroju historycznych instrumentów smyczkowych.

Ogromne wręcz wrażenie wywarł wieczór spędzony we wzniesionym przy opactwie namiocie w towarzystwie aktorki Louise Moaty. Wraz z muzykami Ensemble la Rêveuse zaprosiła nas ona na podróż do orientalnych źródeł przywołanych za pośrednictwem snutej przez nią niemalże przez trzy godziny, a pochodzącej z Baśni tysiąca i jednej nocy opowieści o historii Szeherezady, córki wezyra, której za pomocą siły słowa udaje się uratować własne życie i cały swój lud.


Przy nikłym blasku świec i przy użyciu zaledwie paru rekwizytów (na przykład biały welon) francuska artystka, porywająca i wręcz hipnotyzująca fantastyczną grą aktorską oraz sugestywną, odpowiednio dobraną do każdego podawanego słowa gestykulacją, a także elementami indyjskiego tańca, zanurzyła nas w świecie fascynujących tajemnic, które od wielu wieków poruszają wyobraźnię mieszkańców tzw. Zachodu i które zainspirowały wielu europejskich kompozytorów. I tak rozwijająca się niespiesznie opowieść o Szeherezadzie bawiącej Sułtana czarującymi historiami, była przeplatana fragmentami utworów Marin Marais, Jean-Philippe Rameau, François Couperina, Christopha Willibalda Glucka i wielu innych, a także transkrypcjami muzyki wschodu dokonanymi w przeszłości przez różnych podróżników i kolekcjonerów. Wspomnijmy jeszcze, że współautorami tego urzekającego i niemalże mistycznego wydarzenia byli również Bertrand Cuiller (koncepcja muzyczna i klawesyn), Adeline Caron (scenografia), Alain Blanchot (kostiumy) i Françoise Denieau (choreografia).

Festiwal w Ambronay 5

Równie niezapomnianych przeżyć dostarczył koncert świetnego kwartetu Terpsycordes, który tworzą tak wybitni instrumentaliści jak Girolamo Bottiglieri, Raya Raytcheva - skrzypce, Caroline Cohen-Adad - altówka i François Grin - wiolonczela. W prezentowanym przez nich, a inteligentnie skonstruowanym programie znalazły się kolejno Kwartet smyczkowy n°5 Haydna, Kwartet Ainsi la nuit zmarłego niedawno francuskiego kompozytora Henri Dutilleux oraz Kwartet n°6 „Melancholia” Beethovena. W interpretacji każdego z tych trzech utworów uderzała nieprawdopodobna wręcz maestria techniczna, fantastyczna kolektywna muzykalność i owa tak rzadko spotykana i zadziwiająca alchemia odmiennych przecież osobowości, która sprawia, iż mamy tu do czynienia z jakby jednym, połączonym tymi samymi emocjami i tą samą wizją odczytania intencji kompozytora organizmem. Spotkanie ze sztuką Terpsycordes to za każdym razem niezapomniana i cudowna przygoda.


Jakby dla ostudzenia tych podniosłych emocji kolejne popołudnie poświęcone młodym zespołom przyniosło pewne rozczarowanie i to niezależnie od niewątpliwych walorów muzycznych każdego z występujących artystów. Mam tutaj na myśli dość niefortunny koncert zespołu Epsilon, wyraźnie zafascynowanego sakralną i świecką muzyką wokalną XVI i XVII wieku. Jego członkowie przygotowali program złożony z renesansowych madrygałów Willaerta, de Layolle’i, Corteccia, Rampoliniego, Festy i Gabrieliego, które to kompozycje mają jedną wspólną cechę: wszystkie traktują o najrozmaitszych aspektach i burzliwych meandrach miłości. I tutaj właśnie pojawił się pewien problem. Otóż na pewno nie sposób odmówić Epsilonowi spójności brzmienia, umiejętności kształtowania dźwięku czy dbałości o zrozumiałe podawanie tekstu. Odnosi się natomiast wrażenie, iż młodzi wokaliści nie dostrzegają głębszych relacji zachodzących pomiędzy słowem i muzyką. Słuchając ich śpiewu odnosiłem wrażenie, że tak naprawdę to nie bardzo wiedzą jakie treści chcą przekazać słuchaczom i że najrozmaitsze odcienie porywów miłosnych są im kompletnie obce. Skutek był taki, że na sali coraz bardziej dominowało poczucie męczącej monotonii i narastającej nudy. Wielka to szkoda i należy mieć tylko nadzieję, ze obok pracy nad rozwijaniem głosów ci młodzi ludzie poświęcą również swoje studia zagadnieniom interpretacyjnym.

Festiwal w Ambronay 6

Ponieważ na festiwalu muzyki barokowej nie mogło zabraknąć utworów Jana Sebastiana Bacha świetny Ensemble Zefiro, założony i prowadzony przez oboistę Alfredo Bernardiniego, oraz znany bywalcom wielu europejskich teatrów operowych kontratenor Carlos Mena wypełnili swój program pozycjami z ogromnego dorobku właśnie tego giganta kreacji muzycznej. Po interesującym i bezbłędnym wykonaniu Suity na orkiestrę n°4 D-dur oraz równie porywająco brzmiącej Symfonii z Kantaty BWV 42 przyszła kolej na Kantatę BWV 170 (Vergnügte Ruh) i Kantatę BWV 35 (Geist und Seele wird verwirret). Fascynujące jest to, że bachowskie kantaty, jak wiadomo tworzone w różnych okolicznościach, miejscach i okresach życia kompozytora, stanowią pod względem bogactwa teologicznego i poetyckiego, jak również na planie inwencji melodycznej i mistrzostwa technicznego doskonałą i perfekcyjnie spójną całość.


Carlos Mena wykonywał je z głęboką wrażliwością i ekspresją, ogromnym zaangażowaniem i uczuciem, wykazując przy tym niepowtarzalną maestrię wokalną, zarówno jeśli chodzi o szerokie prowadzenie frazy jak i precyzyjne realizowanie szybkich przebiegów, wykorzystywanie skrajnych efektów dynamicznych i nadawanie sensu każdemu słowu. Jedynym mankamentem w jego śpiewie było jedynie dość czasem nieprzyjemne w odbiorze odbarwianie głosu na wykonywanych forte dźwiękach.

Festiwal w Ambronay 7

Mój drugi pobyt w tym urokliwym miejscu, jakim jest Opactwo w Ambronay, rozpocząłem od bardzo oczekiwanego spektaklu, zaprezentowanego w Teatrze Bourg-en-Bresse, będącego konkretną realizacją wspomnianego już marzenia Leonardo Garcia Alarcóna wystawienia Orfeusza Monteverdiego. Chodzi tutaj o efekt pracy dwudziestej już z kolei edycji Europejskiej Akademii Barokowej, prowadzonej w tym roku właśnie przez tego argentyńskiego dyrygenta, z którym współpracowali Laurent Brethome - reżyseria, Rudy Sabounghi - scenografia i Yan Raballand - choreografia. Wybór dzieła nie był przypadkowy, albowiem chodzi tutaj przecież o kamień węgielny repertuaru barokowego, o pierwszą operę w historii gatunku, stanowiącą syntezę pomiędzy partiami instrumentalnymi, monodią z akompaniamentem, tańcem i madrygałem chóralnym. O pierwsze dramatyczne dzieło posiadające niezwykle bogatą warstwę muzyczną i libretto bezpośrednio zainspirowane Metamorfozami Owidiusza o retoryce przywołującej dawne tragedie greckie. Jeżeli zatem weźmiemy pod uwagę gęstą orkiestrację, wirtuozowskie partie chóralne i sporą ilość świetnie scharakteryzowanych postaci, to łatwo zrozumieć, że Orfeusz jest dla młodych talentów świetną okazją do doskonalenia i rozwijania warsztatu muzycznego. Leonardo Garcia Alarcón uważany jest słusznie za specjalistę od muzyki Monteverdiego - zna wszystkie jej tajniki i pozostaje pod ogromnym wpływem jej piękna. Swoją energiczną, pełną zaangażowania i swoistego uniesienia interpretacją porwał on sześćdziesięcioosobową grupę młodych wokalistów i instrumentalistów, wybranych jak już wspomniałem w ramach przeprowadzonych w całej Europie przesłuchań, i zaraził ich miłością do tej wspaniałej, barwnej i nasyconej duchowymi uniesieniemi muzyki. Dzięki temu nabrała ona niezwykłej świeżości i udzielającej się słuchaczom spontaniczności.


Jeśli już mowa o niemalże transcendentalnych przeżyciach to cechowały one również dwa kolejne muzyczno-duchowe wydarzenia, którym to mianem można z pewnością określić program poprowadzony przez Christophe’a Rousetta, dyrygującego zespołem Les Talents Lyriques, oraz niezapomniany recital wielkiego Jordi Savalla. Otóż Rousset zdecydował się na ciekawe połączenie Stabat Mater Giovanniego Battisty Pergolesiego (bodajże najczęściej wykonywanego utworu z sakralnego repertuaru okresu baroku), Judica me deus Leo i innego Stabat Mater, tym razem Tommaso Traetty, a w swojej poruszającej interpretacji zadbał o nieustanne utrzymywanie ścisłego związku pomiędzy muzyką i tekstem, jak również o wydobycie tej szczególnej wrażliwości melodycznej kolejnych kompozytorów. Zarazem podkreślił intymistyczne klimaty zręcznie połączone z wirtuozowskimi cechami niektórych partii wokalnych. Ta sakralna muzyka wzruszyła słuchających jej w nabożnym skupieniu gości, którzy na zakończenie nagrodzili dyrygenta i jego muzyków gromkimi brawami. Warto tutaj zresztą przy okazji przypomnieć, ze Rousset jest również wybitnym klawesynistą, o czym się można było przekonać nazajutrz przy okazji jego ciekawie zaplanowanego recitalu przeplatającego pełne gracji, frywolności lub melancholii utwory Rameau, Royera, Balbastre’a i Duphly’ego.

Festiwal w Ambronay 8

Ostatnim wielkim artystą, jakiego sztuką dane mi było się cieszyć w Ambronay był Jordi Savall, który także się tutaj zaprezentował dwukrotnie: jako solista i dyrygent. Jeżeli sobie uświadomimy jak bardzo ten hiszpański muzyk się zasłużył na polu przywracania życiu koncertowemu zapomnianych utworów z XVII wieku przeznaczonych na violę da gamba i jak skuteczne okazały się jego działania mające na celu popularyzowanie tego instrumentu, to trudno się dziwić, że na recital Savalla stawiło się tak wielu rozentuzjazmowanych słuchaczy i to niezależnie od bardzo późnej pory tego koncertu, rozpoczynającego się po godzinie 23.00 Jak łatwo się domyśleć zabrzmiały kompozycje Marina Marais, Bacha i Sainte-Colombe, w których interpretowaniu ten pełen skromności, pokory i jakiegoś wewnętrznego skupienia artysta nie ma sobie równych. Potrafi on kreować porywający współczesnego słuchacza dźwiękowy świat przepełniony całą gamą emocji: czułością, fantazją i oczarowaniem, wewnętrznym rozdarciem i szczerą radością, czyli uniwersalnymi uczuciami doznawanymi w równej mierze przez minione pokolenia, co przez współczesnych ludzi. W ten sposób Savall przerzuca pomosty pomiędzy różnymi okresami historii ludzkości.


Innego typu charakter miał poprowadzony przezeń koncert ze Suitami orkiestrowymi z Alceste Lully’ego, The Fairy Quenn Purcella, Alcione Marin Marais i na zakończenie Water Music Haendla. Tym razem wypełniającą nawę opactwa muzykę cechowała bardziej pogodna, podniosła i wręcz taneczna atmosfera. Często wykorzystujące efekty echa fragmenty imitujące zjawiska przyrody, jak rownież popisy wirtuozowskie układały się w pasjonujące i prowadzone z polotem muzyczne dialogi, a także przeplatały się z odcinkami o bardziej zalotnym i wdzięcznym, a niekiedy nawet lirycznym kolorycie. Trzeba przyznać, że znajomość Savalla wszelkich uwarunkowań, kontekstów i niuansów tego typu repertuaru wzbudza najwyższy podziw i zachwyt.

Festiwal w Ambronay 9

Opisane powyżej wydarzenia artystyczne rozgrywały się podczas pierwszego i ostatniego festiwalowego weekendu, który należy tutaj zresztą rozumieć w dość „rozciągliwy” sposób, albowiem zaczyna się on już w środę wieczorem, a kończy w niedzielę. Ponieważ trudno jest spędzić w Ambronay cały miesiąc, nie dane mi było uczestniczyć w bardzo wielu fascynujących koncertach, które jednak dla dopełnienia obrazu chciałbym chociaż zasygnalizować. I tak na przykład odkryta przy okazji jednej ze wspomnianych wyżej Europejskich Akademii Barokowych przez Williama Christiego mezzosopranistka Stéphanie d’Oustrac - stała się ona od tamtej pory bardzo się liczącą w świecie muzyki barokowej artystką - zawsze z przyjemnością wraca do miejsca, w którym rozpoczynała swoją karierę. Tym razem wraz z pianistą Pascalem Jourdanem wystąpiła ona w usytuowanym w mieście Bourg-en Bresse Monastère de Brou z recitalem obejmującym utwory dwóch gigantów melodii: Henri Duparca i Claude’a Debussy’ego oraz twórców mniej znanych: Reynaldo Hahna, Lili Boulanger czy Jacques’a de la Presle’a. Warto zaznaczyć, że ten ciekawie ułożony program zostanie wkrótce utrwalony w formie płytowej przez Ambronay Editions. Następnego dnia pojawił się zaś słynny kontratenor Philippe Jaroussky - równiez tutaj niegdyś zdobywający swoje pierwsze muzyczne szlify - i z towarzyszeniem zespołu Venice Baroque Orchestra pod dyrekcją Andrea Marcona czarował słuchaczy mistrzowskimi wykonaniami arii z oper Porpory i Cimarosy. Trzeba zaznaczyć, że cały ten wieczór był pomyślany jako hołd oddany przez współczesnego wokalistę legendarnemu wirtuozowi włoskiemu z XVIII wieku, niejakiemu Farinelliemu.


Innym ważnym wydarzeniem było podjęcie w głównej nawie Opactwa w Ambronay próby częściowej rekonstrukcji opery Tito Manlio z 1720 roku, której osobliwością jest to, że wyszła ona spod ręki trzech kompozytorów: Vivaldiego i zaproszonych przezeń do współpracy dwóch młodych kompozytorów: Gaetano Boniego i Giovanniego Giorgiego. Partytura tej opery nieszczęśliwie przepadła, ale uratowały się jednak pochodzące z niej liczne arie oraz partie chóralne, które stojący na czele ansamblu Concerto de Cavalieri Marcello Di Lisa starał się słuchaczom przy współpracy Vivici Genaux, Marii Eriksmoen i Ann Hallenberg przybliżyć.

Festiwal w Ambronay 10

Młody Ensemble L’Aura Rilucente przypominał festiwalowym gościom utwory powstałe na dworze Habsburgów (Schmelzer, Torelli, Muffat, Leopold I, Fux i Caldara), a tego samego dnia wieczorem opactwo wypełniły rozbudowane kompozycje Haendla, w interpretacji zawsze tutaj triumfalnie witanego Williama Christiego i jego zespołu Les Arts Florissants oraz solistki Emmanuelle de Negri - sopran. W pewnej mierze konkurencją dla Christiego okazali się występujący o tej samej porze w festiwalowym namiocie argentyńscy artyści (Diego Flores - śpiew, William Sabatier - bandeon, Ciro Perez - gitara) zapraszający na wieczór poświęcony Carlosowi Gardelowi i ogólnie tangu argentyńskiemu lat trzydziestych. Ten weeekend zakończył się dniem należącym do zespołów La Volute (Rameau, Hasse, Hotteterre, Sammartini, Fiorenza i Barrière) i Canticum Novum (obok instrumentów barokowych wykorzystuje on również aparaturę elektro-akustyczną) oraz - wieczorem - Orkiestry Barokowej z Fryburga i René Jacobsa, który tym razem nie w Ambronay, lecz w Operze Lyońskiej interpretował mozartowskie Wesele Figara (wersja koncertowa) z udziałem prestiżowej obsady wykonawczej.


Trzeci weekend zainaugurowali muzycy z zespołu Les Esprits Animaux (dzieła Campry, Corette, Rameau, Lully’ego, Playforda, Telemanna) oraz z Ensemble Correspondances pod dyrekcją Sébastiena Daucégo, który wziął na warsztat motety Marc-Antoine Charpentiera. Publiczność czekała jednak niecierpliwie przede wszystkim na Ody Henry Purcella, których niezrównanym odtwórcą jest dobrze w Ambronay znany i wyjątkowo ceniony Hervé Niquet, stojący na czele założonego przez siebie Le Concert Spirituel, słusznie uważanego dzisiaj za jeden z ciekawszych zespołów uprawiających muzykę barokową.

Festiwal w Ambronay 11

Dwa dni później pojawił się zresztą jeszcze inny słynny i także dobrze znany w Polsce „barokowiec”: Paul McCreesh i wraz z Gabrieli Players zmierzył się z haendlowskim dziełem Acis et Galatée eksplorującym równie szeroką paletę ludzkich uczuć, jak powstałe w podobnym czasie opery angielskie. Do tego wszystkiego trzeba by jeszcze dodać koncerty takich ansambli jak Radio Antiqua, Compagnie de l’Aune, Aperto Libro, Céladon, Capella Sanctae Crucis, Les Surprises, Quartet Arfi czy Musica Nova, a także wyjątkowy, pełen poezji wieczór spędzony ponownie w towarzystwie Ensemble Correspondances z programem a capella polifonicznych utworów renesansowych, recital skrzypka Enrico Onofri (Corelli i Tartini), rozmaite master classes, ateliers (na przykład tanga), koncerty plenerowe czy zwiedzanie opactwa z przewodnikiem. Nic dziwnego, że Festiwal w Ambronay przyciąga coraz więcej miłośników muzyki i artystów z najodleglejszych zakątków Europy, jak również z innych kontynentów, i że wiele osób nie wyobraża sobie już chociażby jednego roku spędzonego bez odwiedzenia tej wspaniałej, emanującej magią i wciąż fascynującej manifestacji.

                                                                                Leszek Bernat